Powinni(śmy) tego zabronić Pon, mar 8. 2010
Czas najwyższy napisać parę słów o spacerach z Mo. Wszak już 9. miesięcy minęło i zdanie jakieś mamy i w tej
sprawie. O tym, że Morcheeba to wybitna indywidualistka, Pani Marta miała okazję się przekonać osobiście. To jak
wielkim jest wolnomyślicielem, dowiadujemy się z każdym kolejnym dniem.
Sprawą bezdyskusyjną jest, że lubimy spacery. Te dalsze i te wokół bloku. Pogoda nie ma znaczenia. Pora dnia/nocy ma znaczenie tylko dla Pańciów, bo dla Mo spacer w środku nocy lub o świcie nie stanowi problemu. Spytacie pewnie, czy spacery z Mo to przyjemność? Oczywiście że tak, ale nie wyczerpuje to tematu. Trzeba bowiem liczyć się z tym, że Mo ma dużo siły i przeciąganie się z nią lub narzucanie kierunku raz, że jest nieetyczne, to i niewykonalne. Spędzany wspólnie czas umili choćby gonienie za latającymi liśćmi/ foliówkami, kończące się ich dopadnięciem i zamordowaniem; piętnastominutowe kontemplowanie wypakowywania zakupów z supermarketu przez sąsiadkę, sprawdzanie techniki i staranności odśnieżania auta, czy też fascynowaniem się w ciszy niezwykłością kapiącej wody z daszku w dobie ocieplenia. Z czasem osiągnie się także fantastyczny refleks i czasy na sześćdziesiątkę lepsze niż niektórzy lekkoatleci, gdy Mo wypatrzy innego psa. Szalony bieg do zabawy jest powiedzmy "regułą", niezależnie, czy wypatrzony jest ujadającym spienionym z wściekłości wilczurem, czy też przerażonym szybkością napadu terierem. Zdarza się przez to, że jakiś golden wskoczy właścicielowi na opa z prośbą o ratunek, a większość Yorków zawczasu zostanie schowanych do torebki, zanim zostanie wciągnięte przez nos Morcheeby. A trzeba być też świadomym, że tylko husky nadąży za Mo w śniegu lub na lodzie. Nauczycie się także zbiegać ze schodów w technice parkour, skakać w pełnym biegu przez ścięte drzewa/ pniaki i na zawołanie zatrzymywać w miejscu. Obowiązuje bowiem sportowa reguła: szybciej, bardziej stromo i trudniej to lepiej. Jeśli z jakichś powodów nie odpowiadałoby to komuś, wystarczy puścić smycz lub... wyperswadować poprzez merytoryczne wypowiedzenie swoich racji, przy użyciu wyłącznie obiektywnych i istotnych argumentów. Trzeba być przekonującym i się sprężać, bo czasu jest zwykle około 10 sekund.
Myliłby się ten, kto sądzi, że to straszne. Wprost przeciwnie, Mo jest niezwykle pogodną żyjącą pełnią życia sunią, która gdy tylko nadarza się okazja do zabawy, chętnie z tego korzysta. W wolnych chwilach poznaje także reguły mechaniki, techniki i wszelkich innych nauk, bo jest bardzo mądrą psiną i na naukę zawsze jest dobry czas. Spacery z Mo przypominają te z małym dzieckiem, wszystko i wszyscy musi być oglądnięte, fajnie gdy powąchane, a nawet jeśli to możliwe posmakowane. Nic więc dziwnego, że jednym z ulubionych miejsc w których lubi bawić się Mo są opuszczone w zimę place zabaw. Tu swoimi umiejętnościami i odwagą zaskakuje nas najbardziej. Pech w tym, że wkrótce Morcheeba nie będzie miała tam wstępu. Dlatego powinni(śmy) tego zabronić.
Sprawą bezdyskusyjną jest, że lubimy spacery. Te dalsze i te wokół bloku. Pogoda nie ma znaczenia. Pora dnia/nocy ma znaczenie tylko dla Pańciów, bo dla Mo spacer w środku nocy lub o świcie nie stanowi problemu. Spytacie pewnie, czy spacery z Mo to przyjemność? Oczywiście że tak, ale nie wyczerpuje to tematu. Trzeba bowiem liczyć się z tym, że Mo ma dużo siły i przeciąganie się z nią lub narzucanie kierunku raz, że jest nieetyczne, to i niewykonalne. Spędzany wspólnie czas umili choćby gonienie za latającymi liśćmi/ foliówkami, kończące się ich dopadnięciem i zamordowaniem; piętnastominutowe kontemplowanie wypakowywania zakupów z supermarketu przez sąsiadkę, sprawdzanie techniki i staranności odśnieżania auta, czy też fascynowaniem się w ciszy niezwykłością kapiącej wody z daszku w dobie ocieplenia. Z czasem osiągnie się także fantastyczny refleks i czasy na sześćdziesiątkę lepsze niż niektórzy lekkoatleci, gdy Mo wypatrzy innego psa. Szalony bieg do zabawy jest powiedzmy "regułą", niezależnie, czy wypatrzony jest ujadającym spienionym z wściekłości wilczurem, czy też przerażonym szybkością napadu terierem. Zdarza się przez to, że jakiś golden wskoczy właścicielowi na opa z prośbą o ratunek, a większość Yorków zawczasu zostanie schowanych do torebki, zanim zostanie wciągnięte przez nos Morcheeby. A trzeba być też świadomym, że tylko husky nadąży za Mo w śniegu lub na lodzie. Nauczycie się także zbiegać ze schodów w technice parkour, skakać w pełnym biegu przez ścięte drzewa/ pniaki i na zawołanie zatrzymywać w miejscu. Obowiązuje bowiem sportowa reguła: szybciej, bardziej stromo i trudniej to lepiej. Jeśli z jakichś powodów nie odpowiadałoby to komuś, wystarczy puścić smycz lub... wyperswadować poprzez merytoryczne wypowiedzenie swoich racji, przy użyciu wyłącznie obiektywnych i istotnych argumentów. Trzeba być przekonującym i się sprężać, bo czasu jest zwykle około 10 sekund.
Myliłby się ten, kto sądzi, że to straszne. Wprost przeciwnie, Mo jest niezwykle pogodną żyjącą pełnią życia sunią, która gdy tylko nadarza się okazja do zabawy, chętnie z tego korzysta. W wolnych chwilach poznaje także reguły mechaniki, techniki i wszelkich innych nauk, bo jest bardzo mądrą psiną i na naukę zawsze jest dobry czas. Spacery z Mo przypominają te z małym dzieckiem, wszystko i wszyscy musi być oglądnięte, fajnie gdy powąchane, a nawet jeśli to możliwe posmakowane. Nic więc dziwnego, że jednym z ulubionych miejsc w których lubi bawić się Mo są opuszczone w zimę place zabaw. Tu swoimi umiejętnościami i odwagą zaskakuje nas najbardziej. Pech w tym, że wkrótce Morcheeba nie będzie miała tam wstępu. Dlatego powinni(śmy) tego zabronić.
Sznurki i sznureczki Sob, mar 6. 2010
Każdy
właściciel szczenięcia stara się uszczęśliwić swojego pupila przeróżnymi zabawkami, często w nadmiarze.
Przyznaję się, że ja także. Zgromadziłam już potężną ilość wszelkiego rodzaju i wielkości pluszaków,
piłeczek, kółek, plecionych sznurków, zabawek piszczących, chrumkających i grzechoczących. A czym lubią bawić
się szczeniaki? Tu ekspertem jest Artur,
przetestował wraz z Morcheebą chyba wszystko co do zabawy oferował szwedzki-niebieski sklep i słusznie zauważył,
że jeśli zabawka to miękka i koniecznie z jak najdłuższą metką. Zabawka musi mieć to coś, za co można złapać
i tarmosić. Sznurek wystający z naszej odzieży z pewnością również zainteresuje szczenię i obojętne czy będzie
to sznurek od kaptura czy od bokserek. Sznurek pleciony ze sklepu z zabawkami dla psa też cieszy, ale nie tak jak ten
od ubrań. Natomiast Nino upodobał sobie do zabawy mopa pełnego długich sznurków. Z tego co dowiedziałam się od p.
Beaty, dostanie własnego. Kupuję ten pomysł! Myślę, że nasza Monia ucieszy się do sznurków z mopa i być może
zajmie ją nowa rzecz na tyle, że przestanie wyciągać nam sznurowadła z butów!
Monia zawsze pierwsza Pią, mar 5. 2010
Dzień rozpoczęłam od ścigania
Mon Cheri z aparatem fotograficznym, a efekt mojego trudu do oglądania po prawej. Łatwo nie było... Kto nie zna
naszej Moni, ten nawet nie przypuszcza jak wielki temperament może mieć niewielki shar pei. Monia to wulkan energii w
stanie permanentnej erupcji. Rozpiera ją siła czerpana z radości życia, energia młodego i wiecznie cieszącego się
do wszystkiego i wszystkich (z wyjątkiem do labka sąsiadów!) psa. 9 miesięcy ukończyła dzisiaj nasza psina,
zdjęcie więc na pamiątkę aktualne, pokazuje Monię taką jaką jest, rozbrykaną, rozbawioną, zawsze w ruchu,
prawie niemożliwą do sfotografowania. Monia zawsze jest pierwsza. Pierwsza gdy trzeba powitać gości, pierwsza
przepycha się przez drzwi gdy psy wybiegają z domu, a jeśli któryś z nich stoi jej na drodze, to po prostu
przeskoczy przez niego i pogalopuje dalej radośnie, nie oglądając się za siebie. Monia jest psem wzrokowcem,
pierwsza ze stadka dostrzeże kota, pierwsza dopadnie do drzewa, na którym ten się schronił, pierwsza dostrzeże
przechodnia na ulicy i pierwsza go oszczeka. A gdy wołam psy do domu, to Monia ciesząc się do mnie po psiemu,
przybiega też jako pierwsza. Powiem wam, że miło mieć przy sobie tak radosnego psa jak nasza Monia.
Zamieścił Marta
w Nasze shar pei Komentarze: (0)
Ślady: (0)
Tagi dla tego wpisu: mon cheri bonomiella, monia
Nie gniewamy się... Czw, mar 4. 2010
Weronika podesłała mi zdjęcia NCS. Cel wiadomy: mam się
pochwalić nimi w blogu. OK, chwalę się i cieszę się z fotek bardzo. Malutka jest śliczna i to bardzo, niech nikt
nie zaprzecza, bo nie zniosę! Weronika kocha swojego malca ogromnie i chce abym powiadomiła o tym świat. Wierzę jej
i z chęcią powiadamiam. Nie ma to jak pańciowie zakochani w swoich czworonogach! Weronika ma obawy, że jeśli nie
napiszę, że była u mnie nie tylko po odbiór swojego skarba, ale i wówczas gdy ten był noworodkiem, to co
niektórzy mogą pomyśleć, że gniewamy się na siebie. Nie wiem kto śmiałby tak pomyśleć, ale na wszelki wypadek
informuję, że nie gniewamy się, a wręcz przeciwnie, bo utrzymujemy ze sobą ożywiony i bardzo przyjazny kontakt. A
jak to było przedtem? Ho, ho, już dwa lata temu Weronika zadeklarowała chęć wzięcia szczeniaczka ode mnie. Miłe,
prawda? Czekała dość długo, bo i wymagania miała co do przyszłego pieska. Musiał być on, a właściwie ona
koniecznie podobna do mojej Simonki. No i spełniło się, urodziła się taka wymarzona przez Weronikę sunia,
mordziata kluska podobna niebywale do swojej ciotki. Nie tylko wygląd ma zbliżony do niej, imię również - ona:
N-Classic Simonne, ciotka: La Simonne. Dwie Simonki z Bonomielli, ale żeby ich nie pomylić, to młodszą będę
nazywać NCS. Weronika wybaczy i nie pogniewa się...
Zamieścił Marta
w Codziennik Komentarze: (0)
Ślady: (0)
Tagi dla tego wpisu: n-classic simonne bonomiella, shar pei
Nowi autorzy w blogu Śro, mar 3. 2010
Z dzisiejszym dniem blog pozyskał nowych autorów: Gosię i Dominika z Nelsonem. Oni piszą, on inspiruje, my czytamy.
Z zamiarem blogowania sympatyczny duet nosił się już od paru tygodni, oczekiwali tylko na aż Nelson zamieszka wraz z
nimi w rodzinnym Krakowie. Zanim do tego doszło była między nami korespondencja, były rozmowy telefoniczne, były
też odwiedziny u nas, wzajemne zapoznanie się, był też z początkiem grudnia wspólny spacer. Misiek pozwolił się bez protesu prowadzić
Dominikowi, z Gosią maszerowała przez las Maxie. Misiek stateczny i spokojny, bullmastiffka rozradowana i rozochocona
okazywanym jej zainteresowaniem, z gracją typową dla kolosów przewracała lżejszą od niej Gosię na ziemię.
Wesoło było... Nelson Admiral był wówczas dopiero w planie, tylko imię dla niego było już wybrane i zaklepane.
Plan został zrealizowany, Nelson z początkiem stycznia przyszedł na świat. Będziemy teraz obserwować jak im się
razem wiedzie, będziemy im kibicować. Wszystkiego dobrego Gosiu, Dominiku i Nelsonku!
Nelson w Krakowie Śro, mar 3. 2010
Czas mija niesłychanie szybko i Nelson od
trzech dni jest z nami w nowym domku. To niesłychanie grzeczny i spokojny piesek! Jesteśmy pełni dumy, że maluch tak
szybko zaklimatyzował się i polubił nowych właścicieli, co pokazuje tuląc się do nas i szukając, jak tu polizać
fioletowym jęzorem swoich pańciów.
Podróż z Goli do Krakowa minęła w miarę szybko i spokojnie. Nelsonik przez cały czas spał grzecznie na moich kolanach, nie zapłakał ani razu. 4 godziny jazdy samochodem uspały psinkę. Około 16 byliśmy już w domu. Nelson ostrożnie wszedł do mieszkania, obwąchał wszystkie kąty pokoju i od razu wskoczył do swojego legowiska pełnego zabawek. Z pewną rezerwą obserwował swoją Panią i cichutko drzemał. I tak legowisko z szerokim rantem stało się ulubionym miejscem Nelsonika do wypoczynku i zabawy, kojarzy mu się z bezpieczeństwem i słodkimi drzemkami, bo jak psinka usłyszy jakiś hałas, coś nieprzewidzianego, a jest poza swoim łóżeczkiem to hop - czmycha pędem i jednym susem wskakuje do leżanki. Tu jest miło, ciepło, spokojnie i bezpiecznie. Pierwszy dzień maluch spędził w jednym pokoju, nie było mowy o tym, żeby zobaczyć co jest w pozostałej części mieszkania, nie mówiąc już o kuchni, która jest miejscem wyjątkowo strasznym. Gdy Pańciowie znikną w jej czeluściach, Nelson wystawia głowę zza framugi, ale progu nie przekroczy. Pierwsza noc minęła wyjątkowo spokojnie, jak zresztą przepowiedziała Pani Marta znając Nelsonika. Ja, przygotowana na płacze i lamenty nie mogłam wyjść z podziwu. Psiak po zgaszeniu światła po prostu poszedł spać i przeraźliwie chrapał całą noc. Czasami zmieniał miejsce wypoczynku i przemieszczał się z legowiska na dywan, albo rozłożony przy naszej kanapie kocyk. Obudził nas radośnie o 6.30 domagając się uwagi i potem zabawy nie było końca. Nelson to bardzo kontaktowy psiak, uwielbia swoje zabawki, czasami podczas ganiania się po pokoju poszczekuje. Uwielbia pieszczoty, głaskanie po fałdkach i zdecydowanie lubi spanie. Cokolwiek by się nie działo czas na drzemkę musi się znaleźć. Zapowiada się nam bardzo mądry i kochający swoich właścicieli piesek. Z chwilą odebrania Nelsonika od Pani Marty nasze marzenie się spełniło.
Podróż z Goli do Krakowa minęła w miarę szybko i spokojnie. Nelsonik przez cały czas spał grzecznie na moich kolanach, nie zapłakał ani razu. 4 godziny jazdy samochodem uspały psinkę. Około 16 byliśmy już w domu. Nelson ostrożnie wszedł do mieszkania, obwąchał wszystkie kąty pokoju i od razu wskoczył do swojego legowiska pełnego zabawek. Z pewną rezerwą obserwował swoją Panią i cichutko drzemał. I tak legowisko z szerokim rantem stało się ulubionym miejscem Nelsonika do wypoczynku i zabawy, kojarzy mu się z bezpieczeństwem i słodkimi drzemkami, bo jak psinka usłyszy jakiś hałas, coś nieprzewidzianego, a jest poza swoim łóżeczkiem to hop - czmycha pędem i jednym susem wskakuje do leżanki. Tu jest miło, ciepło, spokojnie i bezpiecznie. Pierwszy dzień maluch spędził w jednym pokoju, nie było mowy o tym, żeby zobaczyć co jest w pozostałej części mieszkania, nie mówiąc już o kuchni, która jest miejscem wyjątkowo strasznym. Gdy Pańciowie znikną w jej czeluściach, Nelson wystawia głowę zza framugi, ale progu nie przekroczy. Pierwsza noc minęła wyjątkowo spokojnie, jak zresztą przepowiedziała Pani Marta znając Nelsonika. Ja, przygotowana na płacze i lamenty nie mogłam wyjść z podziwu. Psiak po zgaszeniu światła po prostu poszedł spać i przeraźliwie chrapał całą noc. Czasami zmieniał miejsce wypoczynku i przemieszczał się z legowiska na dywan, albo rozłożony przy naszej kanapie kocyk. Obudził nas radośnie o 6.30 domagając się uwagi i potem zabawy nie było końca. Nelson to bardzo kontaktowy psiak, uwielbia swoje zabawki, czasami podczas ganiania się po pokoju poszczekuje. Uwielbia pieszczoty, głaskanie po fałdkach i zdecydowanie lubi spanie. Cokolwiek by się nie działo czas na drzemkę musi się znaleźć. Zapowiada się nam bardzo mądry i kochający swoich właścicieli piesek. Z chwilą odebrania Nelsonika od Pani Marty nasze marzenie się spełniło.
Bez szczeniąt... Wto, mar 2. 2010
Tak trochę mi dziwnie bez szczeniąt. Łapię się na tym, że chodzę cichutko po schodach, że rozmawiam przyciszonym
głosem, tak jak bym się obawiała obudzić maluchy. Nie ma już w domu piesków, pozostały tylko moje nawyki. W
niedzielę odjechał do Warszawy Nino. Bella pożegnała się z synkiem na swój, znany mi już, sposób. Położyła
się przy swoim dziecku, pozwoliła mu się do siebie przytulić i razem z nim ucięła sobie drzemkę. Tak samo
żegnała NCS i Nathalinę. Jedynie Nelson odszedł do nowego domu nieutulony przez mamę, ale to tylko dlatego, że
bardziej był skoncentrowany na szaleńczej zabawie z Ninem niż na swojej rodzicielce. Bella ma się dobrze, nie
rozpacza za dziećmi, apetyt jej dopisuje i znowu chętnie bawi się się Monią, a ta cała szczęśliwa, że znowu ma
mamę tylko dla siebie..
Z nowych domów napływają radosne wieści, szczenięta wszędzie dobrze się zaaklimatyzowały, a ja cieszę się wraz ich właścicielami. Zaczęły też nadchodzić zdjęcia maluchów. Wczoraj dotarły fotki Nina, na których widać jak dobrze radził sobie w pierwszym dniu u p. Beaty. Dziękuję bardzo, niech się malec zdrowo chowa i pięknie rośnie!
Z nowych domów napływają radosne wieści, szczenięta wszędzie dobrze się zaaklimatyzowały, a ja cieszę się wraz ich właścicielami. Zaczęły też nadchodzić zdjęcia maluchów. Wczoraj dotarły fotki Nina, na których widać jak dobrze radził sobie w pierwszym dniu u p. Beaty. Dziękuję bardzo, niech się malec zdrowo chowa i pięknie rośnie!
Zamieścił Marta
w Codziennik Komentarze: (0)
Ślady: (0)
Tagi dla tego wpisu: nino rotus bonomiella, shar pei
Sofa - na finiszu Pon, mar 1. 2010
Zagorzali czytelnicy pewnie pamiętają aspekt sofy. Temat wbrew pozorom bardzo aktualny, bo wraz z przedłużającą
się zimą, jak i nadciągającą w siedmiomilowych butach wiosną, czas napomknąć co w trawie (a jakże) piszczy.
Zwykle tak jest, że głowa rodziny decyduje w pewnym momencie o ustatkowaniu się i co się z tym wiąże nabyciem wygodnego miejsca odpoczynku. Jaką postać przyjmie, to dość osobisty aspekt i nie w tym rzecz. Clue tkwi w jednym, szczególnym szczególe - wygodzie i przyjemności użytkowania. Skoro zatem dwunogi mogą nacieszyć swój kręgosłup i zregenerować morale, to i każdy, kto ma swój rozumek, szybciej niż później uczyni to samo. Nie chcę powtarzać, tego co już napisane, więc skoncentruję się na nowościach.
Mo zdecydowanie sprawia nam dużo radości, tuląc nas do snu i chuchając po twarzach. Nie wierci się, a i kołdry nie zabiera. Poduszkę i owszem, wyłącznie średniotwardą, wypełnioną naturalnym puchem, by podeprzeć kark w każdej pozycji głębokiego snu, raczej nad ranem, by dospać, ale od każdej reguły są wyjątki. Miejsce wystarczające, samodzielnie wybrane - Morcheeba okupuje swoją połowę. Wszak oczywiste, że lubi spać w poprzek, choć nigdy nie gardzi swobodnym wyciągnięciem się i głębokim oddechem, dając do tulenia grzbiecik. Potrafi nam jeszcze słodko przy tym pochrapać, a gdy budzik zadzwoni zagarnąć zwolnione miejsce.
Lecz strzeżcie się, gdy tylko przekroczycie granicę, świadomie czy nie, delikatnie i z wyczuciem, złapie łapką za dłoń i przesunie tak, by móc kontemplować relaks w spokoju i bez nieproszonych gości. Po trzecim wtargnięciu, można także liczyć na ofuknięcie, a gdyby nie skutkowało, z uniesioną głową udaje się do swojego posłanka, gdzie nikt nie będzie zakłócał spokoju, manifestując takie stare przysłowie, o ustępowaniu mądrego...
Sofa zatem stała się miejscem odpoczynku wszystkich domowników. Ustrojowa demokracja. Czasem tylko za dnia, trzeba z odpowiednim uprzedzeniem umówić się na audiencję.
Zwykle tak jest, że głowa rodziny decyduje w pewnym momencie o ustatkowaniu się i co się z tym wiąże nabyciem wygodnego miejsca odpoczynku. Jaką postać przyjmie, to dość osobisty aspekt i nie w tym rzecz. Clue tkwi w jednym, szczególnym szczególe - wygodzie i przyjemności użytkowania. Skoro zatem dwunogi mogą nacieszyć swój kręgosłup i zregenerować morale, to i każdy, kto ma swój rozumek, szybciej niż później uczyni to samo. Nie chcę powtarzać, tego co już napisane, więc skoncentruję się na nowościach.
Mo zdecydowanie sprawia nam dużo radości, tuląc nas do snu i chuchając po twarzach. Nie wierci się, a i kołdry nie zabiera. Poduszkę i owszem, wyłącznie średniotwardą, wypełnioną naturalnym puchem, by podeprzeć kark w każdej pozycji głębokiego snu, raczej nad ranem, by dospać, ale od każdej reguły są wyjątki. Miejsce wystarczające, samodzielnie wybrane - Morcheeba okupuje swoją połowę. Wszak oczywiste, że lubi spać w poprzek, choć nigdy nie gardzi swobodnym wyciągnięciem się i głębokim oddechem, dając do tulenia grzbiecik. Potrafi nam jeszcze słodko przy tym pochrapać, a gdy budzik zadzwoni zagarnąć zwolnione miejsce.
Lecz strzeżcie się, gdy tylko przekroczycie granicę, świadomie czy nie, delikatnie i z wyczuciem, złapie łapką za dłoń i przesunie tak, by móc kontemplować relaks w spokoju i bez nieproszonych gości. Po trzecim wtargnięciu, można także liczyć na ofuknięcie, a gdyby nie skutkowało, z uniesioną głową udaje się do swojego posłanka, gdzie nikt nie będzie zakłócał spokoju, manifestując takie stare przysłowie, o ustępowaniu mądrego...
Sofa zatem stała się miejscem odpoczynku wszystkich domowników. Ustrojowa demokracja. Czasem tylko za dnia, trzeba z odpowiednim uprzedzeniem umówić się na audiencję.
« poprzednia strona
(Strona 1 z 50, łącznie 393 wpisów)
następna strona »



Ostatnie komentarze
sob, 27.02.2010 16:18
oj szkoda, a byłam taka ciekawa jakie moja ulubienica będzie miała maluchy, no ale podobno co się odwlecze to nie [...]
czw, 25.02.2010 17:35
o jejku to strasznie a tak się łudziłam nadzieją ,że jednak
śro, 24.02.2010 15:31
Dziękujemy bardzo i cieszymy się że zdjęcia sie spodobały
wto, 23.02.2010 22:33
Nasze oczy nie mogą się nacieszyć... Oba malce prześliczne i przesłodkie! Cieszymy się widząc taką dobrą komitywę. [...]
wto, 23.02.2010 18:18
Pani Marto! My mamy jedną Nathalinkę (Pee Pee) a broi za całe stadko! Swoją drogą ciekawe po kim taki temperamenci [...]
pon, 22.02.2010 19:44
A już nasza Nathalinka ma się bardzo dobrze, biega jak szalona, poznaje swój nowy dom. Zaczęła już broić, szczeka [...]
czw, 18.02.2010 19:21
Jakie piękne zdjęcie Simonki w śniegu. No ma się talent do fotografowania
czw, 18.02.2010 09:52
No ładnie... Trzy mioty, jeden po drugim... Zaciskamy kciuki za zdrowie Bonomiellek! Teraz już wiemy, jak Pani M [...]
czw, 18.02.2010 00:05
I po hipopotamkach nie ma śladu, teraz to już całkiem duże sharpki. To czekamy na nowe, a te "paskudy" niech idą d [...]
śro, 17.02.2010 11:28
Gratulacje, gratulacje! Maluchy słodkie jak zawsze, a tu za chwilę znów wysyp. Czekamy z niecierpliwością i ściska [...]