BONOMIELLA: Blog hodowli shar pei

Światełko w tunelu i inne takie

Mo lubi także
eksplorację
A co to za dziura?
W trakcie późnowieczornego spaceru w czwartek, Mo wyczuła świeży trop szaraka i zaciągnęła mnie do tajemniczo wyglądającego tunelu. Z braku światła kategorycznie odmówiłem wejścia. Następnego dnia wróciliśmy niczym bumerang, przygotowani należycie do eksploracji i czmychnęliśmy w zagadkową czeluść. Mo bez zastanowienia i z pełną beztroską, pokonała przeszło 30 metrowy tunel pod drogą, skonstruowany specjalnie dla małych dzikich zwierząt, ciągnąc mnie zgiętego w pół, drepczącego pospiesznie w kucki aby nadążyć. A to dlatego, że betonowa rura ma tylko metr średnicy. Od tego czasu to stały program spacerów, dla urozmaicenia wrażeń.
Stary człowiek i morze
;-)
Nasza miłość - mało powiedziane!
Plaża zaś to weekendowa odskocznia, by swobodnie wybiegać się z innymi czworonogami. Cała pokryta śniegiem, z brzegiem pokrytym lodową bandą. No i zawsze znajdzie się chwila na delektowanie się spokojnie falującym morzem. Myliłby się bardzo ten, co sądzi że siedzimy w miejscu i kontemplujemy pejzaże. Raczej pospiesznie przez nie przebiegamy, ślizgając się na lodzie z większą lub mniejszą finezją i wytyczamy nowe ślady na wielkich połaciach zawianego śniegu.
Miła rodzinna atmosfera
Troszkę czułości zawsze w cenie
A na koniec dnia, gdy brzuszek najedzony tulimy się słodko do siebie na sofie i nabieramy sił na kolejne wycieczki. Tymniemniej dziś jest taki dzień, że każdy leży w swoim rogu i boczymy się na siebie nawzajem. Ja, bo Mo nie chce zjeść tabletki na robaki, a Mo za to, że próbuję wcisnąć jej takie paskudztwo. A najgorsze, że czeka nas jeszcze obcinanie paznokci...

Trochę o Simonce, szczeniętach i korespondencji

Dzieci Belli z Simonką
Bella zmęczona. Pięć tygodni opieki nad szczeniętami już za nią, a były to dla niej tygodnie pełne wysiłku. Od kilku dni psia mama nie sypia już ze swoimi dziećmi, ba! nie przebywa z nimi nawet za dnia. Odwiedza je tylko na parę minut, sprawdzi czy wszystko w porządku, pokarmi lub nie i wycofuje się pospiesznie. Inaczej ma się z naszą Simonką. Ta zapatrzona w szczenięta jakby były to jej własne i najchętniej każdą wolną chwilę spędzałaby z nimi. Maluchy traktują wszystke nasze psy (nawet Miśka!) jak cysternę z mlekiem i na wyścigi szukają u nich sutek. Efekt tego taki, że poza Simonką psy nie zaglądają do szczeniąt, no chyba że zwęszą pozostawione przez nich jedzenie. Dojście do szczenięcych misek zablokowane przed niepowołanymi kratką. Stoją więc w porze karmienia dorosłe łakomczuchy przed kratką, patrzą jak malce jedzą i ślina im kapie. Zupełnie tak, jakby od wielu dni nic nie jadły... Szczenięta kończą posiłek, otwieram wejście do nich, stado pospiesznie się ewakuuje, na miejscu pozostaje tylko Simonka. Miło popatrzeć jak każdemu szczenięciu merda przyjaźnie ogonem, jak wodzi za nimi wzrokiem, jak próbuje zachęcić je do zabawy. Wnikliwi chyba zauważyli lekkie zaokrąglenie simonkowego brzucha... Tak, Simonka przygotowuje się do macierzyństwa, będą za niespełna miesiąc jej dzieci. W tym miejscu chciałabym przeprosić wszystkich, którzy przez formularz kontaktu z mojej strony wysyłali do mnie zapytania jak miewają się szczenięta, a nie otrzymali odpowiedzi. Powód: serwer zmienił parametry i formularz kontaktu przestał funkcjonować. Co nie funkcjonuje, idzie precz! Nie ma więc już na mojej stronie formularza, jest podany działający adres do korespondencji, która teraz dotrze na pewno, a ja obiecuję, że odpiszę.

Mon Cheri dorasta

Mon Cheri
Mon Cheri wkracza dziś dumnie w dziewiąty miesiąc życia. Za nami pełne osiem miesięcy radości i zmagania się z już dwudziestokilowym, czerwonym diabełkiem.
Z każdym miesiącem wraz z wiekiem i ciężarem ciała przybywa jej imion, na które reaguje wedle uznania. Oto niektóre z nich: Monia, Moooooni, Moniaaaaaa, Mooooniiiiczkaaa, Wracaj Niedobry Psie.
Monia jest psem samodzielnym i rozumnym, z rozumkiem na własny użytek. Jak to shar pei. Zawsze pierwsza do miski i do wyjścia z domu, zawsze ostatnia gdy wołam psy. Największy respekt czuje przed tatą Miśkiem, a w następnej kolejności przed Naczelnym. Mnie lubi, dobre i to. Najlepiej dogaduje się z mamą Bellą, babci Tequilli raczej schodzi z drogi, z ciotką Simonką bierze się czasem za łby, ale bezkrwawo. Stosunek do szczeniąt ma wyraźnie pogardliwy, nic dziwnego, zapomniał wół jak cielęciem...
Z okazji wyrośnięcia ze szczenięctwa i wkraczania w wiek młodzieńczy Wszystkiego Najlepszego dla rodzeństwa Mon Cheri: dla Skarbulka Messiego, dla kochających śnieżne zaspy Morcheeby i Mani oraz dla emigrantów Twistera i Ozzego. Rośnijcie wszyscy zdrowo!

Kolejny zimowy dzień

Naczelny twierdzi, że gdybym nie miała zmartwień, to martwiłabym się ich brakiem. Ale jak tu nie martwić się gdy znowu opady śniegu, akcja z odśnieżaniem i widmo braku prądu. Zaopatrzyłam dzisiaj dom w gazowy grzejnik z pochłaniaczem własnych spalin, pracujący niezależnie od jaśnie wielmożnej elektrowni i od razu mi raźniej, chociaż Piotr zdania, że zatrucie się gazem wcale nie jest milsze od zamarznięcia.
porozmawiajmy...
psi żłobek
A szczenięta rosną i duże jak na swój wiek bardzo. Jedna z naszych dwóch kuchni została oddana im we władanie. Podoba im się, że mogą pobiegać i tych kilka metrów kwadratowych satysfakcjonuje je w zupełności. Ach, latem wyniosłabym pieski już na krótko na dwór... Przy obecnej aurze mowy nie ma, siedzenie w domu jest dla malców koniecznością.
Moje dorosłe psy też siedzą w domu, ale z własnego wyboru. Żadne z nich nie ma takiego zacięcia do biegania w zaspach śnieżnych jak Morcheeba (w kogo ona się wrodziła?), a i ja nie skłaniam się do przedzierania przez śnieg sięgający powyżej kolan. Poza domem, jak istota beznoga, poruszam się tylko w pojeździe, psy natomiast trochę i niechętnie w ogrodzie. Siedzą w cieple, nudzą się, tyją, a nieścierane pazury im rosną. Dzisiaj skracałam je u Belli, jutro kolej na następnego chętnego. O ile taki się znajdzie... Niech już ta zima wreszcie się skończy!

Bez prądu...

pora karmienia
Zaczyna się.. Bella ogranicza karmienie szczeniąt, one zaś żądają mleka i to kategorycznie. Ona zmęczona i już nie bardzo ma chęć karmić, one złe na cztery wściekłe głosy wołają: MLEKA! Wpycham więc prawie na siłę moje biedne suczydło między jej dzieci i pilnuję aby odessały zalegający w jej sutkach pokarm. I tak trzy razy dziennie. Głodomorki ładnie przybrały na wadzę, no bo też mleko od mamy to nie jakieś tam UHT z kartonu, do tego pięć razy dziennie półmisek pełen szczenięcej papki, a i ciepło, którego szczenięta tak bardzo potrzebują, a przy którym ja czuję się tak, jakbym była zamknięta w piekarniku. Centralne ogrzewanie i piecyk olejowy hulają na okrągło. Aż tu nagle wczoraj awaria gdzieś w świecie, a skutkiem jej brak prądu w naszym domu. Około godziny 22 zgasło światło, przestała pracować pompa CO, wyłączył się olejak... Zrobiło się ciemno i strasznie. Nocą przy świecach grzałam na kuchence gazowej wodę i napełniałam nią największe garnki, aby zrobić z nich prowizoryczne ogrzewanie, gorącą wodą napełniłam termosy i butelki szykując się na zimną noc. Z elektrowni otrzymałam jedynie lakoniczną wiadomość, że prąd będzie jak będzie.. Oczami wyobraźni już widziałam jak po kolei zamarzamy: szczenięta, psy i my... O 5 nad ranem prąd powrócił, pompa CO zaczęła znowu pracować, włączył się olejak. Z ulgą wylałam z garnków letnią już wodę i w końcu położyłam się spać. Obudziliśmy się wszyscy w ciepłym, zasilanym prądem domu. Happy End!

Czas na spanie

Szczenięta są jak dzieci, najsłodsze gdy śpią. W dalszym ciągu większą cześć dnia przesypiają i dziwnym trafem okres aktywności rośnie im wraz z wydłużającym się dniem. A gdy nie śpią największą atrakcją dla nich są mamine sutki. Bella karmi jeszcze trzy razy dziennie, ale widzę, że skłania się do ograniczenia posiłków i pewnie niebawem bar mleczny zostanie zamknięty. No tak, pieski rosną i przestawiają się na bardziej konkretne jedzenie podawane im już pięć razy w ciągu dnia. W nocy konsumpcji już nie ma, czas na spanie. Popatrzcie proszę jak ładnie śpią już czterotygodniowe szczenięta...