Z samego rana Naczelny wybrał się do Wrocławia po zaopatrzenie, czyli po wory karmy dla psa, suk i nienarodzonych
jeszcze szczeniaków. Misiek chciał pojechać więc również pojechał. Tequilla głośnym rykiem domagała się
wycieczki więc też pojechała. Piotr wykazał inicjatywę i odwiedził kliniki weterynaryjne AR, gdzie pewien znajomy
i bardzo miły wet obejrzał Tequi, po czym stwierdził z przekonaniem, że to nie ona uroiła sobie ciążę, ale ja
jej brak. Ja w tym czasie siedziałam w domu i gapiłam się na przemian to na Belcię, to na kwitnące jabłonie i
gdyby Piotr nie wrócił z zakupami, pewnie gapiłabym się do tej pory. Moje gapienie się w przyrodę tak całkiem
nietwórcze nie było, jako że wyselekcjonowałam kolejnych parę imion dla dzieci Belci: Zoya Lux-Quatta, Zitella
Zingaresca, Zorba de la Susa, Zuul Ghostbusters, Zip The Happy Hollisters, Zio Thatta-Boy, Zoltan my Pei. Wiem,
brzmią dziwacznie, ale pierwsza część każdego z wieloczłonowego imienia jest dźwięczna, powinna więc zadowolić
przyszłych rodziców adopcyjnych, a druga mnie się podoba. Brakuje jeszcze paru imion na Z dla dziewczynek Belli i na
L dla dzieci Tequilli.