Jak już wcześniej wspominałam okolica moja bardzo obfituje w koty. Chyba w każdym domu mieszka przynajmniej jeden.
Też chętnie trzymałabym kicię, ale znając moje psy i shar-pei w ogóle, nie oważyłabym się. Przykro by było
mieć na sumieniu kocią duszyczkę... Okliczne koty, kotki i kocury często przchodzą do naszego ogrodu i
doprowadzają psy do szaleństwa. Wszystkie awanturują się wściekle gdy zobaczą kota na drzewie, nawet Piotr
(chociaż nie jest psem) traci humor gdy kocisko z sąsiedztwa łazi mu po umytym samochodzie...
Dzisiaj dzień jak codzień, czyli znowu kot w ogrodzie lecz jakiś obcy. Ronda wypatrzyła go przez okno i głośno
domagała się wyjścia. Czemu nie, niech idzie, kot i tak ucieknie na drzewo lub za płot - pomyślałam - i
wypuściłam psinę z domu. Chwilę potem wiedziałam, że popełniłam błąd. Kot zamiast uciekać stawił Rondzie
czoło i podczas konfrontacji (prawda, jakie to piękne słowo!) przejął inicjatywę!! Zabiegł Rondę od tyłu,
wskoczył jej na grzbiet, gryzł i drapał. Musiałam ratować psa przed kotem! Rany szczęśliwie okazały się
powierzchowne i nie wymagają interwencji chirurga.
Nie sądzę, aby awantura z kotem czegoś Rondę nauczyła, wręcz przeciwnie, przypuszczam, że jej nienawiść do
całego kociego świata znacznie się umocni i nie ostudzi jej temperamentu.
Dzisiejsze wydarzenie przypomina mi atak Rondy na jeża: zaatakowany tuptuś zwijał się w kulkę paraliżowany
śmiertelnym strachem a Ronda im bardziej była pokłuta tym bardziej wrogo traktowała jeża...

Przed południem udało mi się
sfotografować trzy psy na raz. Sukces, bo do tej pory najwyżej dwa mieściły się w kadrze. Ten, kto fotografował
zwierzęta, wie co to znaczy "ruchomy cel" . Jak widać trawnik zdewastowany nielicho, Bella potrafi wyrywać z ziemi
nie tylko całe kępy trawy ale też kopać głębokie doły a reszta jej pobratymców dzielnie ją w tym naśladuje.
Prawda, jak niewinne miny mają moje szkodniki?