Dzisiaj parę zdjęć mojej ślicznej Lasimonne, czyli Simonki. Wygląda na to, że ładny shar-pei z niej wyrośnie.
Mam nadzieję, że rozwinie się tak, jak to sobie wyobrażam.
A w domu wszystko było takie proste gdy Naczelny był przy mnie i znaczna część obowiązków była jego udziałem.
On zajmował się szczeniętami rano i jeździł po zakupy, ja troszczyłam się o pieski za dnia i wieczorem i
oczywiście zajmowałam się domem. Teraz wszystko stanęło na głowie. Dorosłe psy niespokojne, że Pana w domu nie
ma i gdy tylko jakieś auto w pobliżu się zatrzyma to zaczynają ujadać bez względu na porę doby. To nieprzytomne
darcie mord ogłusza mnie średnio co dwie godziny, tak że o wyspaniu się nawet mowy nie ma. Wczoraj zakończyłam
dzień już dzisiaj, bo dobrze po pierwszej w nocy.
O czwartej nad ranem psy rykiem oznajmiły, że jest dzień i pora wstawać. Szczenięta zaczęły wtórować głośnym
piskiem, więc zwlekłam się, wypuściłam dorosłą bandę na dwór, zebrałam mnóstwo kup po szczeniakach, umyłam
podłogi, nakarmiłam maluchy i o 5.30 położyłam się znowu. O ósmej rano jedenaście głodnych szczeniąt
rozpaczliwie wołało o papu. Znowu ta sama czynność, czyli sprzątanie i karmienie. Samo pożywienie szczeniętom
już nie wystarcza. One chcą mojego towarzystwa, żądają wyjścia do ogrodu, a przy tym są dosyć kategoryczne w
swoich wymaganiach. Gdy tylko poranna rosa obeschnie to wypuszczam i wynoszę towarzystwo na trawkę. Stoję przy nich
jak kwoka nad pisklętami i tylko liczę czy wszystkie w zasięgu wzroku, patrzę czy któreś nie pożywia się trawą,
ziemią, korą z drzewa lub nie robi innych głupot. Małe pieski potrafią już sporo... Umieją wykopać dół w
ziemi, przeczołgać się pod siatką odgradzającą je od ogródka z kwiatami, ściągnąć i szarpać poduszki z
ogrodowych krzeseł, a przy tym są tak szybkie na swoich niewielkich łapkach, że czasem trudno je dogonić.
Niespełna 30 minut zabawy na powietrzu i pieski są zmęczone. Zanoszę je do domu, trochę przy tym protestują, po
czym zasypiają na dwie godziny. W tym czasie mogę pojechać na zakupy, sprzątnąć w domu, przespać się, czyli
wybrać jedną z tych czynności bo na wszystkie czasu nie starczy. Na początku przyszłego tygodnia Natalia
zapowiedziała się z przyjazdem do mnie, tak że będzie mi łatwiej i milej przynajmniej przez kilka dni.
A Naczelny opuścił dzisiaj szpital i przez kilka dni zamieszka u zaprzyjaźnionej lekarki, która będzie miała na
niego oko. W środę karetka zawiezie go do kliniki rehabilitacyjnej w Bad Schandau. Być może jeśli uda mi się
znaleźć kogoś do opieki nad psami to pojadę go odwiedzić. Nie jest to specjalnie daleko. Jakieś 50 kilometrów na
południe od Drezna. I tak to Piotra czeka teraz kilka tygodni rehabilitacji, a mnie kilka tygodni samotności...