Specjalistą od wszelkiego rodzaju wynalazków oraz ulepszeń
jest w naszym domu oczywiście Naczelny. Ja czasami podsuwam mu zamówienie na wykonanie jakiejś półki lub skrzynki,
reszta wraz z projektem należy do niego. Bardzo to wygodne i praktyczne. Niestety chwilowo jestem zdana sama na siebie
i nie mam komu zlecić wykonania jakiejś pracy, która przerasta moje możliwości. W dzisiejszy, deszczowy dzień
zastanawiałam się smętnie co zrobić aby szczeniaki wędrujące po domu nie wypadły mi przez idiotycznie
skonstruowaną barierę przy schodach jedno piętro w dół. No i wymyśliłam! Idiotycznie skonstruowaną barierkę
przykryłam nie mniej idiotycznie wyglądającą bardzo starą, lnianą szmatą, w której na dole wycięłam
nożyczkami otworki, przeciągnęłam przez nie sznurki i całość w wielu miejscach umocowałam do poprzeczek
przytrzymujących barierę. Mój wynalazek wygląda szpetnie, ale cel osiągnięty. Już widzę uśmiech politowania na
twarzy Naczelnego, gdy spojrzy po powrocie do domu na moje dzieło... A niech tam, śmiech to zdrowie!
Po irytująco-męczącym mocowaniu ohydnej tkaniny przy schodach zajęłam się czymś znacznie przyjemniejszym, a
mianowicie fotografowaniem Simonki i Zamirki. Tak szybko się zmieniają maluchy, że warto je często uwieczniać.
Zdjęciami Simonki będę Was dręczyć często, Zamirkę mam tylko do połowy sierpnia, więc staram się jak mogę
zrobić jej możliwie dobre zdjęcia. Od paru dni zmagam się z moim nowym panasonicem - całkiem niezła zabawka, a
efekty jej działania poniżej.
Jeśli ktoś miałby ochotę zobaczyć Simonę i Zamirę w ruchu to na
YouTube umieściłam krótki filmik pokazujący jak
to bawią się ze sobą dwa szczeniaki.