Od paru dniu blog leży przysłowiowym odłogiem, jako że całą swą energię poświęciłam budowaniu
galerii. Nie ma się czym chwalić,
galeria nie funkcjonuje tak jak powinna, więc dla bloga i jego czytelników zrobię inną. Pomysł już jest, brak
tylko czasu na realizację. Komputer, który jeszcze do niedawna był moim ukochanym dzieckiem powoli zaczyna mnie
męczyć - albo starzeję się zbyt dynamicznie, albo też za dużo mam pracy. Moja
pierwsza strona nieuaktualniana już od miesięcy, mojej
drugiej strony jakoś nie potrafię polubić bo
kolorystycznie kojarzy mi się z zakładem pogrzebowym. Sama takie barwy ustawiłam, a teraz marudzę... Pod opieką mam
kilka innych stron i praktycznie nie ma dnia z prośbą o pomoc lub aktualizację. Ach, zapomniałam dodać, że jeszcze
jest
forum, któremu od pewnego czasu pozwoliłam żyć
tak jak mu się podoba bo wszystkiego ogarnąć nie sposób.

Życie to nie tylko świat
wirtualny, realia odgrywają w nim rolę wiodącą przez różne zakręty zwane pospolicie problemami, od których nie
ma ucieczki. Nawet psiorki mają swoje problemy - weźmy na przykład Miśka. Największym problemem Miśka był Delfin,
nienawiść do niego rosła z każdym dniem aż w końcu wygryzł Blondaska z domu. Można by rzec, że to Delfin sam
wygryzł się do innego domu, trudno dociec, kto z tego duetu wygryzał mocniej. Pozwolicie, że zaoszczędzę wam
opisów ile to krwi się lało, ile to chirurdzy mieli roboty i jak strasznie było mi smutno gdy Delfinek odjeżdżał.
Temat Delfinka powróci jeszcze nie raz, niebawem zostanie on ojcem, nie omieszkam wtedy opisać szczegółowo jego
potomstwa.

Dzień dzisiejszy to nie
tylko dzień wspomnień ale przede wszystkim wydatków. Rachunek za telefon to pikuś w porównaniu z rachunkiem za 75
kilogramów karmy dla psów. O rachunku za prąd już nie wspomnę. Mimo, że każdy za rachunki płacić musi to dla
mnie jest słabą pociechą. Za każdym razem gdy otwieram kopertę z rachunkiem czuję się tak jakby ktoś wyrządził
mi świństwo. Zniesmaczyły mnie dzisiaj rachunki a niebo w kolorze owsianki, której od dziecka nie znoszę,
odstraszyło od spaceru. Pozytywnym wydarzeniem było ugotowanie przez Piotra obiadu. Mówcie co chcecie, ale mąż jest
dobrą rzeczą.