Gorąco u nas, i to nie dlatego, że kaloryfery parzą, lecz psy wytwarzają gorącą atmosferę. Simonka weszła w
fazę owulacji, co bardzo ożywiło ospałego zazwyczaj Miśka, Bella próbuje z młodym cieczkowcem erotycznych zabaw,
a Tequilla dostała tak wielkiego biustu, że prawdopodobnie rozwinie się jej ciąża urojona i tylko czekać aż
będzie z tych wielkich sutek kapać mleko.
Przez cieczkę Simonki wszystko u nas inaczej niż zwykle: Mała zamiast spać z Miśkiem została przeprowadzona do
mojego komputerowego pokoju i aby nie było jej tęskno to ma do towarzystwa Belcię. Bella jak ten zboczek wskakuje
Simonce na plecy i ujeżdża ją do upadłego. Potem następuje zmiana i Simonka tkwi przyczepiona do grzbietu Belli.
Misiek popiskuje rzewnie. Aby ulżyć mu w cierpieniu i jakoś wynagrodzić te trudne dla niego dni, dzisiejszą noc
pozwoliłam mu spędzić w naszej sypialni. Błąd, którego już nie powtórzę. Psior przemieszczał się z własnego
legowiska do naszej pościeli, rozdeptywał nas, zeskakiwał, piszczał, skomlał, po czym znowu wdrapywał się do
łózka, aby uwalić się na naszych nogach. W efekcie jesteśmy niewyspani i źli...
Z pozytywnych rzeczy wartych odnotowania jest słoneczna i bezśnieżna pogoda, a w lesie aura jak jesienią. Oby tak
pozostało tej zimy. Nic nie mam przeciwko śniegowi, pod warunkiem, że pada on tam gdzie go oczekują, czyli nie u
nas. Zacytuję tu Naczelnego: "śnieg powinien padać, ale na Śnieżce". Mądrze powiedziane.