Szczenięta shar-pei po Miśku i Megi Śro, sty 30. 2008
Małe szczenięta shar-pei, znajdujące się jeszcze w hodowli Mea-Li zapowiadają się świetnie. Ewa podeslała mi dzisiaj ich fotki a ja oczywiście jak ten murzyn z tam-tamem oznajmiam wszystkim, jakie piękne. Chwalić dzieci Maggie i mojego Miśka chyba nie muszę, każdy widzi jakie są. Chętnie pochwaliłabym się szczeniętami z mojej hodowli ale na to przyjdzie jeszcze trochę poczekać i jeśli wszystko pójdzie z moimi przewidywaniami, to małe Bonomielki urodzą się w kwietniu. Oczekiwanie na to wielkie wydarzenie dłuży mi się nieznośnie. Wszystko przygotowałam: urlop przesunięty na jesień lub zimę, czyli na czas odlegly i niesprecyzowany. Zmusiłam Piotra do zbudowania nowej skrzyni dla szczeniąt, suki zostały przebadane, odrobaczone a ich krew zaanalizowana przez weterynarza. Wszystkie untensylia i akcesoria potrzebne do odchowu psich dzieci pod ręką, jakby miały urodzić się tej nocy! Tymczasem nie dzieje się nic.. Codziennie ktoś dzwoni i pyta czy Tequilla i Bella mają cieczki. Chmurnie odpowiadam , że nie i przypominam sobie ten czas gdy byłam w ciąży, a moja teściowa gdy tylko zauważyła, że mnie przyrasta, codziennie telefonowała po to aby z rozczarowaniem stwierdzić, że jeszcze nie urodziłam. Staram się jej nie naśladować, uzbrajam się w cierpliwość ale nie na wiele się to zdaje, oczekiwanie na kolejne wydarzenie hodowlane jest stanem permanentnym, pozostaje mi tylko oswojenie się z tą sytuacją. Obawiam się tylko, iż czekając na zbyt wiele wydarzeń, które mają nastąpić po sobie i nie doczekując się na żadne z nich, tak przyzwyczaję się do czekania, że zapomnę na co czekam...
Choroby skóry najczęściej spotykane u psów rasy shar-pei Pon, sty 28. 2008
Zainteresowanym chorobami nękającymi shar-pei polecam niżej wyszczególnione tematy. Teksty pochodzą z Magazynu
Weterynaryjnego. Warto się z nimi zapoznać, co nie znaczy aby od razu wpadać w panikę i doszukiwać się choroby u
zdrowego psa. Klinicyści nie mają możliwości prowadzenia statysyk zdrowych zwierząt, ich doniesienia opierają na
przypadkach znanych z praktyki.
Uwaga: teksty przedstawione są w formie graficznej (ochrona przed kopiowaniem) . W lewym, górnym rogu każdego obrazka widoczna jest ikonka służąca do powiększenia go, tak aby tekst byl czytelny.
Uwaga: teksty przedstawione są w formie graficznej (ochrona przed kopiowaniem) . W lewym, górnym rogu każdego obrazka widoczna jest ikonka służąca do powiększenia go, tak aby tekst byl czytelny.
Taka sobie niedziela.. Nie, sty 27. 2008
Dziś miał być dzień odreagowywania po zasłyszanych, przeczytanych i obejrzanych głupotach, ohydach oraz
nonsensach.
Plany jednak mają to do siebie, że lubią brać w łeb. Szczególnie moje. Już wczoraj wieczorem przeczuwałam, że coś się popsuje. Najpierw wichura przyprawiająca o lęk i zawrót głowy, potem kilkugodzinny brak prądu (nie ma to jak życie na wsi!) więc w ciemności nie widziałam co dzieje się na dworze i co porabiają psy. A działo się... Wiatr porwał i uniósł w nieznane sporej wielkości płytę blokującą wejście do boksu z węglem. Wszystkie moje shar-pei wykorzystały okazję aby organoleptycznie poznać zawartość boksu, który stał jakby dla nich otworem. Ja z kolei doświadczyłam co znaczy ściąganie czarnej mazi z psiej sierści. Fuj i ohyda!
Tydzień temu ustaliałam, że dzisiaj pojedziemy obejrzeć i pofotografować PSA dla Belci, spędzimy dzień w miłym towarzystwie, wpadniemy na obiad do cioci, a potem nie będziemy robić już nic... Pogoda spaprała się tak, że Misiaki nieznoszące chlapy, skuliły się w swoim ulubionym legowisku i chyba potrzebowałabym dźwigu aby móc je wyrwać z posłania. Z wypadu więc z nici, Primates lekko zniesmaczony po obiedzie składającym się z węglowodanów i białka w postaci makaronu i mielonego, właśnie trawi przed telewizorem, ja zastanawiam się jak można naprawić to co dookoła mnie posute. Popsuty lub ściślej ujmując, nadpsuty jest blog, który nie daje z siebie tego co powinien, robi dziwne obstrukcje przy próbach nawiązania kontaktu z serwisem gravatarów, czyli wywala błędziory.
Plany jednak mają to do siebie, że lubią brać w łeb. Szczególnie moje. Już wczoraj wieczorem przeczuwałam, że coś się popsuje. Najpierw wichura przyprawiająca o lęk i zawrót głowy, potem kilkugodzinny brak prądu (nie ma to jak życie na wsi!) więc w ciemności nie widziałam co dzieje się na dworze i co porabiają psy. A działo się... Wiatr porwał i uniósł w nieznane sporej wielkości płytę blokującą wejście do boksu z węglem. Wszystkie moje shar-pei wykorzystały okazję aby organoleptycznie poznać zawartość boksu, który stał jakby dla nich otworem. Ja z kolei doświadczyłam co znaczy ściąganie czarnej mazi z psiej sierści. Fuj i ohyda!
Tydzień temu ustaliałam, że dzisiaj pojedziemy obejrzeć i pofotografować PSA dla Belci, spędzimy dzień w miłym towarzystwie, wpadniemy na obiad do cioci, a potem nie będziemy robić już nic... Pogoda spaprała się tak, że Misiaki nieznoszące chlapy, skuliły się w swoim ulubionym legowisku i chyba potrzebowałabym dźwigu aby móc je wyrwać z posłania. Z wypadu więc z nici, Primates lekko zniesmaczony po obiedzie składającym się z węglowodanów i białka w postaci makaronu i mielonego, właśnie trawi przed telewizorem, ja zastanawiam się jak można naprawić to co dookoła mnie posute. Popsuty lub ściślej ujmując, nadpsuty jest blog, który nie daje z siebie tego co powinien, robi dziwne obstrukcje przy próbach nawiązania kontaktu z serwisem gravatarów, czyli wywala błędziory.
Centa Sob, sty 26. 2008
Centa była czarną dobermanką. Jej historia jest warta uwiecznienia. Po utracie Mony dom stał się pusty i smutny,
trudno było też zdecydować się na innego psa. Wtedy to znajoma , wielka miłośniczka i hodowczyni dobermanów
namówiła moją Matkę na Centę. Któregoś dnia przybiega wzburzona, że w pewnej hodowli jest młoda dobermanka
przeznaczona do uśpienia. Nie była chora, ani stara i właśnie podchowała piękne szczenięta, ale jej pan
sprowadził sobie z zagranicy następną sukę do hodowli i więcej Centy nie potrzebował. Znajoma miała trzy
dobermany, nie mogła pozwolić sobie na czwartego. Usilnie prosiła moją Matkę, aby uratowała Centę poprzez szybkie
jej kupno. Odradzałam jej ten krok:
- Nie kupuj psa dorosłego, możesz mieć z nim wiele kłopotów.
Nie posłuchała tych rad, zresztą dobermany zawsze się Jej podobały. Smukła sylwetka, wydłużony pyszczek stanowią o ich elegancji. Szatę mają też piękną, w dodatku krótką, nie wymagającą trymowania, jak u sznaucerów. Ponadto są to psy inteligentne, choć ich usposobienie bywa trudne. Mama nigdy nie brała pod uwagę kupna dobermana właśnie ze względu na złą opinię o ich nierównym, czasem histerycznym usposobieniu. Ale tu trzeba było nie dopuścić do uśmiercenia zwierzęcia. Trzeba więc było jechać po Centę. Brzydko krytykować czyjeś hodowle, ale to co tam się działo, było oburzające i gorszące.
- Nie kupuj psa dorosłego, możesz mieć z nim wiele kłopotów.
Nie posłuchała tych rad, zresztą dobermany zawsze się Jej podobały. Smukła sylwetka, wydłużony pyszczek stanowią o ich elegancji. Szatę mają też piękną, w dodatku krótką, nie wymagającą trymowania, jak u sznaucerów. Ponadto są to psy inteligentne, choć ich usposobienie bywa trudne. Mama nigdy nie brała pod uwagę kupna dobermana właśnie ze względu na złą opinię o ich nierównym, czasem histerycznym usposobieniu. Ale tu trzeba było nie dopuścić do uśmiercenia zwierzęcia. Trzeba więc było jechać po Centę. Brzydko krytykować czyjeś hodowle, ale to co tam się działo, było oburzające i gorszące.
Smętna rejestracja czynności Pią, sty 25. 2008
Wstałam, ubrałam się, telefony
odebrałam
Sprzątałam, gotowałam, prasowałam
jak Syzyf
Wyszłam z psami, szłam, nie doszłam
wróciłam
Poczytałam listów kilka, nie zrozumiałam
odpisałam
Przygotowałam, podałam, nakarmiłam
i się zniechęciłam...
odebrałam
Sprzątałam, gotowałam, prasowałam
jak Syzyf
Wyszłam z psami, szłam, nie doszłam
wróciłam
Poczytałam listów kilka, nie zrozumiałam
odpisałam
Przygotowałam, podałam, nakarmiłam
i się zniechęciłam...



Ostatnie komentarze