Test na pazerność Pon, lut 23. 2009
Misiek i Tequilla bardzo lubią zjeść jabłko. Częstuję ich pokrojonymi i obranymi już jabłkami, zawsze z ręki,
zawsze kawałek po kawałku. A dzisiaj Naczelny karmił psy owocami i przy okazji zrobił eksperyment, jak to określił
"na pazerność". Wziął dwa kawałki jabłka - jeden mniejszy, drugi znacznie większy, ulokował je po jednym w
każdej dłoni i zawołał Miśka. Psiur szybko spojrzał raz na jedną dłoń, raz na drugą i błyskawicznie
zdecydował się na kawałek z dłoni bliżej jego pycha, nie bacząc na wielkość przysmaka. Chwycił ten mniejszy.
Zabawę - test w karmienie jabłkiem Naczelny powtórzył z Miśkiem jeszcze kilkakrotnie i za każdym razem pies
zachowywał się tak samo, chwytał kawałek znajdujący się bliżej niego. Następnie testowana była Tequilla. I tu
zaskoczenie: moja suka szybko i zdecydowanie sięgnęła po większy kawałek jabłka. Prób z Tequillą było kilka,
raz spory kawałek jabłka w prawej dłoni, raz w lewej. Ani razu psina nie sięgnęła po ten mniejszy, doskonale
potrafiła ocenić wielkość podawanych jej owoców.
Ciągle pada... Śro, lut 18. 2009
Ciągle pada śnieg... Nie jestem oryginalna z tym stwierdzeniem, jako że pada nie tylko u nas, a śnieg zimą jest zjawiskiem powszechnym, ale ostatnie opady odcięły nas praktycznie od zewnętrznego świata, stąd też mój wpis pełen lamentu na aurę. Okoliczne pola zasypane, las zasypany, na spacery więc nie chodzimy, kwękamy i siedzimy w miejscu. Młode psy, tzn. Bella i Simonka cieszą się z zimy i albo biegają dookoła domu, albo ryją w śniegu w poszukiwaniu nornic. Szczęśliwie jeszcze żadnej nornicy nie upolowały, ale chyba nie o to im chodzi, bardziej ekscytujące jest samo tropienie małego zwierzaka. Tequilla niechętnie wychyla nos poza próg domu, a gdy już wyjdzie to tylko na moment i zaraz wraca. Misiek zniesmaczony jest zimą do tego stopnia, że trzeba go za drzwi wypychać, w przeciwnym razie nie ruszyłby się ze swojego posłania przez cały dzień. A śnieg jak sypał tak sypie nadal...
Zasypało na biało Sob, lut 14. 2009

Bella i Simonka na zimowo
Zaczęłam już odliczać dni do wiosny, a tu dzisiaj znowu kolejna akcja zimy, krajobraz przez noc zmienił się na zimowy, jest jak w piosence Andrzeja Rosiewicza: "I zasypało mnie wszystko na biało, spadł zdrajca nocą i cicho legł". Psy się cieszą, dla nich gonitwa przez zaśnieżony ogród to atrakcja, mimo że po szaleństwach nie tylko łapy, ale i brzuchy mają mokre. Ja zimy nie lubię, nie cieszą mnie ani krótkie dni, ani sypiący mi się do butów śnieg, ani mój zakatarzony nos. Ach, byle do wiosny!
Szkolony shar pei Pon, lut 9. 2009
Swojego czasu pisałam o szkoleniu shar pei, jak to psy
chcą lub nie chcą dawać się ułożyć i ile trudu oraz zachodu nauka psa kosztuje. Z ręką na sercu przyznaję, że
moje psiury wyszkolone słabo, uczyć im się nie chce, a i ja systematycznością, tak konieczną przy edukacji psa,
nie grzeszę. Pierwszy, wyszkolony shar pei z mojej hodowli to Xirius, a zasługa w tym jego właścicielki p. Agnieszki
Gajdzińskiej, ktora regularnie uczęszczała z nim do psiej szkoły.
Dovey p. Natalii Hercog uczęszczał najpierw do przedszkola dla szczeniąt, następnie na kurs prezentowania się na wystawach. Ten niespełna 9 miesięczny pies potrafi ładnie chodzić przy nodze na smyczy i bez niej, nauczony jest zostawania we wskazanym mu miejscu oraz warowania. Wszystko to osiągnięte zostało cierpliwością, regularnymi treningami i rzecz jasna smakołykami, bo bez nich ani rusz. Teraz pozostaje odczekać do pierwszej wystawy i zobaczyć jak zachowa się wyuczony pies w sytuacji dla niego raczej stresującej.
A bywa rożnie. Moja Bella całkiem przyzwoicie poruszająca się na smyczy podczas spacerów, na wrocławskiej wystawie dała popis totalnej niesubordynacji. Zamiast poruszać się z gracją, jak to zwykle czyni, lazła po ringu jak oferma i siły nie było aby ją zdopingować, za to ładnie pomaszerowała przy mnie gdy opuszczałyśmy wystawę. Pokazała, że nic na przymus, że owszem potrafi się zachować, ale wtedy gdy zechce. Z Miśkiem czy Tequillą jest łatwiej, co nauczone to w glowach im pozostało, no chyba że nagle zobaczą na swojej drodze kota, ale to już wyższa racja i trzeba mieć zrozumienie, że na widok śmiertelnego wroga psy moje panowanie tracą. Simonka ciągle była taka mała, taka młoda, aż tu nagle zauważyłam, że wyrosła zanim się pozwoliła wyedukować. Nadrabiamy więc stracony czas, łatwo nie jest, bo psina zupełnie nieprzekupna, smakołyka rzecz jasna pożre, na następnego czeka i ani myśli wykonać najłatwiejsze polecenie, chociaż doskonale wie czego od niej się oczekuje. Weszła w fazę uporu, już samo jej spojrzenie mówi: "nie, nie chcę", pozostaje mi tylko nadzieja, że wyrośnie z tego, że w końcu znudzi jej się sprzeciw prowadzący do nikąd, że niebawem będzie tak samo posłuszna jak Dovey. A co zrobimy jeśli nie..? Hm, spakujemy chyba Simonkę i odwieziemy na naukę do Natalii, do Poznania. Klimat pewnie tam bardziej sprzyjający edukacji niż u nas...
Dovey p. Natalii Hercog uczęszczał najpierw do przedszkola dla szczeniąt, następnie na kurs prezentowania się na wystawach. Ten niespełna 9 miesięczny pies potrafi ładnie chodzić przy nodze na smyczy i bez niej, nauczony jest zostawania we wskazanym mu miejscu oraz warowania. Wszystko to osiągnięte zostało cierpliwością, regularnymi treningami i rzecz jasna smakołykami, bo bez nich ani rusz. Teraz pozostaje odczekać do pierwszej wystawy i zobaczyć jak zachowa się wyuczony pies w sytuacji dla niego raczej stresującej.
A bywa rożnie. Moja Bella całkiem przyzwoicie poruszająca się na smyczy podczas spacerów, na wrocławskiej wystawie dała popis totalnej niesubordynacji. Zamiast poruszać się z gracją, jak to zwykle czyni, lazła po ringu jak oferma i siły nie było aby ją zdopingować, za to ładnie pomaszerowała przy mnie gdy opuszczałyśmy wystawę. Pokazała, że nic na przymus, że owszem potrafi się zachować, ale wtedy gdy zechce. Z Miśkiem czy Tequillą jest łatwiej, co nauczone to w glowach im pozostało, no chyba że nagle zobaczą na swojej drodze kota, ale to już wyższa racja i trzeba mieć zrozumienie, że na widok śmiertelnego wroga psy moje panowanie tracą. Simonka ciągle była taka mała, taka młoda, aż tu nagle zauważyłam, że wyrosła zanim się pozwoliła wyedukować. Nadrabiamy więc stracony czas, łatwo nie jest, bo psina zupełnie nieprzekupna, smakołyka rzecz jasna pożre, na następnego czeka i ani myśli wykonać najłatwiejsze polecenie, chociaż doskonale wie czego od niej się oczekuje. Weszła w fazę uporu, już samo jej spojrzenie mówi: "nie, nie chcę", pozostaje mi tylko nadzieja, że wyrośnie z tego, że w końcu znudzi jej się sprzeciw prowadzący do nikąd, że niebawem będzie tak samo posłuszna jak Dovey. A co zrobimy jeśli nie..? Hm, spakujemy chyba Simonkę i odwieziemy na naukę do Natalii, do Poznania. Klimat pewnie tam bardziej sprzyjający edukacji niż u nas...
Kolejne odwiedziny Natalii i Doveya Nie, lut 8. 2009
Trochę się na blogu zrobiło cicho, ale tylko dlatego, że
niewiele się dzieje. Psy zdrowe i to najważniejsze. Simonka rośnie i ku mojemu zmartwieniu obrasta w tłuszcz. Je
niewiele, bo niewiele dostaje, gdyby mogła to pałaszowałaby ogromne ilości jadła, a jako że ma skłonności do
odkładania sadełka to i jedzenie racjonowane. Czasami wydaje mi się, że ona asymiluje powietrze i przetwarza je w
tkankę tłuszczową. Za parę dni ukończy 9 miesięcy, wzrost więc ma zakończony. Mierzyłam stworka, w kłębie
liczy sobie 45 cm. Niewielka suczka, tej samej wysokości co mama Tequilla.
Z wydarzeń wartych odnotowania to kolejna już wizyta Natalii z Doveyem (brat Simonki.) Moje psie dziewczyny ucieszyły się z odwiedzin i przyjęły Doveya jak swojego. Jedynie Misiek nie był zachwycony, pomrukiwał nieprzyjaźnie, ale wiadomo - on mający tu własny harem, męskiego towarzystwa nie lubi i nie ma to znaczenia, że Dovey jego synkiem. Dorosły, drugi pies w domu to ponad siły mojego Miśka. Natalia, owszem mogłaby zostać, tu Misiek by się nie sprzeciwił, łasił się do niej bardzo przymilnie, ale psa jej polubić nie zdołał.
A z Doveyka kawał psa, duży, w górnej granicy wzrostu shar pei, równie żarłoczny jak jego siostra, i też z okrągłościami tu i ówdzie. Widać, Bonomielle tak mają...
Z wydarzeń wartych odnotowania to kolejna już wizyta Natalii z Doveyem (brat Simonki.) Moje psie dziewczyny ucieszyły się z odwiedzin i przyjęły Doveya jak swojego. Jedynie Misiek nie był zachwycony, pomrukiwał nieprzyjaźnie, ale wiadomo - on mający tu własny harem, męskiego towarzystwa nie lubi i nie ma to znaczenia, że Dovey jego synkiem. Dorosły, drugi pies w domu to ponad siły mojego Miśka. Natalia, owszem mogłaby zostać, tu Misiek by się nie sprzeciwił, łasił się do niej bardzo przymilnie, ale psa jej polubić nie zdołał.
A z Doveyka kawał psa, duży, w górnej granicy wzrostu shar pei, równie żarłoczny jak jego siostra, i też z okrągłościami tu i ówdzie. Widać, Bonomielle tak mają...
« poprzednia strona
(Strona 1 z 1, łącznie 5 wpisów)
następna strona »
1



Ostatnie komentarze