Nasza Mon Chéri Pon, cze 29. 2009
Gdy latem ubiegłego roku odchodziły do nowych domów szczenięta Belli, to nie tylko mnie było
ciężko ale też i Belli trudno było się z maluchami rozstawać. A gdy ostatnie ze szczeniąt opuściło nasz dom,
Bella wpadła w rozpacz. Wyła przerażająco, szukała malucha po kątach, a potem przez wiele dni była tak smutna i
apatyczna aż żal było patrzeć. Minęło sporo czasu zanim zaczęła zauważać młodziutką Simonkę, a jeszcze
więcej zanim ją polubiła. Postanowiłam, że tym razem nie zafunduję Belli tak wielkiego stresu jakim jest odejście
wszystkich szczeniąt, i że jedno z nich, a raczej jedna pozostanie z nami. Imię dla suni wybraliśmy dopiero dzisiaj
i o dziwo tym razem byliśmy zgodni, że Mon Chéri brzmi ładnie, i że bardzo do małego stworka pasuje.
23 dni Nie, cze 28. 2009
A z wydarzeń wartych odnotowania to wczorajsza wizyta Wioli i Artura, którzy przyjechali z Gdańska, aby poznać swoją Morcheebę. Psinka im się spodobała, oni spodobali się nam i naszym dorosłym psom, w sumie był to bardzo miły dzień. Wydarzeń jak na raz sporo, jestem więc chyba trochę usprawiedliwiona, że w ostatnich dniach brakowało mi czasu na notatkę o szczeniętach.
20 dni Czw, cze 25. 2009

Mary Lou
Zamieścił Marta
w Szczenięta
3 Komentarze
Dodaj komentarz Ślady: (0)
3 Komentarze
Dodaj komentarz Ślady: (0)
Tagi dla tego wpisu: 20 dni, szczenięta shar pei
Odwiedziny Wto, cze 23. 2009
Czasu na kolejny wpis nie było, bo przyjechała Natalia odwiedzić swojego drugiego synka,
więc zachwyty, achy, ochy i oczywiście gadu gadu bez końca na temat szczeniąt. Jest już dobrze po północy, a mnie
dopiero teraz udało się oderwać ją od szczeniąt i wysłać spać, a już zanosiło się, że Natalia całą noc
będzie się miziała z maluchami. Szczenięta już reagują na ludzi, wodzą za nami oczkami, garną się do rąk, a
dotyk i głaskanie sprawia im wyraźną przyjemność. Dzisiaj udało mi się sfotografować Mary Lou leżącą
przytuloną do braciszka. Chyba to jej pierwsze zdjęcie w blogu. Zdjęć będzie więcej, niech no tylko pieski
wyrosną ze skrzyni i zaczną biegać. Już niedługo!
Innym ważnym wydarzeniem dzisiejszego dnia było zapoznanie mojej dorosłej grupki psów ze szczeniętami. Tequilla była wręcz wniebowzięta, oglądała każde psie dziecię z osobna i podobnie jak Natalię trudno ją było od malców oderwać. Simonka na widok małych shar pei dostała okrągłych oczu, jeszcze nie widziałam takiego zdziwienia u psa! Misiek obrzucił pieski krótkim spojrzeniem i całą swoją uwagę skupił na miskach Belli, po czym skonfundowany wyszedł, jako że oprócz wody do picia niczego smakowitego nie znalazł. A Bella w tym czasie przebywała w ogrodzie. No i dobrze, bo sądzę, że nie byłaby zadowolona, że reszta jej pobratymców obwąchuje maluszki!
Innym ważnym wydarzeniem dzisiejszego dnia było zapoznanie mojej dorosłej grupki psów ze szczeniętami. Tequilla była wręcz wniebowzięta, oglądała każde psie dziecię z osobna i podobnie jak Natalię trudno ją było od malców oderwać. Simonka na widok małych shar pei dostała okrągłych oczu, jeszcze nie widziałam takiego zdziwienia u psa! Misiek obrzucił pieski krótkim spojrzeniem i całą swoją uwagę skupił na miskach Belli, po czym skonfundowany wyszedł, jako że oprócz wody do picia niczego smakowitego nie znalazł. A Bella w tym czasie przebywała w ogrodzie. No i dobrze, bo sądzę, że nie byłaby zadowolona, że reszta jej pobratymców obwąchuje maluszki!
Po odrobaczaniu.. Sob, cze 20. 2009
Pieski zadowolone, najedzone śpią. Idylla pełna.
Widać, że czują się dobrze, że nic im nie dolega. Inaczej było wczorajszego wieczora, dwa szczeniaki źle zniosły
odrobaczenie. Popiskiwały, bolały je brzuszki. Odrobaczane były substancją pyrantelum, preparatem o nazwie
Banminth firmy Pfizer Animal Health Group. Od lat używam Banminth i po raz pierwszy zdarzyła się jakaś nietolerancja
na niego. No cóż, każdy lek może spowodować działania uboczne, szczęśliwie wszystko skończyło się dobrze.
Zastosowałam stary, dobry i wypróbowany środek na bolące brzuszki, mianowicie rumianek. Zaparzyłam i strzykawką
podałam ciepły do pyszczków. Już po kilkunastu minutach szczenięta poczuły ulgę, przestały kwilić i zasnęły.
Ja spać już nie mogłam... Siedziałam nad maluchami aż do rana patrząc jak śpią, jak się budzą, jak ciągną
mleko z Belli. A dzisiaj zważyłam każde z psich dzieci po kolei i z ulgą stwierdziłam, że wszystkie ładnie
przybrały na wadze. Dzień minął nam spokojnie, żadne ze szczeniąt nie miało już dolegliwości.



Ostatnie komentarze