Sznurki i sznureczki Sob, mar 6. 2010
Każdy
właściciel szczenięcia stara się uszczęśliwić swojego pupila przeróżnymi zabawkami, często w nadmiarze.
Przyznaję się, że ja także. Zgromadziłam już potężną ilość wszelkiego rodzaju i wielkości pluszaków,
piłeczek, kółek, plecionych sznurków, zabawek piszczących, chrumkających i grzechoczących. A czym lubią bawić
się szczeniaki? Tu ekspertem jest Artur,
przetestował wraz z Morcheebą chyba wszystko co do zabawy oferował szwedzki-niebieski sklep i słusznie zauważył,
że jeśli zabawka to miękka i koniecznie z jak najdłuższą metką. Zabawka musi mieć to coś, za co można złapać
i tarmosić. Sznurek wystający z naszej odzieży z pewnością również zainteresuje szczenię i obojętne czy będzie
to sznurek od kaptura czy od bokserek. Sznurek pleciony ze sklepu z zabawkami dla psa też cieszy, ale nie tak jak ten
od ubrań. Natomiast Nino upodobał sobie do zabawy mopa pełnego długich sznurków. Z tego co dowiedziałam się od p.
Beaty, dostanie własnego. Kupuję ten pomysł! Myślę, że nasza Monia ucieszy się do sznurków z mopa i być może
zajmie ją nowa rzecz na tyle, że przestanie wyciągać nam sznurowadła z butów!
Monia zawsze pierwsza Pią, mar 5. 2010
Dzień rozpoczęłam od ścigania
Mon Cheri z aparatem fotograficznym, a efekt mojego trudu do oglądania po prawej. Łatwo nie było... Kto nie zna
naszej Moni, ten nawet nie przypuszcza jak wielki temperament może mieć niewielki shar pei. Monia to wulkan energii w
stanie permanentnej erupcji. Rozpiera ją siła czerpana z radości życia, energia młodego i wiecznie cieszącego się
do wszystkiego i wszystkich (z wyjątkiem do labka sąsiadów!) psa. 9 miesięcy ukończyła dzisiaj nasza psina,
zdjęcie więc na pamiątkę aktualne, pokazuje Monię taką jaką jest, rozbrykaną, rozbawioną, zawsze w ruchu,
prawie niemożliwą do sfotografowania. Monia zawsze jest pierwsza. Pierwsza gdy trzeba powitać gości, pierwsza
przepycha się przez drzwi gdy psy wybiegają z domu, a jeśli któryś z nich stoi jej na drodze, to po prostu
przeskoczy przez niego i pogalopuje dalej radośnie, nie oglądając się za siebie. Monia jest psem wzrokowcem,
pierwsza ze stadka dostrzeże kota, pierwsza dopadnie do drzewa, na którym ten się schronił, pierwsza dostrzeże
przechodnia na ulicy i pierwsza go oszczeka. A gdy wołam psy do domu, to Monia ciesząc się do mnie po psiemu,
przybiega też jako pierwsza. Powiem wam, że miło mieć przy sobie tak radosnego psa jak nasza Monia.
Zamieścił Marta
w Nasze shar pei
Brak komentarzy
Dodaj komentarz Ślady: (0)
Brak komentarzy
Dodaj komentarz Ślady: (0)
Tagi dla tego wpisu: mon cheri bonomiella, monia
Nowi autorzy w blogu Śro, mar 3. 2010
Z dzisiejszym dniem blog pozyskał nowych autorów: Gosię i Dominika z Nelsonem. Oni piszą, on inspiruje, my czytamy.
Z zamiarem blogowania sympatyczny duet nosił się już od paru tygodni, oczekiwali tylko na aż Nelson zamieszka wraz z
nimi w rodzinnym Krakowie. Zanim do tego doszło była między nami korespondencja, były rozmowy telefoniczne, były
też odwiedziny u nas, wzajemne zapoznanie się, był też z początkiem grudnia wspólny spacer. Misiek pozwolił się bez protesu prowadzić
Dominikowi, z Gosią maszerowała przez las Maxie. Misiek stateczny i spokojny, bullmastiffka rozradowana i rozochocona
okazywanym jej zainteresowaniem, z gracją typową dla kolosów przewracała lżejszą od niej Gosię na ziemię.
Wesoło było... Nelson Admiral był wówczas dopiero w planie, tylko imię dla niego było już wybrane i zaklepane.
Plan został zrealizowany, Nelson z początkiem stycznia przyszedł na świat. Będziemy teraz obserwować jak im się
razem wiedzie, będziemy im kibicować. Wszystkiego dobrego Gosiu, Dominiku i Nelsonku!
Nelson w Krakowie Śro, mar 3. 2010
Czas mija niesłychanie szybko i Nelson od
trzech dni jest z nami w nowym domku. To niesłychanie grzeczny i spokojny piesek! Jesteśmy pełni dumy, że maluch tak
szybko zaklimatyzował się i polubił nowych właścicieli, co pokazuje tuląc się do nas i szukając, jak tu polizać
fioletowym jęzorem swoich pańciów.
Podróż z Goli do Krakowa minęła w miarę szybko i spokojnie. Nelsonik przez cały czas spał grzecznie na moich kolanach, nie zapłakał ani razu. 4 godziny jazdy samochodem uspały psinkę. Około 16 byliśmy już w domu. Nelson ostrożnie wszedł do mieszkania, obwąchał wszystkie kąty pokoju i od razu wskoczył do swojego legowiska pełnego zabawek. Z pewną rezerwą obserwował swoją Panią i cichutko drzemał. I tak legowisko z szerokim rantem stało się ulubionym miejscem Nelsonika do wypoczynku i zabawy, kojarzy mu się z bezpieczeństwem i słodkimi drzemkami, bo jak psinka usłyszy jakiś hałas, coś nieprzewidzianego, a jest poza swoim łóżeczkiem to hop - czmycha pędem i jednym susem wskakuje do leżanki. Tu jest miło, ciepło, spokojnie i bezpiecznie. Pierwszy dzień maluch spędził w jednym pokoju, nie było mowy o tym, żeby zobaczyć co jest w pozostałej części mieszkania, nie mówiąc już o kuchni, która jest miejscem wyjątkowo strasznym. Gdy Pańciowie znikną w jej czeluściach, Nelson wystawia głowę zza framugi, ale progu nie przekroczy. Pierwsza noc minęła wyjątkowo spokojnie, jak zresztą przepowiedziała Pani Marta znając Nelsonika. Ja, przygotowana na płacze i lamenty nie mogłam wyjść z podziwu. Psiak po zgaszeniu światła po prostu poszedł spać i przeraźliwie chrapał całą noc. Czasami zmieniał miejsce wypoczynku i przemieszczał się z legowiska na dywan, albo rozłożony przy naszej kanapie kocyk. Obudził nas radośnie o 6.30 domagając się uwagi i potem zabawy nie było końca. Nelson to bardzo kontaktowy psiak, uwielbia swoje zabawki, czasami podczas ganiania się po pokoju poszczekuje. Uwielbia pieszczoty, głaskanie po fałdkach i zdecydowanie lubi spanie. Cokolwiek by się nie działo czas na drzemkę musi się znaleźć. Zapowiada się nam bardzo mądry i kochający swoich właścicieli piesek. Z chwilą odebrania Nelsonika od Pani Marty nasze marzenie się spełniło.
Podróż z Goli do Krakowa minęła w miarę szybko i spokojnie. Nelsonik przez cały czas spał grzecznie na moich kolanach, nie zapłakał ani razu. 4 godziny jazdy samochodem uspały psinkę. Około 16 byliśmy już w domu. Nelson ostrożnie wszedł do mieszkania, obwąchał wszystkie kąty pokoju i od razu wskoczył do swojego legowiska pełnego zabawek. Z pewną rezerwą obserwował swoją Panią i cichutko drzemał. I tak legowisko z szerokim rantem stało się ulubionym miejscem Nelsonika do wypoczynku i zabawy, kojarzy mu się z bezpieczeństwem i słodkimi drzemkami, bo jak psinka usłyszy jakiś hałas, coś nieprzewidzianego, a jest poza swoim łóżeczkiem to hop - czmycha pędem i jednym susem wskakuje do leżanki. Tu jest miło, ciepło, spokojnie i bezpiecznie. Pierwszy dzień maluch spędził w jednym pokoju, nie było mowy o tym, żeby zobaczyć co jest w pozostałej części mieszkania, nie mówiąc już o kuchni, która jest miejscem wyjątkowo strasznym. Gdy Pańciowie znikną w jej czeluściach, Nelson wystawia głowę zza framugi, ale progu nie przekroczy. Pierwsza noc minęła wyjątkowo spokojnie, jak zresztą przepowiedziała Pani Marta znając Nelsonika. Ja, przygotowana na płacze i lamenty nie mogłam wyjść z podziwu. Psiak po zgaszeniu światła po prostu poszedł spać i przeraźliwie chrapał całą noc. Czasami zmieniał miejsce wypoczynku i przemieszczał się z legowiska na dywan, albo rozłożony przy naszej kanapie kocyk. Obudził nas radośnie o 6.30 domagając się uwagi i potem zabawy nie było końca. Nelson to bardzo kontaktowy psiak, uwielbia swoje zabawki, czasami podczas ganiania się po pokoju poszczekuje. Uwielbia pieszczoty, głaskanie po fałdkach i zdecydowanie lubi spanie. Cokolwiek by się nie działo czas na drzemkę musi się znaleźć. Zapowiada się nam bardzo mądry i kochający swoich właścicieli piesek. Z chwilą odebrania Nelsonika od Pani Marty nasze marzenie się spełniło.
Bez szczeniąt... Wto, mar 2. 2010
Tak trochę mi dziwnie bez szczeniąt. Łapię się na tym, że chodzę cichutko po schodach, że rozmawiam przyciszonym
głosem, tak jak bym się obawiała obudzić maluchy. Nie ma już w domu piesków, pozostały tylko moje nawyki. W
niedzielę odjechał do Warszawy Nino. Bella pożegnała się z synkiem na swój, znany mi już, sposób. Położyła
się przy swoim dziecku, pozwoliła mu się do siebie przytulić i razem z nim ucięła sobie drzemkę. Tak samo
żegnała NCS i Nathalinę. Jedynie Nelson odszedł do nowego domu nieutulony przez mamę, ale to tylko dlatego, że
bardziej był skoncentrowany na szaleńczej zabawie z Ninem niż na swojej rodzicielce. Bella ma się dobrze, nie
rozpacza za dziećmi, apetyt jej dopisuje i znowu chętnie bawi się się Monią, a ta cała szczęśliwa, że znowu ma
mamę tylko dla siebie..
Z nowych domów napływają radosne wieści, szczenięta wszędzie dobrze się zaaklimatyzowały, a ja cieszę się wraz ich właścicielami. Zaczęły też nadchodzić zdjęcia maluchów. Wczoraj dotarły fotki Nina, na których widać jak dobrze radził sobie w pierwszym dniu u p. Beaty. Dziękuję bardzo, niech się malec zdrowo chowa i pięknie rośnie!
Z nowych domów napływają radosne wieści, szczenięta wszędzie dobrze się zaaklimatyzowały, a ja cieszę się wraz ich właścicielami. Zaczęły też nadchodzić zdjęcia maluchów. Wczoraj dotarły fotki Nina, na których widać jak dobrze radził sobie w pierwszym dniu u p. Beaty. Dziękuję bardzo, niech się malec zdrowo chowa i pięknie rośnie!
Zamieścił Marta
w Codziennik
Brak komentarzy
Dodaj komentarz Ślady: (0)
Brak komentarzy
Dodaj komentarz Ślady: (0)
Tagi dla tego wpisu: nino rotus bonomiella, shar pei




Ostatnie komentarze