
Noc mieliśmy bardzo niespokojną. Bella dyszała, rozkopywała legowisko, kładła się i zaraz potem wstawała,
a cały ten niepokój trwał do białego rana. Myślałam, że już zaczęła rodzić! Rano uspokoiła się, zasnęła i
spała twardo dobrych parę godzin. Po przebudzeniu się już żadnych oznak zbliżającego się porodu nie było.
Zmierzyłam jej temperaturę, jeszcze w normie, choć lekko obniżona bo 37,4. Śniadanie zjadła z apetytem, radośnie
też wyszła z nami na spacer. Spacer był jednak króciutki, uszliśmy może 200 metrów i Bella człapiąc zawróciła
w kierunku domu, a my za nią... Nie miała już chęci ani siły na dalszą przechadzkę, z tak dużym brzuchem
najwygodniej jej leżeć, a nie chodzić. To już 56 dni ciąży, a dzisiejszy dzień można by nazwać przełomowym, bo
od 56 dnia szczenięta są już nie tylko w pełni wykształcone, ale też zdolne do życia poza organizmem matki!