
Dzień dzisiejszy był jak to mistrz Gałczyński mawiał, piękny jak skrzypce. Zaraz z rana sfotografowałam Bellę,
pierwsze oznaki ciąży już widoczne w postaci obiecująco powiększonych sutek. Na brzuszek musimy jeszcze poczekać,
przynajmniej tydzień. Rety, jak strasznie dłuży mi się czekanie...
Spacer oczywiście był, jakżeby inaczej. Trudno chodzić z całą gromadą niesfornych psów w kupie i siać popłoch
wśród tubylców, więc dzielimy się na dwie grupy. Naczelny w samo południe wywędrował przez główną bramę wraz
z shar peiami w kierunku lasu, ja z Maxie przez zieloną furtkę na słoneczne pola. A, że aparat fotograficzny mamy
jeden, i tylko ja mam pasję uwieczniania moich czworonogów, to na zdjęciach tylko szczęśliwa bullmastiffka (shar
peie poszły w las hu hu!) na hektarach kresu kępińskiego. Piękny dzień!