Dzisiaj wczesnym rankiem, dostrzegliśmy niezaprzeczalne znaki, świadczące o tym że Mo właśnie zakończyła swoje
beztroskie dzieciństwo. Tylko dzieciństwo, bo beztroska panuje u nas w domu w dalszym ciągu i każdemu domownikowi
jest z tym doskonale, stąd absolutnie nie będziemy tego zmieniać.
Ale żarty na bok. Mo dostała pierwszej w swoim życiu cieczki. Z tego powodu hormony zaczynają broić, ale w bardzo
pozytywnym sensie. Morcheeba jak nigdy uwielbia się przytulać. Wprost przepada też za głaskaniem i tuleniem. Apetyt
jej dopisuje, a na spacerach jakgdyby nigdy nic. Oczywiście tylko u Mo, bo we mnie napięte wszystkie zmysły. Lód pod
śniegiem po ostatniej wizycie wiosny powoduje, że na spacery bardziej odpowiednie byłyby łyżwy. Za to figury, jakie
wykonuję przy harcach biją tulupy i inne na głowę. No i niejako przy okazji powoli zaczynam dostrzegać istotnie
zwiększające się zainteresowanie innych czworonogów płci przeciwnej. Będziemy asertywni i stanowczy zarazem.
Mo jest przy tym szalenie dzielna i bardzo nas ostatnio rozpieszcza czułościami. Zresztą nie tylko nas! W domu - na
swoim placu zabaw przejawia nieśmiałe zakusy matczyne i
jeśli tylko brakuje kogoś z nas do tulenia, z łatwością znajduje sobie zastępstwo.
Zatem nowa smycz, czujna obserwacja i mop w gotowości.