Hipopotamy - jak to w komentarzu do poprzedniego wpisu o szczeniętach napisała Kaśka. I ma rację, tłusta i
wypasiona jest cała czwórka. Dzisiaj grubasy potraktowane zostały pyrantelem w celu unicestwienia ewentualnych
robali. Obyło się bez sensacji, brzuszki nie rozbolały, a żółta trucizna na pasożyty w postaci zawiesiny
smakowała Malcom niemal tak samo jak jak codzienne menu, czyli jak mleko. Następne odrobaczanie za dwa tygodnie.
Zdjęcia z dzisiejszego dnia oczywiście są, a jakże! Coraz trudniej zrobić sensowne portrety szczeniętom, im są
starsze tym bardziej ruchliwe. Efekt moich zmagań z aparatem poniżej. I tak to na pierwszym zdjęciu dwa ładne tyły
niechcących się odwrócić Nelsona i N-Classic. Obok niesfornego duetu z prawej widoczna Nathalina. Drugie zdjęcie
pokazuje Nelsona wciskającego się w rodzeństwo, na trzecim też Nelson, ale w tle. Pierwszoplanowo uchwycona została
Nathalina. Czwarta fotka to trzy śpiące hipopotamy i patrzący na nie zakłopotany sytuacją Nino.
Do następnego razu i miłego patrzenia na hipopotamki!