Żółte miseczki, z których jadały u nas
kolejne pokolenia shar pei, tym razem zawiodły na całej linii. Obecne szczenięta jedząc z nich nie tylko nie były w
stanie wybrać jedzenia z dna (jakoś im się zlepiało), ale i oblepiały sobie papką głowy z oczami włącznie. Nie,
tak być nie może! Wyasygnowałam więc zamiennik misek w postaci sporego, fajansowego półmiska i metodą
eksperymentu podałam na nim papu moim głodomorkom. Szczenięta powitały nowe naczynie z entuzjazmem i zapałem godnym
stada wygłodniałych prosiąt, a i konsumpcję potraktowały podobnie jak owe, czyniąc ze swojego baru i jego
otoczenia istny chlewik! Sprzątać po każdym ich posiłku i tak muszę, jest mi więc obojętne, z jakiego naczynia jedzenie
rozsypywane i roznoszone jest poza nie. Półmisek ma jednak tę przewagę nad małymi miseczkami, że przy spożywaniu
z niego, głowy delektujących się karmą pozostają czyste. Ach, jak miło! A i maluchom podoba się wielkie naczynie,
do którego można wejść wszystkimi czterema łapami. Z wodą pitną szczenięta też już się organoleptycznie
zapoznały. Na razie chłeptanie w fazie nauczania, ale idzie im coraz sprawniej. Zdolne są wszystkie, nie ma co!