Donoszę, że żyjemy, że
nie zamarzliśmy i wiedzie nam się dobrze, chociaż jak wszyscy ciepłolubni mamy tej zimy już powyżej dziurek w
nosie. Aktywność ruchowa nasza i psów drastycznie zmalała, nikomu nie chce się wychodzić z domu gdy na zewnątrz
lodowato. Ja mam usprawiedliwienie i wymówkę, że muszę pilnować szczeniąt, więc jestem pod ochroną. O
zaopatrzenie troszczy się Naczelny i chwała mu za to! Pojazd wykopany spod śniegu i odlodzony, łączność ze
światem przywrócona. Psy nie chcą wytknąć nosa poza drzwi, każdego z osobna trzeba prawie na siłę wypychać, a
po minucie już wracają do domu. Któreś z nich zrobiło dzisiaj wielką kałużę w łazience... Chyba z zamysłem
aby nie wyjść. A szczenięta coraz większe, mobilniejsze i rzecz
jasna rozumniejsze (rym-cym-cym). Jedzą i piją już całkiem wprawnie, bawią się ze sobą, interesują się też
zabawkami. Swoje nastroje potrafią wyrazić nie tylko cieniutkim piskiem, ale i poszczekiwaniem. Pomału z niezdarnych
osesków przeistaczają się w małe pieski. Wszystkie mają jęzorki już wybarwione na niebiesko!