Pani Marta powtarza mi jak mantrę: "to bardzo ambitne psy". Bardzo.
W piątek po pracy, pokusiliśmy się na wizytację na plaży. Efekt: po drodze Mo wykończyła dwa labradory, które w
kopnym śniegu po dziesięciu minutach harców błagalnym wzrokiem prosiły o ratunek. Mo zaś pobiegła niczym
niewzruszona na plażę. Pokrytą obecnie grubą warstwą zbitego śniegu. Pooglądała sunące spokojnie kry i miała
ochotę jeszcze się poganiać ze mną.
Dziś zaś spadło kolejne 20cm śniegu, do tego co już było. W lesie dość
często zapadam się po pas idąc z dala od dróg i przedeptanych ścieżek. I tak jest lepiej. Ja idę, bo nie da się
biec, pierwszy i
wydrążam w
śniegu głęboki ślad, którym radośnie za mną biegnie szczęśliwa Morcheeba. Czasem bywa i tak, że ze śniegu
nie wystaje nawet ogon. Ale i
Mo wytycza
kierunek marszu. To ona decyduje o stromych, niemal pionowych zejściach i takich samych wspinaczkach. Muszę jej
przyznać, że technikę poruszania się w śniegu opanowała do perfekcji (link do pobrania filmu:
http://www.sharpei-bonomiella.pl/Mo_Film002.mp4). Niejako przy okazji umęczyła dziś wilczura.
W efekcie, dziś oboje jesteśmy mocno zmęczeni. Ja suszę rzeczy, a
Mo leżakuje.