Mon Cheri wkracza dziś dumnie w
dziewiąty miesiąc życia. Za nami pełne osiem miesięcy radości i zmagania się z już dwudziestokilowym, czerwonym
diabełkiem.
Z każdym miesiącem wraz z wiekiem i ciężarem ciała przybywa jej imion, na które reaguje wedle uznania. Oto
niektóre z nich: Monia, Moooooni, Moniaaaaaa, Mooooniiiiczkaaa, Wracaj Niedobry Psie.
Monia jest psem samodzielnym i rozumnym, z rozumkiem na własny użytek. Jak to shar pei. Zawsze pierwsza do miski i do
wyjścia z domu, zawsze ostatnia gdy wołam psy. Największy respekt czuje przed tatą Miśkiem, a w następnej
kolejności przed Naczelnym. Mnie lubi, dobre i to. Najlepiej dogaduje się z mamą Bellą, babci Tequilli raczej
schodzi z drogi, z ciotką Simonką bierze się czasem za łby, ale bezkrwawo. Stosunek do szczeniąt ma wyraźnie
pogardliwy, nic dziwnego, zapomniał wół jak cielęciem...
Z okazji wyrośnięcia ze szczenięctwa i wkraczania w wiek młodzieńczy Wszystkiego Najlepszego dla rodzeństwa Mon
Cheri: dla Skarbulka Messiego, dla kochających śnieżne zaspy Morcheeby i Mani oraz dla emigrantów Twistera i Ozzego.
Rośnijcie wszyscy zdrowo!