Pampus ukończył cztery miesiące. Trochę
więc o nim. Wszedł z impetem w wiek wymiany zębów mlecznych na stałe (aktualnie ze stałych przebiły się już dwa
górne siekacze, obok nich bezzębna przestrzeń), w okres dynamicznego przyrostu na wadze, ale też i w czas
zbliżającego się dojrzewania, czas humorów i kaprysów.
Nauczył się chodzić na smyczy, aczkolwiek z ubieraniem szelek na razie się nie zgadza. Technika ubierania psa w
szelki wygląda następująco. Szelki kładziemy na podłodze, stawiamy przednie psie łapy pomiędzy ich paskami,
podnosimy całą uprzęż do góry i jednym kliknięciem zapinamy na grzbiecie psa. Zdawać by się mogło, że
czynność to prosta i nieskomplikowana. Owszem, ale nie wtedy gdy ubierany jest Pampus. Jemu zawsze uda się wywinąć,
uciec lub tak wykręcić, że założenie szelek graniczy z możliwością wytrzymałości. Na spacery przez pola, aby
ułatwić sobie życie, zakładamy niesfornemu szczenięciu obrożę, to idzie nam gładko, ale gdy wybieramy się na
przechadzkę ulicą, walczymy przedtem z szelkami.
Samochodem Pampus podróżuje niechętnie. Nie awanturuje się co prawda, ale wyraźnie nie podoba mu się w naszym
pojeździe. Siedzi z miną ponurej rezygnacji aż do momentu, w którym może w końcu wysiąść. Świat go ciekawi,
interesują go też ludzie, aczkolwiek nie podbiega do obcych, woli obserwować ich z dystansu.
Zachwyty nad sobą wyrażane przez przechodniów, często w owacyjny sposób, przyjmuje z wrodzoną mu godnością.
Pomacha uprzejmie ogonem, ale nie życzy sobie dotykania go przez obcych. Szanujemy to i nie zmuszamy do poufałości z
każdym napotkanym dwunogiem.
W domu Pampus jest po prostu grzeczny. Miły, nie sprawiający problemów szczeniaczek. No i kochany jest bardzo.