Rok temu przygotowywałam do wystaw Simonkę. Simonka jest
z tych nieśmiałych, ale grzecznych i posłusznych, ćwiczyła ze mną chętnie, koncentrowała się na moich
poleceniach. Fakt, że na wystawach bywało z nią różnie, niektóre z nich peszyły ją ogromnie, ale z biegiem czasu
i ilością odwiedzonych ringów Simonka zyskała na pewności siebie i potrafiła się całkiem nieźle zaprezentować.
Teraz nadszedł czas na Mon Cheri, naszą niesforną Monię. Tej to pewności siebie i animuszu nie brakuje, wręcz
przeciwnie - Monia wie wszystko najlepiej, zdanie ma własne, nie boi się nikogo i niczego, łatwo wpada w trudne do
pohamowania podniecenie, szczególnie na widok obcego psa i zapomina przy tym co znaczy posłuszeństwo.
W zachowaniu Moni widzę sporo analogii do Morcheeby. Obie potrzebują codziennego intensywnego spaceru, w obu tkwi duch
sportowca-wyczynowca, obie też chodzenie na smyczy przy nodze traktują raczej lekceważąco. Morcheeba sporo biega
luzem w terenie, Monia poza domem porusza się przeważnie na smyczy. Szybsza jest niż spotykane na spacerach sarny, a
ja do konfrontacji z dzikimi zwierzętami nie chcę dopuścić. Więc smycz i basta.
Kończy się dzieciństwo Mon Cheri, czas i ją nauczyć prawidłowego chodzenia na smyczy, spokojnego stania i
umiejętności zaprezentowania się. Dużo więc przed nami, prawdziwe wyzwanie. Jedyne co Monia opanowała perfekcyjnie
to pokazywanie zębów. Czyni to ładnie i elegancko gdy zagląda jej się w paszczę, ale potrafi też ohydnie
wyszczerzyć zębiska na widok obcego psa. Ćwiczymy wytrwale, a co osiągniemy to pokażemy tego lata i jesieni na
wystawach. Czas już na nas.