Jak pech to na całej linii. Natalia w szpitalu, w poniedziałek idzie pod nóż. Popsuł się jej woreczek żółciowy
i trzeba go wyciąć. Ja oczywiście martwię się o nią i wspieram telefonicznie jak tylko potrafię. Natalia też
się martwi i smuci, ale nie swoim woreczkiem, którego niebawem nie będzie już posiadała, lecz wystawą w Kaliszu.
Tak bardzo się cieszyła na ten występ! Woreczek, a raczej jego rychły brak, traktuje więcej niż marginesowo, bez
niego da się żyć, ale jak przeżyć w szpitalu wystawę?
Ktoś wie? Jakieś rady? Chętnie przkażę chorej...