Znajomy Naczelnego przywiózł mu dzisiaj spawarkę. Wiedziałam, że dzień ten kiedyś nastąpi, nie przypuszczałam
jednak, że akurat teraz, gdy planowałam sobie kupno nowego monitora. Nie pozostało mi nic innego niż dzielić wraz z
Piotrem radość z nowej zabawki.
- I co powiesz? - zapytał z uszczęsliwioną twarzą.
- Ładna. - odpowiedziałam bez namysłu. W duchu zaczęłam obliczać ile to już tych -arek posiada mój mąż:
tokarka, suwmiarka, betoniarka, wiertarka... Wszystko to bardzo potrzebne, tyle że nieczęsto używane, bo do kompletu
zawsze brakuje jakiejś innej -arki. Pozostaje mieć mi nadzieję, że na pomysł kupna koparki to Piotr nie wpadnie.
Zabrałam się za przygotowywanie jadła, podczas gdy panowie bawili się tym cudem techniki.
Przy obiedzie gość zatrzymał wzrok na starych, zdobiących ścianę dyplomach z wystaw psów, zdobytych przez mojego
pradziadka.
- Jaką wartość mają te papiery - zapytał.
- Pamiątkową - odpowiedziałam, po czym pomyślałm smętnie o spawarce i o tym ile kosztowała.
Gość nie zniechęcił się moją lakoniczną odpowiedzią, ciągnął rozpoczęty przez siebie temat i zapytał, czy
za zwycięstwa psów otrzymuje się pieniądze? Powiedziałam, że nie, najwyżej medale i puchary. Replika była dla
mnie zaskakująca:
- No, to po co jeździcie na wystawy?
Nie trafiły mu do przekonania żadne argumenty: sportowe, ambicjonalne i względy rekreacyjne oraz towarzyskie.
Jak już jestem przy temacie o wystawach to wspomnę, że moim psom odpowiada ich atmosfera i w ogóle lubią
podróżować. Już samo pakowanie do wyjazdu wprawia je w radosne podniecenie. A potem na wystawie ta mnogość
widoków, zapachów i świąteczny, przyjazny nastrój pańciów. Występ na ringu z pewnością nie jest tak nerwowo
przyjmowany przez psa jak przez jego człowieka, ale to i może lepiej. A na wystawach bywa różnie. Z Tequillą na
przykład mimo wielokrotnych satysfakcji, miałam raz wpadkę. Musiałam ją ładnie i płnynie przeproadzić przez
ring, ale naszą prezentację zaburzyła przeszkoda. Tą przeszkodą okazała się kupa, którą jakiś pies w marszu
nawalił. Za każdym okrążeniem Tequilla myliła krok i ze wstrętem omijała to, za przeproszeniem gówienko. Sędzia
wyznaczył nam najpierw miejsce naczelne w peletonie, potem przesunął nas na drugie, potem na trzecie, a w końcu na
czwarte miejsce. No cóż, miał zastrzeżenia do płynności ruchu psa, ocena doskonała była, ale bez medalu.