Pytanie: dlaczego ludzie mają psy? Większość ich nie ma. To może zacznę od tej większości. Jedni psów nie
lubią, drudzy są zbyt wygodni w przyjmowaniu na siebie nowych obowiązków. Czytanie mojego bloga, jednych może
zachęcić, a drugich zniechęcić do chowu i hodowli. Nie chwalę za bardzo i nie potępiam ani tych ani tamtych.
Uważam, że nawet jest dobrze, że nie wszyscy są psiarzami. Co by było, gdyby w każdym domu, w każdym mieszkaniu
wielkomiejskiego bloku mieszkały psy, a wszyscy pańciowie wychodzili rano ze swymi czworonogami na wspólny wybieg.
Horror! Osobiście czuję ulgę, że mieszkam z dala od miasta i nieczęsto spotykam ludzi z psami. A przecież lubię
psy! Diabełek mi podpowiada: tak, tak, lubisz, ale tylko swoje. Ale mnie wyczuł, aż mi wstyd.
Kiedyś na spacerze natknęłam się na panią usiłującą schwytać zabłąkaną suczkę.
- Proszę mi pomóc i złapać tego psa - zawołała do mnie.
Pomogłam. Trzymałam za sierść małą kupkę nieszczęścia i wciskałam w ręce pomysłodawczyni. A ona się
wykręca:
- Ależ nie, ja nie chcę tego psa, ale pani jako miłośniczka zwierząt chyba go weźmie.
Nie okazałam wielkoduszności i nie przygarnęłam bezdomnego kundelka. Powinnam się rumienić ze wstydu.
Wówczas usprawiedliwiałam się w duchu, że mam już swoje psy, o które muszę zadbać, a nie kontaktować ze
zwierzęciem, które może jest chore, nie znające życia w domu, itd. Zdobyłam się tylko na przeproadzenie agitacji
wśród dzieci, aby kogoś namówiły na tego pieska. Spadł mi ciężar z serca, gdy psina znalazła w niedalekim
sąsiedztwie swój nowy dom. Zaopiekowali się nią ludzie, którzy przedtem nigdy psa nie mieli. Byli natomiast
rodzicami maleńkiego dziecka.
Zauważyałam, że w ostatnich latach narosły w społeczeństwie obawy uzasadnione i nieuzasadnione wraz z niechęcią,
a czasem nienawiścią do naszych braci mniejszych. Winne są tu zapewne publikatory, które dolewają oliwy do ognia,
przesadnie nagłaśniając każdy nieszczęśliwy wypadek spowodowany przez psa. Ludzie, zastanówcie się! Jeśli już
kogoś winić to nie psa, a człowieka. Po co niektórzy rozmyślnie wyostrzają skłonności bojowe zwierzęcia,
zamiast go temperować?
Niechęć do psów ma długie tradycje. W szopce betlejemskiej odwiedzają Świętą Rodzinę pasterze, owieczki, a
nawet bydełko; brak tylko psa, pomocnika nomadów. Żaden katolik nie wejdzie z psem do kościoła, a jeśli się
zwierzę tam przypadkowo zabłąka, to je przepędzą. Pójść na cmentarz z psem, także zgorszenie. Wprawdzie na
sarkofagach możnych spotykamy czasami wizerunki psów, ale wielkim ludziom to uchodziło.
Całe szczęście, że dużo osób odnosi się dalej życzliwie do psów, mimo braku chęci ich posiadania. Ile
zachwytów wypowiadano nad moimi szczeniętami. Ile było serdecznych uwag, że rosną, że buźki im się śmieją, że
chciałoby się je mieć.