U nas na razie nic nowego, poruszam więc tematy, które mnie zajmują, a na które z pewnością nie będę miała
czasu gdy w hodowli nastąpią większe zmiany lub wydarzenia...
Irytuje mnie gdy czytam w sieci o shar-pei jako o psie bojowym. Irytuje mnie również, gdy psy innych ras określane
są mianem psa bojowego. Termin "pies bojowy" ma przecież znaczenie historyczne i to bardzo zamierzchłe. To
określenie miało rację bytu, kiedy posługiwano się psem w czasie wojen, właściwie jako żołnierzem, lub kiedy
jego "bojowość" wykorzystywano w starożytności i w średniowieczu niestety na arenach cyrkowych. Teraz chwalenie
się "psem bojowym" może tylko przynosić wstyd jego właścicielowi, że wychował psa napastnika i mordercę.
Owszem, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby psa o cechach obrończych ukierunkować na tzw. psa obronnego, ale
jednocześnie karnego i w gruncie rzeczy przychylnie nastawionego do otoczenia. Nie mam tu na myśli shar-pei, jako że
on cech psa obronnego nie posiada i jakiekolwiek szkolenie go w tym kierunku na pewno nie zaowocowałoby sukcesem. Nic
też nie stoi na przeszkodzie aby inaczej pokierować wrodzonymi uzdolnieniami psa, posiadającego cechy psów
obronnych. Właśnie owczarkom niemieckim przypadła główna rola opiekuna i towarzysza osób ociemniałych i chorych.
Coraz więcej słyszy się o tzw. "dogoterapii" ludzi obłożnie chorych.
W niektórych krajach specjalnie szkolone PAT dogs przyprowadzane są do szpitali, gdzie pomagają chorym, często
starym ludziom uzyskać równowagę psychiczną i wzbudzić chęć do życia. Niestety takie odwiedziny uznano by w
Polsce za "niehigieniczne". Także na Zachodzie i w USA rodzice psychicznie upośledzonych dzieci uważają, że pies
jest bardzo przydatnym terapeutą, bo przyspiesza rozwój chorego dziecka i ułatwia jemu kontakt z otoczeniem. Nawet
dzieci z zespołem Downa potrafią święcić sukcesy na wystawach kynologicznych jako doskonali handlerzy,
uczestnicząc w konkursach młodego prezentera. Może byśmy też nieco zbliżyli do Europy i większą uwagę zwrócili
na szkolenie psów opiekuńczych niż obrończych.
Psy bojowe kojarzą się mi z krwiożerczością wielkich i ostrych zwierząt, i chyba nie bez racji. Rzymianie
zetknęli się z psami bojowymi podczas ciężkich wojen z Germanami i Celtami. W jednej z bitew koło Vercellae
stoczyli z tymi zwierzętami prawdziwą bitwę. Psy nie straciły swojej zajadłości, nawet wtedy, kiedy ich panowie
zginęli lub poddali się do niewoli. Rzymianie dopiero wtedy wdarli się do warowni, gdy zabili wszystkie psy.
Galowie z terenów dzisiejszej Francji nakładali swoim tresowanym do zadań bojowych psom specjalne pancerze i obroże
nabijaną żelaznymi kolcami. Rynsztunek taki widziałam w jedynym chyba na świecie muzeum psich zbroi w
Lichtensteinie.
Legioniści Juliusz Cezara musieli kilkakrotnie staczać bitwę z "psim wojskiem". Później Rzymianie sami zaczęli
używać psów w czasie wojen. Juliusz Cezar napisał o nich w swych pamiętnikach, że były najwierniejszymi
sprzymierzeńcami, nigdy nie tchórzyły i służyły bez żołdu.
Psy bojowe walczyły także na arenach cyrkowych. Najczęściej wypuszczano je na zbrodniarzy, do których zaliczano i
chrześcijan, na jeńców wojennych, na zwierzęta. Gladiatorzy bardzo niechętnie walczyli z psami, jako z groźnymi
przeciwnikami, przy czym zabicie psa na arenie nie było znów tak chwalebne. W końcu psy bojowe używano do ścigania
zbiegłych niewolników. Taka użyteczność psów w starożytnym Rzymie wzbudza oczywiście moralny sprzeciw. W
średniowieczu też bywało niewiele lepiej, chociaż stosunek człowieka do psa obronnego bywał czasami przyjacielski.
I tak islandzka saga o Nialu z XI w. opowiada o charcie irlandzkim, że jest to duży pies, który będzie tak dobry
towarzyszem broni, jak potężny człowiek, a dalej, że jest to pies obdarzony ludzką inteligencją: szczeka na
wrogów, ale nigdy na przyjaciół oraz poznaje po twarzy człowieka, jakie ma on zamiary względem jego pana.
Począwszy od XIX w. wojsko i policja wielu państw świata używały do swych celów owczarków niemiekich,
rottweilerów, dobermanów, sznaucerów olbrzymów oraz bokserów. Psy te podczas wojen pełniły służbę zwiadowczą,
odszukiwały zaginionych i rannych, dostarczały meldunki sztabowe. Toteż wiele psów odznaczano i awansowano, np. w
armii cesarskiej Franciszka Józefa. W czasie I wojny światowej zasłużyły się wojskowe airedale teriery, pełniące
obowiążki sanitariuszy. Psy te wyruszając na poszukiwanie rannych ciągnęły za sobą małe nosze. Rannemu pomagały
ulożyć się na nich, po czym dowoziły do któregoś z pobliskich lazaretw.
Obecnie w dobie pokoju psy wojskowe służą przede wszystkim żołnierzom strzegącym granic państwowych.