Do mojej skrzynki emailowej trafiło dzisiaj wołanie o pomoc z niemieckiego Ansbach:
I HOPE YOU SPEAK ENGLISH. I NEED HELP WITH MY DOG. I HAVE A SHAR-PEI. HE IS PURE RUSSIAN BLOOD BUT I HAVE NOT
PAPERS FOR HIM BECAUSE HE WAS A FAMILY GIFT. HE IS 3 YEARS OLD. NOW I AM A AMERICAN SOLDIER AND I WILL BE LEAVING SOON
TO IRAK AND I WANT TO GIVE MY DOG TO SOMEBODY WHO KNOWS ABOUT THIS DOGS. I THINK IT'S BETTER GIVE HIM AWAY THAN PUT HIM
TO SLEEP. SO PLEASE HELP ME WITH THIS, MAYBE YOU KNOW ABOUT A PLACE FOR HIM. I'M FROM ANSBACH.
Przeczytałam list Naczelnemu, ktory poradził:
- napisz mu, że się za niego pomodlisz.
Podesłałam żołnierzowi adres niemieckiej fundacji dla shar-pei w potrzebie, chociaż bliższa mojej naturze byłaby
odopwiedź w stylu Naczelnego. Odebrałam ten krótki list nie tylko jak wołanie o pomoc, ale jako moralny szantaż:
"pomóż, bo inaczej pies może zostać uśpiony. Pomóż, bo jadę do kraju, gdzie się biją".
Cóż, mój drogi, twoja decyzja. Zawodowy żołnierz musi liczyć się z tym, że zostanie wysłany tam gdzie psa nie
będzie mogł zabrac i skąd może już nie powrócić. A swoją drogą ciekawi mnie reakcja tych, którzy
uszczęśliwili żołnierza prezentem w postaci psa.
Jeśli kogoś interesuje wyżej wspomniany pies lub jego właściciel, mogę ułatwić kontakt.