Prawie cały dzień beż prądu i bez wody. Na zewnątrz wichura i to jaka! Jest ciemno. To dobrze, przynajmnej nie
widzę co wyprawia orkan Emma. W dzień Naczelny umacniał naszą słabowitą altanę. Bez sensu. Parę godzin później
już jej nie było. Odleciała wraz z wiatrem w nieznane. Pocieszam się, że mamy jeszcze dach nad głową, przykro
byłoby gdyby pofrunął za altanką. Wieczorem straszyły mnie wieści z telewizora: gdzieś się urwało, gdzieś
zawaliło, gdzieś kogoś przygniotło.
Psy grzeczne jak trusie. Jeszcze. Niebawem to się zmieni. Tequilla od dzisiaj ma cieczkę.