Mopsy. Opowiadanie o Czarlim. Wto, mar 4. 2008
- Uważaj ślepoto, przecież jestem malutki!
Tak więc mama musiała się przyzwyczaić do życia z małym pieskiem, który chodząc za nią, dawał się przez pomyłkę zamknąć w łazience, a nawet między podwójnymi drzwiami wyjściowymi do przedpokoju. Czekał wtedy cierpliwie, aż ktoś się zorientuje i go wpuści.
- A gdzie drugi?
Wiele osób patrzyło na moją matkę z dezaprobatą, sądząc że na konto Czarliego pozbyła się Lilki. Jej wyjaśnienia przyjmowano z uśmieszkiem niedowierzania. To było bardzo przykre. Ludzie, nie osądzajcie zbyt pochopnie od czci i wiary swojego bliźniego. Bywają sytuacje, które zdają się świadczyć przeciwko niemu, a rzeczywistość jest inna. Kiedyś mnie, moja bokserka Nina o mało nie wypadła z jadącego samochodu. Szczenię chciało podziwiać krajobrazy przez boczną szybę. Wspięło się do góry i przypadkowo przednią łapą nacisnęło klawisz elektrycznie opuszczanej szyby. W ostatniej chwili, kiedy suczka wychyliła się do połowy na zewnątrz, udało mi się zapobiec nieszczęściu. A gdyby tak Nina wypadła, i gdyby ktoś znalazł ją na szosie, to by wszystkim opowiadano o czynie zwyrodnialców, którzy bestialsko wyrzucili swojego psa.
Czarli na wystawach od początku prezentował się nie najgorzej. Pierwszy występ na międzynarodowej wystawie w Katowicach, jeszcze w klasie młodzieży zakończył oceną doskonałą i drugą lokatą. Sędzia wręczając medal i dyplom trochę się sumitował za tę lokatę, bo mwił, że Czarli nie jest gorszy od swojego konkurenta, ale nie może dać dwóch pierwszych miejsc. Gdy Czarli ukończył 15 miesięcy, mama postanowiła go wystawić w klasie otwartej, choć jeszcze dalej mógł startować w klasie młodzieży. Kiedy się w Związku dowiedziano, że młodziutki Czarli znajdzie się na ringu w towarzystwie znacznie starszych i doroślej wyglądających psów, to załamano ręce, że biedulek w takim towarzystwie nie będzie miał żadnych szans. Na szczęście Czarli wbrew czarnowidztwu naszych kynologicznych matadorów zwyciężył w swojej konkurencji i następnie odniósł zwycięstwo w porównaniu z championami. To był prawdziwy sukces. Na kolejnej międzynarodowej wystawie we Wrocławiu, Czarli startował w dużej stawce, złożonej z dziesięciu psów. I też zwyciężył. Mało tego, w konkurencji finałowej pokonał innych zwyciężców z grupy psów do towarzystwa i sędzia z Argentyny wyróżnił właśnie Czarliego spośród wszystkich przepięknych, długowłosych piesków, które nie biegną, a wprost płyną, i artystycznie ostrzyżonych, pełnych gracji pudli. W przerwie mama ośmieliła się wystąpić do naszego polskiego sędziego z zapytaniem, z jakiej hodowli jej radzi przywieźć żonę dla Czarliego. Powiedział, że albo sprowadzić suczkę z Ameryki, albo nabyć w Polsce u "wielkiej hodowczyni". W grę wszedł drugi wariant, bo Ameryka daleko, a sprowadzanie szczenięcia jako "kota w worku" jakoś się nam nie uśmiechało. Pozostało czekać na sygnał o narodzeniu się polskich piesków.
Ciąg dalszy o mopsach nastąpi.
2 Komentarze
Dodaj komentarz Ślady: (0)
#1 - Mira 2008-03-04 19:28 - (Odpowiedz)
Ale się zaczytałam o mopsach i widzę, że ciągle masz serce do nich. Mnie zawsze się mopsiki podobały,
może to jest pomysł mieć mopsa! No razem z shar-peikiem! A tak w ogóle to pięknie napisany tekst lekką ręką.
Bardzo przyjemnie się czyta. Czekam na ciąg dakszy. Pozdrawiam.
#1.1 - Marta said:
2008-03-04 23:13 - (Odpowiedz)
Dzięki Mirko. Ciąg dalszy o mopsach będzie, spieszę się z opisaniem historii hodowli, chcę ten dział
zakończyć zanim urodzą się szczenięta. W przeciwnym razie potem się pogubię bo historia to temat rozległy i
rozwlekły. A mopsa u mnie raczej nie przewiduję, co nie znaczy abyś Ty nie miała. W sam raz taki piesek do
towarzystwa dla Antosia. Dla Ciebie także
![]()


