Tequilla
zdecydowała się poślubić
Miśka i chyba po raz drugi będzie mieć z nim potomstwo. Przez dwa tygodnie były fochy,
okazywanie psu jaka to ona niedotykalska, a dzisiaj gdy myślałam, że jest już za poźno na amory, Tequi wyraziła
nagły przypływ uczuć do Miśka, co on bez skrupułów od razu wykorzystał. Za miesiąc będziemy wiedzieć czy moj
pies zadziałał we właściwym momencie. Odczucia mam ambiwalentne, bo z jednej strony chciałabym aby znowu byly
szczenięta po tej parze, a z drugiej strony trochę obawiam się odchowu dwóch miotów na raz. Przeżywałam już
taką akcję parę lat temu i całkiem nieźle dałam sobie wtedy radę, chociaż łatwo mi nie było. Wtedy to Piotr
pracował za granicą, matka była na kuracji, a w domu oprócz moich suk ze szczeniętami, miałam pod opieką
gromadkę maminych mopsów. I jakoś to było. A teraz mam tremę. Coż, pewnie się starzeję. Podzieliłam się moimi
wątpliwościami z Naczelnym. Posłuchał, pokiwał głową i powiedział:
- W takim razie chyba będę musiał zrobić drugą skrzynię dla szczeniąt.