Powinni(śmy) tego zabronić Pon, mar 8. 2010
Czas najwyższy napisać parę słów o spacerach z Mo. Wszak już 9. miesięcy minęło i zdanie jakieś mamy i w tej
sprawie. O tym, że Morcheeba to wybitna indywidualistka, Pani Marta miała okazję się przekonać osobiście. To jak
wielkim jest wolnomyślicielem, dowiadujemy się z każdym kolejnym dniem.
Sprawą bezdyskusyjną jest, że lubimy spacery. Te dalsze i te wokół bloku. Pogoda nie ma znaczenia. Pora dnia/nocy ma znaczenie tylko dla Pańciów, bo dla Mo spacer w środku nocy lub o świcie nie stanowi problemu. Spytacie pewnie, czy spacery z Mo to przyjemność? Oczywiście że tak, ale nie wyczerpuje to tematu. Trzeba bowiem liczyć się z tym, że Mo ma dużo siły i przeciąganie się z nią lub narzucanie kierunku raz, że jest nieetyczne, to i niewykonalne. Spędzany wspólnie czas umili choćby gonienie za latającymi liśćmi/ foliówkami, kończące się ich dopadnięciem i zamordowaniem; piętnastominutowe kontemplowanie wypakowywania zakupów z supermarketu przez sąsiadkę, sprawdzanie techniki i staranności odśnieżania auta, czy też fascynowaniem się w ciszy niezwykłością kapiącej wody z daszku w dobie ocieplenia. Z czasem osiągnie się także fantastyczny refleks i czasy na sześćdziesiątkę lepsze niż niektórzy lekkoatleci, gdy Mo wypatrzy innego psa. Szalony bieg do zabawy jest powiedzmy "regułą", niezależnie, czy wypatrzony jest ujadającym spienionym z wściekłości wilczurem, czy też przerażonym szybkością napadu terierem. Zdarza się przez to, że jakiś golden wskoczy właścicielowi na opa z prośbą o ratunek, a większość Yorków zawczasu zostanie schowanych do torebki, zanim zostanie wciągnięte przez nos Morcheeby. A trzeba być też świadomym, że tylko husky nadąży za Mo w śniegu lub na lodzie. Nauczycie się także zbiegać ze schodów w technice parkour, skakać w pełnym biegu przez ścięte drzewa/ pniaki i na zawołanie zatrzymywać w miejscu. Obowiązuje bowiem sportowa reguła: szybciej, bardziej stromo i trudniej to lepiej. Jeśli z jakichś powodów nie odpowiadałoby to komuś, wystarczy puścić smycz lub... wyperswadować poprzez merytoryczne wypowiedzenie swoich racji, przy użyciu wyłącznie obiektywnych i istotnych argumentów. Trzeba być przekonującym i się sprężać, bo czasu jest zwykle około 10 sekund.
Myliłby się ten, kto sądzi, że to straszne. Wprost przeciwnie, Mo jest niezwykle pogodną żyjącą pełnią życia sunią, która gdy tylko nadarza się okazja do zabawy, chętnie z tego korzysta. W wolnych chwilach poznaje także reguły mechaniki, techniki i wszelkich innych nauk, bo jest bardzo mądrą psiną i na naukę zawsze jest dobry czas. Spacery z Mo przypominają te z małym dzieckiem, wszystko i wszyscy musi być oglądnięte, fajnie gdy powąchane, a nawet jeśli to możliwe posmakowane. Nic więc dziwnego, że jednym z ulubionych miejsc w których lubi bawić się Mo są opuszczone w zimę place zabaw. Tu swoimi umiejętnościami i odwagą zaskakuje nas najbardziej. Pech w tym, że wkrótce Morcheeba nie będzie miała tam wstępu. Dlatego powinni(śmy) tego zabronić.
Sprawą bezdyskusyjną jest, że lubimy spacery. Te dalsze i te wokół bloku. Pogoda nie ma znaczenia. Pora dnia/nocy ma znaczenie tylko dla Pańciów, bo dla Mo spacer w środku nocy lub o świcie nie stanowi problemu. Spytacie pewnie, czy spacery z Mo to przyjemność? Oczywiście że tak, ale nie wyczerpuje to tematu. Trzeba bowiem liczyć się z tym, że Mo ma dużo siły i przeciąganie się z nią lub narzucanie kierunku raz, że jest nieetyczne, to i niewykonalne. Spędzany wspólnie czas umili choćby gonienie za latającymi liśćmi/ foliówkami, kończące się ich dopadnięciem i zamordowaniem; piętnastominutowe kontemplowanie wypakowywania zakupów z supermarketu przez sąsiadkę, sprawdzanie techniki i staranności odśnieżania auta, czy też fascynowaniem się w ciszy niezwykłością kapiącej wody z daszku w dobie ocieplenia. Z czasem osiągnie się także fantastyczny refleks i czasy na sześćdziesiątkę lepsze niż niektórzy lekkoatleci, gdy Mo wypatrzy innego psa. Szalony bieg do zabawy jest powiedzmy "regułą", niezależnie, czy wypatrzony jest ujadającym spienionym z wściekłości wilczurem, czy też przerażonym szybkością napadu terierem. Zdarza się przez to, że jakiś golden wskoczy właścicielowi na opa z prośbą o ratunek, a większość Yorków zawczasu zostanie schowanych do torebki, zanim zostanie wciągnięte przez nos Morcheeby. A trzeba być też świadomym, że tylko husky nadąży za Mo w śniegu lub na lodzie. Nauczycie się także zbiegać ze schodów w technice parkour, skakać w pełnym biegu przez ścięte drzewa/ pniaki i na zawołanie zatrzymywać w miejscu. Obowiązuje bowiem sportowa reguła: szybciej, bardziej stromo i trudniej to lepiej. Jeśli z jakichś powodów nie odpowiadałoby to komuś, wystarczy puścić smycz lub... wyperswadować poprzez merytoryczne wypowiedzenie swoich racji, przy użyciu wyłącznie obiektywnych i istotnych argumentów. Trzeba być przekonującym i się sprężać, bo czasu jest zwykle około 10 sekund.
Myliłby się ten, kto sądzi, że to straszne. Wprost przeciwnie, Mo jest niezwykle pogodną żyjącą pełnią życia sunią, która gdy tylko nadarza się okazja do zabawy, chętnie z tego korzysta. W wolnych chwilach poznaje także reguły mechaniki, techniki i wszelkich innych nauk, bo jest bardzo mądrą psiną i na naukę zawsze jest dobry czas. Spacery z Mo przypominają te z małym dzieckiem, wszystko i wszyscy musi być oglądnięte, fajnie gdy powąchane, a nawet jeśli to możliwe posmakowane. Nic więc dziwnego, że jednym z ulubionych miejsc w których lubi bawić się Mo są opuszczone w zimę place zabaw. Tu swoimi umiejętnościami i odwagą zaskakuje nas najbardziej. Pech w tym, że wkrótce Morcheeba nie będzie miała tam wstępu. Dlatego powinni(śmy) tego zabronić.
Sofa - na finiszu Pon, mar 1. 2010
Zagorzali czytelnicy pewnie pamiętają aspekt sofy. Temat wbrew pozorom bardzo aktualny, bo wraz z przedłużającą
się zimą, jak i nadciągającą w siedmiomilowych butach wiosną, czas napomknąć co w trawie (a jakże) piszczy.
Zwykle tak jest, że głowa rodziny decyduje w pewnym momencie o ustatkowaniu się i co się z tym wiąże nabyciem wygodnego miejsca odpoczynku. Jaką postać przyjmie, to dość osobisty aspekt i nie w tym rzecz. Clue tkwi w jednym, szczególnym szczególe - wygodzie i przyjemności użytkowania. Skoro zatem dwunogi mogą nacieszyć swój kręgosłup i zregenerować morale, to i każdy, kto ma swój rozumek, szybciej niż później uczyni to samo. Nie chcę powtarzać, tego co już napisane, więc skoncentruję się na nowościach.
Mo zdecydowanie sprawia nam dużo radości, tuląc nas do snu i chuchając po twarzach. Nie wierci się, a i kołdry nie zabiera. Poduszkę i owszem, wyłącznie średniotwardą, wypełnioną naturalnym puchem, by podeprzeć kark w każdej pozycji głębokiego snu, raczej nad ranem, by dospać, ale od każdej reguły są wyjątki. Miejsce wystarczające, samodzielnie wybrane - Morcheeba okupuje swoją połowę. Wszak oczywiste, że lubi spać w poprzek, choć nigdy nie gardzi swobodnym wyciągnięciem się i głębokim oddechem, dając do tulenia grzbiecik. Potrafi nam jeszcze słodko przy tym pochrapać, a gdy budzik zadzwoni zagarnąć zwolnione miejsce.
Lecz strzeżcie się, gdy tylko przekroczycie granicę, świadomie czy nie, delikatnie i z wyczuciem, złapie łapką za dłoń i przesunie tak, by móc kontemplować relaks w spokoju i bez nieproszonych gości. Po trzecim wtargnięciu, można także liczyć na ofuknięcie, a gdyby nie skutkowało, z uniesioną głową udaje się do swojego posłanka, gdzie nikt nie będzie zakłócał spokoju, manifestując takie stare przysłowie, o ustępowaniu mądrego...
Sofa zatem stała się miejscem odpoczynku wszystkich domowników. Ustrojowa demokracja. Czasem tylko za dnia, trzeba z odpowiednim uprzedzeniem umówić się na audiencję.
Zwykle tak jest, że głowa rodziny decyduje w pewnym momencie o ustatkowaniu się i co się z tym wiąże nabyciem wygodnego miejsca odpoczynku. Jaką postać przyjmie, to dość osobisty aspekt i nie w tym rzecz. Clue tkwi w jednym, szczególnym szczególe - wygodzie i przyjemności użytkowania. Skoro zatem dwunogi mogą nacieszyć swój kręgosłup i zregenerować morale, to i każdy, kto ma swój rozumek, szybciej niż później uczyni to samo. Nie chcę powtarzać, tego co już napisane, więc skoncentruję się na nowościach.
Mo zdecydowanie sprawia nam dużo radości, tuląc nas do snu i chuchając po twarzach. Nie wierci się, a i kołdry nie zabiera. Poduszkę i owszem, wyłącznie średniotwardą, wypełnioną naturalnym puchem, by podeprzeć kark w każdej pozycji głębokiego snu, raczej nad ranem, by dospać, ale od każdej reguły są wyjątki. Miejsce wystarczające, samodzielnie wybrane - Morcheeba okupuje swoją połowę. Wszak oczywiste, że lubi spać w poprzek, choć nigdy nie gardzi swobodnym wyciągnięciem się i głębokim oddechem, dając do tulenia grzbiecik. Potrafi nam jeszcze słodko przy tym pochrapać, a gdy budzik zadzwoni zagarnąć zwolnione miejsce.
Lecz strzeżcie się, gdy tylko przekroczycie granicę, świadomie czy nie, delikatnie i z wyczuciem, złapie łapką za dłoń i przesunie tak, by móc kontemplować relaks w spokoju i bez nieproszonych gości. Po trzecim wtargnięciu, można także liczyć na ofuknięcie, a gdyby nie skutkowało, z uniesioną głową udaje się do swojego posłanka, gdzie nikt nie będzie zakłócał spokoju, manifestując takie stare przysłowie, o ustępowaniu mądrego...
Sofa zatem stała się miejscem odpoczynku wszystkich domowników. Ustrojowa demokracja. Czasem tylko za dnia, trzeba z odpowiednim uprzedzeniem umówić się na audiencję.
Walentynki Nie, lut 14. 2010
W Gdańsku minimalnie
dodatnia temperatura powoduje, że zamiast biegać w białym puchu brodzimy po kolana w białym basenie. To zaś
powoduje, że spacery radykalnie krótsze i suszenie obowiązkowe po każdym z nich. I tak się zapowiada najbliższe
półtorej miesiąca lub więcej...
Aczkolwiek na przyjemności zawsze się znajdzie ochota. Dziś z okazji walentynek Mo spotkała dość zimnego w obyciu tambylca. Sztywny był trochę w trakcie spotkania, nie drgnął nawet, gdy Mo trącała go po plecach. A i nie ganiał radośnie, mimo że przypadł do gustu Morcheebie. Jakiś taki nieśmiały. No cóż...
Aczkolwiek na przyjemności zawsze się znajdzie ochota. Dziś z okazji walentynek Mo spotkała dość zimnego w obyciu tambylca. Sztywny był trochę w trakcie spotkania, nie drgnął nawet, gdy Mo trącała go po plecach. A i nie ganiał radośnie, mimo że przypadł do gustu Morcheebie. Jakiś taki nieśmiały. No cóż...
Światełko w tunelu i inne takie Sob, lut 6. 2010
W trakcie
późnowieczornego spaceru w czwartek, Mo wyczuła świeży trop szaraka i zaciągnęła mnie do tajemniczo
wyglądającego tunelu. Z braku światła kategorycznie odmówiłem wejścia. Następnego dnia wróciliśmy niczym
bumerang, przygotowani należycie do eksploracji i czmychnęliśmy w zagadkową czeluść. Mo bez zastanowienia i z
pełną beztroską, pokonała przeszło 30 metrowy tunel pod drogą, skonstruowany specjalnie dla małych dzikich
zwierząt, ciągnąc mnie zgiętego w pół, drepczącego pospiesznie w kucki aby nadążyć. A to dlatego, że betonowa
rura ma tylko metr średnicy. Od tego czasu to stały program spacerów, dla urozmaicenia wrażeń.
Plaża zaś to weekendowa odskocznia, by swobodnie wybiegać się z innymi czworonogami. Cała pokryta śniegiem, z brzegiem pokrytym lodową bandą. No i zawsze znajdzie się chwila na delektowanie się spokojnie falującym morzem. Myliłby się bardzo ten, co sądzi że siedzimy w miejscu i kontemplujemy pejzaże. Raczej pospiesznie przez nie przebiegamy, ślizgając się na lodzie z większą lub mniejszą finezją i wytyczamy nowe ślady na wielkich połaciach zawianego śniegu.
A na koniec dnia, gdy brzuszek najedzony tulimy się słodko do siebie na sofie i nabieramy sił na kolejne wycieczki. Tymniemniej dziś jest taki dzień, że każdy leży w swoim rogu i boczymy się na siebie nawzajem. Ja, bo Mo nie chce zjeść tabletki na robaki, a Mo za to, że próbuję wcisnąć jej takie paskudztwo. A najgorsze, że czeka nas jeszcze obcinanie paznokci...
Plaża zaś to weekendowa odskocznia, by swobodnie wybiegać się z innymi czworonogami. Cała pokryta śniegiem, z brzegiem pokrytym lodową bandą. No i zawsze znajdzie się chwila na delektowanie się spokojnie falującym morzem. Myliłby się bardzo ten, co sądzi że siedzimy w miejscu i kontemplujemy pejzaże. Raczej pospiesznie przez nie przebiegamy, ślizgając się na lodzie z większą lub mniejszą finezją i wytyczamy nowe ślady na wielkich połaciach zawianego śniegu.
A na koniec dnia, gdy brzuszek najedzony tulimy się słodko do siebie na sofie i nabieramy sił na kolejne wycieczki. Tymniemniej dziś jest taki dzień, że każdy leży w swoim rogu i boczymy się na siebie nawzajem. Ja, bo Mo nie chce zjeść tabletki na robaki, a Mo za to, że próbuję wcisnąć jej takie paskudztwo. A najgorsze, że czeka nas jeszcze obcinanie paznokci...
Mierz siły na zamiary Sob, sty 30. 2010
Pani Marta powtarza mi jak mantrę: "to bardzo ambitne psy". Bardzo.
W piątek po pracy, pokusiliśmy się na wizytację na plaży. Efekt: po drodze Mo wykończyła dwa labradory, które w kopnym śniegu po dziesięciu minutach harców błagalnym wzrokiem prosiły o ratunek. Mo zaś pobiegła niczym niewzruszona na plażę. Pokrytą obecnie grubą warstwą zbitego śniegu. Pooglądała sunące spokojnie kry i miała ochotę jeszcze się poganiać ze mną.
Dziś zaś spadło kolejne 20cm śniegu, do tego co już było. W lesie dość często zapadam się po pas idąc z dala od dróg i przedeptanych ścieżek. I tak jest lepiej. Ja idę, bo nie da się biec, pierwszy i wydrążam w śniegu głęboki ślad, którym radośnie za mną biegnie szczęśliwa Morcheeba. Czasem bywa i tak, że ze śniegu nie wystaje nawet ogon. Ale i Mo wytycza kierunek marszu. To ona decyduje o stromych, niemal pionowych zejściach i takich samych wspinaczkach. Muszę jej przyznać, że technikę poruszania się w śniegu opanowała do perfekcji (link do pobrania filmu: http://www.sharpei-bonomiella.pl/Mo_Film002.mp4). Niejako przy okazji umęczyła dziś wilczura.
W efekcie, dziś oboje jesteśmy mocno zmęczeni. Ja suszę rzeczy, a Mo leżakuje.
W piątek po pracy, pokusiliśmy się na wizytację na plaży. Efekt: po drodze Mo wykończyła dwa labradory, które w kopnym śniegu po dziesięciu minutach harców błagalnym wzrokiem prosiły o ratunek. Mo zaś pobiegła niczym niewzruszona na plażę. Pokrytą obecnie grubą warstwą zbitego śniegu. Pooglądała sunące spokojnie kry i miała ochotę jeszcze się poganiać ze mną.
Dziś zaś spadło kolejne 20cm śniegu, do tego co już było. W lesie dość często zapadam się po pas idąc z dala od dróg i przedeptanych ścieżek. I tak jest lepiej. Ja idę, bo nie da się biec, pierwszy i wydrążam w śniegu głęboki ślad, którym radośnie za mną biegnie szczęśliwa Morcheeba. Czasem bywa i tak, że ze śniegu nie wystaje nawet ogon. Ale i Mo wytycza kierunek marszu. To ona decyduje o stromych, niemal pionowych zejściach i takich samych wspinaczkach. Muszę jej przyznać, że technikę poruszania się w śniegu opanowała do perfekcji (link do pobrania filmu: http://www.sharpei-bonomiella.pl/Mo_Film002.mp4). Niejako przy okazji umęczyła dziś wilczura.
W efekcie, dziś oboje jesteśmy mocno zmęczeni. Ja suszę rzeczy, a Mo leżakuje.
Pozdrowienia (z)nad morza Śro, sty 27. 2010
Mo korzystała
pełnymi garściami z dwudniowego urlopu Pańcia i nieraz odwiedziła zimowy las. Ganianie gdziekolwiek przed siebie bez
ograniczeń to wciąż ulubiona rozrywka naszej dziewczynki. Mróz nie ma przy tym znaczenia, a im bardziej stromo tym
okazuje się fajniej. A jeśli jeszcze spotkamy ślady dzików lub saren, o szybkim powrocie można zapomnieć...
Oczywiście po tak intensywnej rozrywce przychodzi czas na relaks. A musimy także napisać, że Mo nie gardzi literaturą fachową.
Oczywiście po tak intensywnej rozrywce przychodzi czas na relaks. A musimy także napisać, że Mo nie gardzi literaturą fachową.
Śnieg - to co Mo uwielbia najbardziej Nie, sty 17. 2010
Zima w trójmieście rozgościła się na dobre. W nocy mamy zwykle -16, a śniegu do oporu. Zwykle to warstwa 40cm,
natomiast bywają zaspy do pasa. Mo akurat to nie przeszkadza. Wprost przeciwnie, bo im głębiej tym fajniejsza zabawa.
A już w lesie, bieganie gdzie oczy poniosą to dopiero coś. Natomiast tropienie śladów w śniegu to przysłowiowa
wisienka na śniegowym torcie. Tylko nadążyć za nią ciężko...
7. miesiąc - było minęło Pon, sty 11. 2010
Tak, miot M przemknął przez 7. miesiąc niepostrzeżenie. Trudno polemizować z
radością gorąco upieczonych Pańciów N-malców i ich fascynacją małymi słodkimi kluseczkami. Przy okazji życzymy
wszystkiego dobrego i gratulujemy! Z drobnego, ale szczególnego doświadczenia spieszę donieść, że każdy kolejny
dzień jest jeszcze fajniejszy. Z tym niepostrzeżenie też jest coś na rzeczy, bo trzeba uwzględnić bolący
kręgosłup z racji zapewnienia wygody psiny na sofie i w naszym przypadku cieczki. Wierzcie mi, tego nie sposób
przegapić i o ile przy pewnej dozie bałaganu w domu może, a nie powinno umknąć, to na zewnątrz po drugim tygodniu
różnica jest zdecydowana 
Oczywiście wskazane jest o tym wszystkim porozmawiać z samą zainteresowaną. Mo akurat jest dobrym uczniem, ale zbytnie owijanie w bawełnę kończy się znudzeniem i utratą uwagi na ciekawsze zajęcie, ot choćby drzmkę. Nie można także zbytnio popuścić wodzy fantazji, bo zostanie to skwitowane przez panienkę nonszalanckim gestem pobłażania. Także: konkrety, konkrety.
Potrafi się także obrazić. Ale tylko na chwilę.
Jak nakazano informujemy także zawczasu o trudnościach. Mo była dość mocno zmartwiona, że teraz gdy ma dużo ochoty na różne rzeczy, musi chodzić na smyczy. To kompromis, bo spacerów z psiną nie zaprzestajemy. Ganiamy zatem po lesie, a plaża musi poczekać. Swoją drogą Morcheeba radzi sobie w śniegu równie dzielnie co niebieska strzała, choć obie szurają brzuchem i z trudem łapią przyczepność. Mo uwielbia śnieg i zaspy, nawet takie, z których muszę pomóc jej wyjść. Zagonić ją do domu może tylko głód.
Pani Marta wie, jak Mo lubiła bawić się z krokodylem - biedna gadzina. Poza solidnym wytarmoszeniem, zawsze musi się liczyć z solidnym molestowaniem. Aspekt nie zanikł, a obecnie zapał wręcz wzrósł. Ale się nie skarży, w końcu to teraz ulubieniec naszej dziewczynki, który po wszystkim otrzymuje naprawdę dużo czułości.
Oczywiście wskazane jest o tym wszystkim porozmawiać z samą zainteresowaną. Mo akurat jest dobrym uczniem, ale zbytnie owijanie w bawełnę kończy się znudzeniem i utratą uwagi na ciekawsze zajęcie, ot choćby drzmkę. Nie można także zbytnio popuścić wodzy fantazji, bo zostanie to skwitowane przez panienkę nonszalanckim gestem pobłażania. Także: konkrety, konkrety.
Potrafi się także obrazić. Ale tylko na chwilę.
Jak nakazano informujemy także zawczasu o trudnościach. Mo była dość mocno zmartwiona, że teraz gdy ma dużo ochoty na różne rzeczy, musi chodzić na smyczy. To kompromis, bo spacerów z psiną nie zaprzestajemy. Ganiamy zatem po lesie, a plaża musi poczekać. Swoją drogą Morcheeba radzi sobie w śniegu równie dzielnie co niebieska strzała, choć obie szurają brzuchem i z trudem łapią przyczepność. Mo uwielbia śnieg i zaspy, nawet takie, z których muszę pomóc jej wyjść. Zagonić ją do domu może tylko głód.
Pani Marta wie, jak Mo lubiła bawić się z krokodylem - biedna gadzina. Poza solidnym wytarmoszeniem, zawsze musi się liczyć z solidnym molestowaniem. Aspekt nie zanikł, a obecnie zapał wręcz wzrósł. Ale się nie skarży, w końcu to teraz ulubieniec naszej dziewczynki, który po wszystkim otrzymuje naprawdę dużo czułości.
« poprzednia strona
(Strona 1 z 4, łącznie 28 wpisów)
następna strona »


Ostatnie komentarze
sob, 27.02.2010 16:18
oj szkoda, a byłam taka ciekawa jakie moja ulubienica będzie miała maluchy, no ale podobno co się odwlecze to nie [...]
czw, 25.02.2010 17:35
o jejku to strasznie a tak się łudziłam nadzieją ,że jednak
śro, 24.02.2010 15:31
Dziękujemy bardzo i cieszymy się że zdjęcia sie spodobały
wto, 23.02.2010 22:33
Nasze oczy nie mogą się nacieszyć... Oba malce prześliczne i przesłodkie! Cieszymy się widząc taką dobrą komitywę. [...]
wto, 23.02.2010 18:18
Pani Marto! My mamy jedną Nathalinkę (Pee Pee) a broi za całe stadko! Swoją drogą ciekawe po kim taki temperamenci [...]
pon, 22.02.2010 19:44
A już nasza Nathalinka ma się bardzo dobrze, biega jak szalona, poznaje swój nowy dom. Zaczęła już broić, szczeka [...]
czw, 18.02.2010 19:21
Jakie piękne zdjęcie Simonki w śniegu. No ma się talent do fotografowania
czw, 18.02.2010 09:52
No ładnie... Trzy mioty, jeden po drugim... Zaciskamy kciuki za zdrowie Bonomiellek! Teraz już wiemy, jak Pani M [...]
czw, 18.02.2010 00:05
I po hipopotamkach nie ma śladu, teraz to już całkiem duże sharpki. To czekamy na nowe, a te "paskudy" niech idą d [...]
śro, 17.02.2010 11:28
Gratulacje, gratulacje! Maluchy słodkie jak zawsze, a tu za chwilę znów wysyp. Czekamy z niecierpliwością i ściska [...]