Z ostatniej chwili (raczej nerwowo) Pon, sie 30. 2010
Temperatura ciała Simonki spadła do 37,1 stopnia.
Miska z jedzeniem stoi nietknięta, chęć wychodzenia z domu równa się zero..
Simcia niespokojna, wierci się albo przekopuje posłanie.
DYSZY BARDZO CIĘŻKO!
Będziemy niebawem RODZIĆ. Oh Yeah!!!
Miska z jedzeniem stoi nietknięta, chęć wychodzenia z domu równa się zero..
Simcia niespokojna, wierci się albo przekopuje posłanie.
DYSZY BARDZO CIĘŻKO!
Będziemy niebawem RODZIĆ. Oh Yeah!!!
Zamieścił Marta
w Codziennik
1 Komentarz
Dodaj komentarz Ślady: (0)
1 Komentarz
Dodaj komentarz Ślady: (0)
Tagi dla tego wpisu: lasimonne bonomiella
Oczekiwanie Nie, sie 29. 2010
I znowu sypiam niespokojnie. Nasłuchuję jak Simonka oddycha, zrywam się gdy ta
zaczyna się wiercić, wydaje mi się, że to już-już, a ona za chwilę układa się wygodnie i pochrapuje w najlepsze
jakby nigdy nic, jakby nie było przed chwilą ogromnego niepokoju i bieganiny. Sierść z biustu Simonki wypadła w
ostatnich dniach, odsłoniły się duże, różowe sutki, bar mleczny dla tych co to jeszcze bezpieczne i niczego
nieświadome w maminym brzuchu. I mleko też już jest, w śladowych co prawda na razie ilościach, ale pokazało się!
Znak, że akcja porodowa może rozpocząć się już dzisiaj, ale może być i tak, że będziemy na maluchy musieli
jeszcze parę dni poczekać. Najtrudniej jest nocą, sapanie, stękanie, rozkopywanie posłania i straszenie mnie
dyszeniem. W dzień spokojniej, a powiedziałabym nawet, że całkiem na luzie. Simcia była dzisiaj nawet na krótkim
spacerze, ze zwykłą sobie niechęcią do psów z sąsiedztwa obszczekała gromadkę kudłatych mini-piesków, po
spacerze obiad zjadła z apetytem godnym lepszej sprawy, a teraz śpi twardo. Jasne, w nocy będzie wyspana i wypoczęta i albo z nudów będzie chodzić w te i we wte, albo
naprawdę zacznie rodzić. Tak czy owak jestem w ogromnym napięciu i pewnie pozwolę sobie na drzemkę podczas dnia, bo
nocą to u nas o spokój niełatwo. Dobrze, że małe Tequilaki grzeczne i nie hałaśliwe. Pogoda się nam
skiepściła, szczenięta teraz więcej w swoim "pokoju dziecinnym" niż na powietrzu, bo wietrzne, bo deszcz
przelatujący kilkakrotnie w ciągu dnia i moczący dokładnie trawę. Mimo niesprzyjającej aury wypuszczam je kilka
razy w ciągu dnia na kilka minut. Przyzwyczaiły się, że siusianie i kupkanie to nie w domu, więc rady nie ma,
muszą wyjść. Jak wcześniej wspominałam, we wtorek przegląd miotu, a po nim czas rozstania z maluchami. W środę
odjadą już Tevez i Cypress... W środę Natalia przywiezie mi moją Mon Cheri. Bardzo, ale to bardzo się za Monią
stęskniłam, nie mogę się jej wprost doczekać! Póki co Monia u Natalii rozpieszczana
do granic możliwości. Oj będzie im się chyba trudno rozstać!
Simonka i (nie jej) szczenięta Czw, sie 26. 2010
Simonka matkuje swojemu przyrodniemu rodzeństwu z dużą dozą zaangażowania i cierpliwości.
Jeszcze pozwalam jej i malcom na wzajemne czułości, ale chyba pomału zbliża się czas gdy Simcia powinna więcej
odpoczywać i koncentrować się na swoim stanie. Przyrasta nam sunia ładnie - zdjęcia robiłam przedwczoraj -
codziennie grubsza, coraz bardziej obła. Sylwetka jej przypomina walec parowy, taki od lokomotywy, a cała Simcia też
trochę jak parowozik, i z wyglądu, i z zachowania. Sapie moje kochane suczydło ciężko gdy się zmęczy, więc
unikamy zbytnich akcji wyczerpujących ją, takich jak: biegi, skoki czy dłuższe spacery. Apetyt ciężarnej dopisuje
i to jeszcze jak! Niektóre suki stają się krótko przed porodem grymaśne, mniej jedzą, bo też i miejsca w brzuchu
wypełnionym szczeniętami coraz mniej. Brak łaknienia naszej Simonki nie dotyczy, ona ciągle głodna i gdybym jej nie
racjonowała papu, to pewnie nie zmieściłaby się już w drzwiach. Karmię ją trzy razy dziennie, ale czasami
posiłków jest więcej, wtedy gdy Simonka sama sobie dodatkowe zorganizuje. Dzisiaj gdy wypuszczałam szczenięta do
ogrodu wystarczył moment mojej nieuwagi, a już nasza grubaska zdążyła wpaść do pokoju dziecinnego i bez żenady
wyjeść naszykowane dla malców jedzenie. Ale któż by się gniewał na ciężarną? Jasne, że nikt by nawet nie
śmiał, niech jej będzie na zdrowie!
Z ostatniej chwili Pon, sie 23. 2010
Z chwili ostatniej, bo też i na takową zgłosiłam dzisiaj Mon Cheri na krajową wystawę do Zielonej Góry. A niech
sobie Monia jedzie i zwiedza ringi. Podróże kształcą przecież.. Wystawa tuż-tuż, bo 12 września, ale termin
zgłoszeń jeszcze nie upłynął, więc gdyby ktoś też tak na ostatni moment jak my, to ostateczna możliwość
zgłoszenia psa upływa pojutrze - 25 sierpnia. Monię wystawi Natalia, oczywiście jej Lovey Dovey też będzie
prezentowany. A ja w tym czasie pewnie będę mocno zajęta noworodkami. Simonka na poważnie szykuje się do
macierzyństwa. Trzymajcie proszę kciuki nie tylko za nasze gwiazdy wystawowe, ale i za przyszłą mamę!
To już 6 tygodni ze szczeniętami Pią, sie 20. 2010
Ani zdążyłam się
obejrzeć, a tu 6 tygodni minęło w tempie przysłowiowego strzału z bicza. Szczenięta podrosły i usamodzielniły
się. Nie wynoszę ich już od ogrodu, same wybiegają za mną jak kurczęta za kwoką. A spieszą się przy tym tak
jakby się obawiały, że ominie ich przyjemność buszowania w trawie. Z trawą i szczeniętami mamy pewien problem:
otóż malce nie tylko biegają po zielonym, ale próbują to jeść. Aby odwrócić ich uwagę od zjadania wszystkiego
co wyrasta z ziemi, staram się zorganizować im sensownie czas na świeżym powietrzu organizując plac zabaw jak dla
dzieci. Wynoszę im na dwór ich kocyki i ręczniki, i to nie do leżenia, ale do przeciągania z miejsca na miejsce, do
wzajemnego siłowania się w taki sam sposób jak się przeciąga w zabawie linę. Zabawki ku uciesze malców i
zazdrości Pampusa też wychodzą z nami z domu. I tak kilka razy dziennie. Powrót z ogrodu do domu nie przebiega już
tak sprawnie jak uprzednie wyjście. Maluchy, mimo że zmęczone gonitwą i pokładają się gdzie bądź, ale nie
kwapią się z powrotem do swego dziecinnego pokoju. Noszę je do ich lokum po dwa, a dorosłe psy mi sekundują.
Najbardziej nasza ciężarna Simonka zainteresowana jest
dzieciarnią. Sprawdza co robią, gdzie chodzą, zagania na przeznaczone im miejsce gdy uzna, że za bardzo się
oddaliły, a przy tym aktywna jest bardzo i widać, że opiekę nad maluchami traktuje bardzo serio. No tak, przyszła
mama wprawia się.
Zamieścił Marta
w Codziennik
1 Komentarz
Dodaj komentarz Ślady: (0)
1 Komentarz
Dodaj komentarz Ślady: (0)
Tagi dla tego wpisu: czarne szczenięta shar pei, pampalini boy



Ostatnie komentarze