Skandal z bramą Pią, lip 10. 2009
Poczułam się jakby chciano mnie żywcem zamurować, a przynajmniej odciąć na zawsze od świata. Z ekipą budowlaną niestety nie udało nawiązać się pozytywnego kontaktu, słyszałam tylko, że muszą skończyć drogę, że nic nie mogą poradzić, że mieszkam za nisko, że muszą nawiązać do położonego już chodnika, a czy ja wjadę do siebie czy nie to już nie ich sprawa, oni mają na uwadze jedynie budowę i goniące ich terminy. Absurd totalny! Naczelny ocenił sytuację jako beznadziejną i wycofał się do domu, ja zostałam na polu bitwy. Bić się co prawda nie było z kim, dyskutować też nie, więc na odsiecz wezwałam najważniejszych z gminnego urzędu i czekałam aż przyjadą. Tymczasem sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej nerwowa, bo pojawił się wielki pojazd z betonem i tylko czekał aż będzie miał na tyle wyrównany teren aby opróżnić na niego swoją zawartość. Robotnicy pracowali gorączkowo i widać było, że spieszy im się aby wylać beton zanim odsiecz przybędzie. Parę minut i ekipa mająca mnie ratować przed zabetonowaniem stała już pod bramą. No i zaczęło się. Dwie strony, jedna tak, druga owak, a ja pomiędzy nimi z moimi wątłymi argumentami. Długo trwały pertraktacje, zdążyłam ochrypnąć od przekrzykiwania jakiegoś wściekłego pneumatycznego ubijaka, spalić sobie od słońca nos i porządnie zgłodnieć. W końcu mogłam ogłosić, że wygrałam rundę. Szalunek został rozebrany, nawieziona ziemia wybrana, stan poprzedni przywrócony. Ustalono, że brama zostanie podniesiona wyżej, że teren będzie zniwelowany w głąb naszej działki, że wjazd i wyjazd będzie możliwy, że koszty poniesie ktoś tam, i że nie będzie więcej powodu do irytacji. I tak się stało!! Zamieszania przy tym trochę było, bo musieliśmy na czas prac tj. 2 dni, wzdłuż terenu zamontować prowizoryczne ogrodzenie aby czworonogi nie poszły sobie w świat. Psy były trochę zdziwione co to za dziwna siatka, ale przyjęły zmianę spokojnie i obserwowały przez nią co robią ludzie i ich maszyny. Jedynie Misiek zdenerwował się na widok ładowarki i ruszył na nią groźnie, zapominając, że przed nim druciana sieć. Wpadł w nią głową tak, że ta znalazła się po drugiej stronie, ale szczęśliwie nie pokaleczył się i nie zerwał prowizorki. Dzisiaj już wszystko w normie, tzn, brama stoi, podjazd porządnie zbudowany, chodnik położony, emocje opadły. Wydarzenie godne opisania w jakiejś księdze absurdu...
Urlop w domu i w ogrodzie Śro, lip 30. 2008

Ja i szczenięta
Dzisiaj dla odmiany, zamiast zdjęć shar-pei, parę migawek kwiatów z mojego ogrodu.
Znowu się martwię Śro, lip 23. 2008
Znowu martwię się o Piotra. Naczelny kuruje swoje skołatane i popękane serducho w Bad Schandau. Niestety nie wiedzie mu się
najlepiej. W pierwszym tygodniu kuracji uskarżał się jedynie na nudę, ale od wczoraj gorączkuje i ogólne
samopoczucie ma kiepskie. Nie wiem dokładnie co mu jest (on sam nie jest w stanie tego określić) i martwię się
strasznie. Czuję, że opadam z sił, mam wrażenie jakby mnie z każdym dniem ubywało. Permanentny stres ostatnich
tygodni wyraźnie daje mi znać o sobie.
Sama z jedenastoma szczeniętami.. Pią, cze 27. 2008
Dzisiaj parę zdjęć mojej ślicznej Lasimonne, czyli Simonki. Wygląda na to, że ładny shar-pei z niej wyrośnie.
Mam nadzieję, że rozwinie się tak, jak to sobie wyobrażam.

A w domu wszystko było takie proste gdy Naczelny był przy mnie i znaczna część obowiązków była jego udziałem. On zajmował się szczeniętami rano i jeździł po zakupy, ja troszczyłam się o pieski za dnia i wieczorem i oczywiście zajmowałam się domem. Teraz wszystko stanęło na głowie. Dorosłe psy niespokojne, że Pana w domu nie ma i gdy tylko jakieś auto w pobliżu się zatrzyma to zaczynają ujadać bez względu na porę doby. To nieprzytomne darcie mord ogłusza mnie średnio co dwie godziny, tak że o wyspaniu się nawet mowy nie ma. Wczoraj zakończyłam dzień już dzisiaj, bo dobrze po pierwszej w nocy.
A w domu wszystko było takie proste gdy Naczelny był przy mnie i znaczna część obowiązków była jego udziałem. On zajmował się szczeniętami rano i jeździł po zakupy, ja troszczyłam się o pieski za dnia i wieczorem i oczywiście zajmowałam się domem. Teraz wszystko stanęło na głowie. Dorosłe psy niespokojne, że Pana w domu nie ma i gdy tylko jakieś auto w pobliżu się zatrzyma to zaczynają ujadać bez względu na porę doby. To nieprzytomne darcie mord ogłusza mnie średnio co dwie godziny, tak że o wyspaniu się nawet mowy nie ma. Wczoraj zakończyłam dzień już dzisiaj, bo dobrze po pierwszej w nocy.
Dobre wiadomośći Śro, cze 25. 2008
Piotr czuje się na tyle dobrze, że w piątek opuszcza szpital i wraca do domu. Angioplastyka uratowała jego serce,
teraz potrzebny mu będzie odpoczynek i niebawem rekonwalescencja w sanatorium. Odetchnęłam z ulgą. Ostatni tydzień
był dla mnie nerwowy i ciężki, i nie wiem jak bym go zniosła gdyby nie Natalia, przyszła właścicielka Lovey
Doveya, która przez te najtrudniejsze dla mnie dni była ze mną i bardzo aktywnie włączyła się w opiekę nad
szczeniętami. Moje psy wprost ją uwielbiały, a maluchy wiele godzin spędziły uwieszone na Natalii jak winogrona.
Pogoda dopisała, psinki sporo przebywały na powietrzu, co jak widać na zdjęciach dobrze im posłużyło. Wszystkie
są zdrowe, grubaśne i żarłoczne. 30 czerwca będą zaszczepione, 3 lipca przegląd hodowlany, a po nim nic już nie
stoi na przeszkodzie aby szły do nowych domków. Zuul Ghostbusters i Loverboy wyemigrują za granicę, Zitella
zamieszka w Bełchatowie, Zora w Warszawie, Zoya w Szczecinie, Lionheart w Gliwicach, Lovey Dovey w Poznaniu. Z Lucy i
Lasimonne rozstać się nie chcę. Nowego domu poszukuję jeszcze dla Zio i Zamiry. I tak to kolejny epizod odchowania
szczeniąt niebawem się zakończy..
Poniżej parę nowych zdjęć szczeniąt i moich dorosłych shar-pei.
Poniżej parę nowych zdjęć szczeniąt i moich dorosłych shar-pei.
Zawał serca! Czw, cze 19. 2008
Przerwa w blogu do czasu aż znowu znajdę siłę i chęć na jego prowadzenie. Nie jestem w stanie pisać o psach i
szczeniętach gdy mój Piotr ciężko chory w szpitalu walczy o życie. Zawał serca!
Proszę wszystkich, ktorzy zapowiedzieli się z wizytami u nas na przełożenie ich na inny termin. Przepraszam i proszę o zrozumienie.
Jak rozwijają się szczenięta widać na nowych zdjęciach umieszczonych w głównej galerii
Proszę wszystkich, ktorzy zapowiedzieli się z wizytami u nas na przełożenie ich na inny termin. Przepraszam i proszę o zrozumienie.
Jak rozwijają się szczenięta widać na nowych zdjęciach umieszczonych w głównej galerii
« poprzednia strona
(Strona 1 z 1, łącznie 6 wpisów)
następna strona »


Ostatnie komentarze
sob, 27.02.2010 16:18
oj szkoda, a byłam taka ciekawa jakie moja ulubienica będzie miała maluchy, no ale podobno co się odwlecze to nie [...]
czw, 25.02.2010 17:35
o jejku to strasznie a tak się łudziłam nadzieją ,że jednak
śro, 24.02.2010 15:31
Dziękujemy bardzo i cieszymy się że zdjęcia sie spodobały
wto, 23.02.2010 22:33
Nasze oczy nie mogą się nacieszyć... Oba malce prześliczne i przesłodkie! Cieszymy się widząc taką dobrą komitywę. [...]
wto, 23.02.2010 18:18
Pani Marto! My mamy jedną Nathalinkę (Pee Pee) a broi za całe stadko! Swoją drogą ciekawe po kim taki temperamenci [...]
pon, 22.02.2010 19:44
A już nasza Nathalinka ma się bardzo dobrze, biega jak szalona, poznaje swój nowy dom. Zaczęła już broić, szczeka [...]
czw, 18.02.2010 19:21
Jakie piękne zdjęcie Simonki w śniegu. No ma się talent do fotografowania
czw, 18.02.2010 09:52
No ładnie... Trzy mioty, jeden po drugim... Zaciskamy kciuki za zdrowie Bonomiellek! Teraz już wiemy, jak Pani M [...]
czw, 18.02.2010 00:05
I po hipopotamkach nie ma śladu, teraz to już całkiem duże sharpki. To czekamy na nowe, a te "paskudy" niech idą d [...]
śro, 17.02.2010 11:28
Gratulacje, gratulacje! Maluchy słodkie jak zawsze, a tu za chwilę znów wysyp. Czekamy z niecierpliwością i ściska [...]