Dla Silky Terriera i Shar Pei Wto, kwi 6. 2010
Moja aktywność internetowa ma się wprost proporcjonalnie do aury. Im zimniej i paskudniej na świecie, tym więcej
przebywam w domu i coś tam w sieci dla siebie bądź dla innych dłubię. Aktualnie na ukończeniu strona o pewnym
bardzo utytułowanym Australian Silky Terrierze i rzecz jasna o Shar Peiach. Kto nie zna psów z hodowli Od Masumi, niech wejdzie, zobaczy i zapamięta
adres. Strona będzie się rozszerzać.
I to by było na tyle. Webmasterzy bywają zmęczeni, czasmi w nocy sypiają, bo też muszą. Dobranoc.
I to by było na tyle. Webmasterzy bywają zmęczeni, czasmi w nocy sypiają, bo też muszą. Dobranoc.
Po zimie... Sob, mar 20. 2010
Już po zimie. Chyba... Śnieg stopniał i odsłoniło się to co było pod nim, czyli
korytarze nornic, dziury i tunele wyfedrowane przez krety, no i ich kopce w ilościach prawie niepoliczalnych. Krajobraz
niczym po kataklizmie. Od paru lat bezskutecznie walczymy z krecią plagą, ale żadem ze sposobów nie poskutkował.
Krety były, są i jeśli nie znajdzie się rada to będą... Czy ktoś mógłby podpowiedzieć jak je raz na zawsze
wypłoszyć z ogrodu? Zabicie kreciej rodziny nie wchodzi w rachubę, poszukuję metody łagodniejszej, czegoś na
kształt perswazji, może być przy użyciu piszczącego, szumiącego czy też drgającego urządzenia. Tylko, gdzie
znaleźć przyrząd odstraszający szkodniki z powierzchni ponad 2000 metrów kwadratowych? Ktoś może wie?
Skandal z bramą Pią, lip 10. 2009
Poczułam się jakby chciano mnie żywcem zamurować, a przynajmniej odciąć na zawsze od świata. Z ekipą budowlaną niestety nie udało nawiązać się pozytywnego kontaktu, słyszałam tylko, że muszą skończyć drogę, że nic nie mogą poradzić, że mieszkam za nisko, że muszą nawiązać do położonego już chodnika, a czy ja wjadę do siebie czy nie to już nie ich sprawa, oni mają na uwadze jedynie budowę i goniące ich terminy. Absurd totalny! Naczelny ocenił sytuację jako beznadziejną i wycofał się do domu, ja zostałam na polu bitwy. Bić się co prawda nie było z kim, dyskutować też nie, więc na odsiecz wezwałam najważniejszych z gminnego urzędu i czekałam aż przyjadą. Tymczasem sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej nerwowa, bo pojawił się wielki pojazd z betonem i tylko czekał aż będzie miał na tyle wyrównany teren aby opróżnić na niego swoją zawartość. Robotnicy pracowali gorączkowo i widać było, że spieszy im się aby wylać beton zanim odsiecz przybędzie. Parę minut i ekipa mająca mnie ratować przed zabetonowaniem stała już pod bramą. No i zaczęło się. Dwie strony, jedna tak, druga owak, a ja pomiędzy nimi z moimi wątłymi argumentami. Długo trwały pertraktacje, zdążyłam ochrypnąć od przekrzykiwania jakiegoś wściekłego pneumatycznego ubijaka, spalić sobie od słońca nos i porządnie zgłodnieć. W końcu mogłam ogłosić, że wygrałam rundę. Szalunek został rozebrany, nawieziona ziemia wybrana, stan poprzedni przywrócony. Ustalono, że brama zostanie podniesiona wyżej, że teren będzie zniwelowany w głąb naszej działki, że wjazd i wyjazd będzie możliwy, że koszty poniesie ktoś tam, i że nie będzie więcej powodu do irytacji. I tak się stało!! Zamieszania przy tym trochę było, bo musieliśmy na czas prac tj. 2 dni, wzdłuż terenu zamontować prowizoryczne ogrodzenie aby czworonogi nie poszły sobie w świat. Psy były trochę zdziwione co to za dziwna siatka, ale przyjęły zmianę spokojnie i obserwowały przez nią co robią ludzie i ich maszyny. Jedynie Misiek zdenerwował się na widok ładowarki i ruszył na nią groźnie, zapominając, że przed nim druciana sieć. Wpadł w nią głową tak, że ta znalazła się po drugiej stronie, ale szczęśliwie nie pokaleczył się i nie zerwał prowizorki. Dzisiaj już wszystko w normie, tzn, brama stoi, podjazd porządnie zbudowany, chodnik położony, emocje opadły. Wydarzenie godne opisania w jakiejś księdze absurdu...
Urlop w domu i w ogrodzie Śro, lip 30. 2008

Ja i szczenięta
Dzisiaj dla odmiany, zamiast zdjęć shar-pei, parę migawek kwiatów z mojego ogrodu.
Znowu się martwię Śro, lip 23. 2008
Znowu martwię się o Piotra. Naczelny kuruje swoje skołatane i popękane serducho w Bad Schandau. Niestety nie wiedzie mu się
najlepiej. W pierwszym tygodniu kuracji uskarżał się jedynie na nudę, ale od wczoraj gorączkuje i ogólne
samopoczucie ma kiepskie. Nie wiem dokładnie co mu jest (on sam nie jest w stanie tego określić) i martwię się
strasznie. Czuję, że opadam z sił, mam wrażenie jakby mnie z każdym dniem ubywało. Permanentny stres ostatnich
tygodni wyraźnie daje mi znać o sobie.



Ostatnie komentarze