Pepe Lavion Bonomiella i.... dziewczyny Pią, wrz 3. 2010
Pepe Lavion, jedyny chłopiec w miocie, już nie bezimienny i już nie do wzięcia. Zarezerwowany przez p. Agnieszkę i
z imieniem przez nią wymyślonym. Ciekawa kombinacja dwóch członów imienia. Pepe znaczy po włosku pieprz. Imię
brzmi sympatycznie i jest adekwatne do koloru malca. Lavion to postać z Gormitów (kolekcja figurek dla chłopców) -
mamy więc w połączeniu "Pepe Lavion". Ładnie, a nawet bardzo. A co z resztą imion? Potrzebne są jeszcze dla
dziewczynek i muszą się zaczynać na literę P. Propozycje mile widziane. Może Artur wymyśli, a może Kaśka?? Ja
też pomyślę, ale potem. Teraz muszę się troszczyć o Simonkę, która debiutuje w roli matki i łatwo jej
nie jest. Ale uczy się chętnie i widać jak to instynkt jej podpowiada co dla maluchów i dla niej samej jest
najlepsze.
A tymczasem ubyło nam z domu starszych szczeniąt i zrobiło się pustawo. Tevez i Cypress już w Poznaniu. Natalia i Magda zjawiły się wczoraj, w czasie przeglądu miotu, odczekały tyle ile musiały, po czym ubrały swoich chłopców w czerwone szelki i zabrały ze sobą do domów. Dzisiaj odjechał do Warszawy Oliver. Z czwórki została tylko Origami, która będzie u nas do drugiej połowy września. Za dnia Pampus i Cheri dotrzymywały małej towarzystwa, a wieczorem Misiek przygarnął ją do swojego legowiska. Śpią sobie teraz razem: on wielki, ale jak zwykle delikatny w stosunku do szczeniąt, ona wtulona ufnie w niego. Dobrze im razem.
A mnie jakoś trudno sobie wyobrazić, że można mieć w domu tylko jednego shar pei`a.
A tymczasem ubyło nam z domu starszych szczeniąt i zrobiło się pustawo. Tevez i Cypress już w Poznaniu. Natalia i Magda zjawiły się wczoraj, w czasie przeglądu miotu, odczekały tyle ile musiały, po czym ubrały swoich chłopców w czerwone szelki i zabrały ze sobą do domów. Dzisiaj odjechał do Warszawy Oliver. Z czwórki została tylko Origami, która będzie u nas do drugiej połowy września. Za dnia Pampus i Cheri dotrzymywały małej towarzystwa, a wieczorem Misiek przygarnął ją do swojego legowiska. Śpią sobie teraz razem: on wielki, ale jak zwykle delikatny w stosunku do szczeniąt, ona wtulona ufnie w niego. Dobrze im razem.
A mnie jakoś trudno sobie wyobrazić, że można mieć w domu tylko jednego shar pei`a.
Pierworodne Simonki Śro, wrz 1. 2010

Porody trwają różnie długo, jedne klika godzin, inne kilkanaście, bywają lekkie, zdarzają się też wyczerpujące i ciężkie. Gdybym w skali trudności rodzenia, takiej od 1 do 10, musiała określić jak trudny był ten u Simonki, to oceniłabym go na 9,5. Pozwolę sobie zaoszczędzić Wam szczegółów z akcji przychodzenia malców na świat, cieszmy się teraz zdrowymi szczeniętami, i że już są. Jak widać z fotki, tata znowu zatroszczył się o kolor i znowu mamy lśniące czarnulki! Szóstka! Jeden chłopiec i pięć dziewczynek! Wszystkie w wyśmienitej kondycji. A Simonka już przyjmuje gratulacje!
Ja natomiast próbuję złapać pion, ten psychiczny i fizyczny. Pierwszy wróci gdy kiedyś w końcu odeśpię, z drugim może być trudniej, jako że od ponad 20-godzinnego kucania i schylania się nad rodzącą, a potem nad jej dziećmi, boli mnie dosłownie wszystko i czuję się tak, jakby mnie coś przywlekło i porzuciło. Simonka też umęczona do granic, ale zadowolona oraz zachwycona swoimi dziećmi i nie da się ukryć, że napatrzeć się na nie nie może. Po krótkiej przerwie niejedzenia powrócił jej apetyt. Mleko w sutkach też jest. Wszystko dobrze, szczenięta dorodne, mam nadzieję, że wyrosną tak samo pięknie jak Kreciki Tequilli.
Na razie ta krótka notka musi wystarczyć, ale będę regularnie donosić jak rosną i rozwijają się nasze najmłodsze szczenięta. Obiecuję!
Origami, Out Cypress, Oliver Twist i Only Tevez Wto, sie 24. 2010


korzystam wraz ze szczeniętami z pięknej pogody
Za tydzień, 31 sierpnia mamy już umówiony przegląd hodowlany, a po nim pieski będą się rozjeżdżać do nowych rodzin. Natalia aż piszczy, tak nie może doczekać się Teveza.
Zamieścił Marta
w Szczenięta
4 Komentarze
Dodaj komentarz Ślady: (0)
4 Komentarze
Dodaj komentarz Ślady: (0)
Tagi dla tego wpisu: czarne szczeniaki shar pei, hodowla shar pei
Odwiedziny Sob, sie 14. 2010

Dama z pieskami
Każdy dzień ze szczeniętami przynosi jakieś zmiany. Wieczorem psie dzieci po raz pierwszy zakosztowały swojej karmy w formie niemoczonej czyli zupełnie suchej. Smakowało im bardzo. Ząbki u piesków już na tyle silne, że dają sobie radę z rozgryzaniem granulek. Poza umiejętnością robienia użytku ze szczęk i zębów, szczenięta opanowały dzisiaj pokonywanie schodków prowadzących do ogrodu. Stopnie co prawda tylko dwa ale biorąc pod uwagę ich wysokość, to osiągnięcie malców jest godne uznania.
Zamieścił Marta
w Szczenięta
1 Komentarz
Dodaj komentarz Ślady: (0)
1 Komentarz
Dodaj komentarz Ślady: (0)
Tagi dla tego wpisu: rozwój szczeniąt, shar pei
Fizjologia Czw, sie 12. 2010

No i nadeszła kolejna fala upałów. Nie miałabym nic przeciwko gorącu, gdyby nie szczenięta. Te już zaprawione w wychodzeniu na dwór, mimo bardzo młodego wieku nie siusiają za dnia w domu (od tego mają trawnik), a tu na zewnątrz kocioł i łaźnia, więc malce tylko na parę minut mogą wyjść i zaraz potem muszą do znośnego chłodka. Z tym ich wychodzeniem do ogrodu to też nie taka prosta sprawa jakby się mogło wydawać. Jeszcze nie potrafią pokonać dwóch stopni prowadzących na zewnątrz, jeszcze mylą się im kierunki i nie bardzo wiedzą czy wychodząc mają biec w prawo, czy w lewo więc często rozbiegają się na oślep. Za parę dni będą znały drogę, na razie wynoszę maluchy do ogrodu na rękach. W dwóch turach, po dwa na raz. Zabawnie to wygląda jak nie mogą się doczekać aż postawię je na trawie, tak im się do swobody spieszy, że jeszcze przytulone do mnie, a już przebierają łapkami w gotowości do biegu. A gdy już w końcu łapki dotkną ziemi i zrobią kilka kroków, to nagle ciałka wszystkich czterech szczeniąt nieruchomieją, a grzbieciki wyprężają się w dobrze nam znanej pozycji.. Tak, tak, robią kupę, wszystkie jednoczenie! Przypomina mi to trochę zachowanie sikorek - obserwowałam je jak wyfruwały z ptasiej budki i natychmiast po wyfrunięciu lądowały na pierwszej gałęzi celem pozbycia się balastu z jelit. I tak samo jak szczenięta, czyniły to wszystkie na raz.
Ale wróćmy do wynoszenia maluchów z domu. Otóż pierwsze wyjście mają wtedy gdy obudzi się Piotr. (Jakoś nie mam wyrzutów sumienia, że Naczelny wstaje wcześniej niż ja, zawsze tak jest, że ktoś musi być pierwszy, w tym przypadku padło na niego.) O kolejne wyjścia najmłodszych troszczę się ja i wynoszę pieski w odstępach 2-3 godzinnych. Rytm jest zachowany: najpierw wyjście do ogrodu, tup-tup parę kroczków i za chwilę kupka u każdego malca w tym samym momencie, potem kilkanaście minut intensywnej zabawy na powietrzu i zaraz powrót do domu. Po wspólnych defekacjach i zabawach kolej na karmienie i po chwili maluchy pokładają się zmęczone i zasypiają jak na rozkaz. Za dwie godziny obudzą się aby znowu móc wyjść z domu najpierw na kupkę, potem na zabawę. Jedno i drugie niezmiernie ważne.



Ostatnie komentarze