
Wyniosłam dzisiaj po raz pierwszy
szczenięta na dwór. Na razie do cienia, do altanki, bo upał nieznośny i słonce praży intensywnie jak w Afryce.
Maluchy nie były zachwycone wielkim światem, wtuliły się do siebie i piszczały rozpaczliwie: "mamo ratuj!". Bella
nie wzruszyła się specjalnie ich lamentem (chyba mało co jest w stanie wyprowadzić ją z równowagi), ja szybko
obfotografowałam stadko po czym zabrałam do domu. Pobyt na świeżym powietrzu nie trwał dłużej niż 10 minut, ale
wystarczająco długo aby szczenięta się zmęczyły. Teraz śpią. Zanim posnęły wykorzystały okazję, że mama
przyszła do nich i opiły się jej mleka do syta. Jeść lubią bardzo. Nad ranem, tuż przed czwartą, zrobiły mi
pobudkę, oczywiście głodne, więc zapędziłam senną Bellę do nich, posprzątałam to co zdążyły nabrudzić,
powiedziałam sobie, że kocham szczenięta nawet o czwartej rano, wypiłam kawę i zaraz potem zrobił się dzień.
Wesołe jest życie hodowcy!
Ostatnie komentarze