W czasopiśmie Mój Pies 4/2009 (211) opublikowano warty przeczytania artykuł autorstwa Krzysztofa Nawrockiego, pt.
"Gdy hodowca daje kosza".
Artykuł adresowany jest przede wszystkim do potencjalnych nabywców szczeniąt, którzy często, być może
nieświadomie, nie bardzo potrafią porozumieć się z hodowcą i nie rozumieją dlaczego akurat im odmówiono pieska.
Oto fragment:
Bywają postrzegani jako nawiedzeni dziwacy, hodujący psy po to, by ich potem... nie sprzedać.
Hodowcy dbający nie tylko o zysk opowiadają nam, komu i dlaczego odmawiają sprzedaży szczeniąt.
Jedynie dzwoniąc do hodowcy nastawionego tylko na zarobek, na pytanie o możliwość zakupu szczenięcia zawsze
usłyszysz odpowiedź "tak". W rozmowie z prawdziwym, zaangażowanym hodowcą będziesz się musiał mocno postarać,
żeby nie usłyszeć "nie"...
Falstart
Uważaj, by już na starcie nie zrobić złego wrażenia. - Z zasady ignoruję klienta, który zaczyna od pytania o
cenę szczeniąt - mówi Iwona Przeworska, hodowczyni rasy border collie. - Bez wahania zbywam też ludzi, którzy nie
potrafią nawet wymówić poprawnie nazwy rasy, na przykład pytają o szczenięta "borda kola".
Spróbuję nawiązać do tematu, tak bardzo mi bliskiego.
Pierwszy mój kontakt z potencjalnym nabywcą szczenięcia to zwykle rozmowa telefoniczna, często rozpoczynająca się
zapytaniem:
-Ile kosztuje u was szczeniak?
Lub
-Po ile macie szczeniaki?
Nieprzyjemny Zgrzyt. Pytanie najczęściej jest zadawane bez ogólnie przyjętych form grzecznościowych, tj. bez dzień
dobry, bez przedstawienia się, bez określenia jakie szczenię wzbudziło zainteresowanie, bez zapytania o rodziców, o
socjalizację pieska, bo to wszystko nieważne, istotna jest tylko cena. Rozmowa przebiega krótko, odsyłam pytającego
na któreś z wirtualnych targowisk, gdzie szczeniaki z cenami wystawione do sprzedaży jak towar na regałach w byle
jakim sklepie.
Ciąg dalszy "Po ile macie szczeniaki?" »
Ostatnie komentarze