
W
środkach masowego przekazu, w sklepach, w rozmowach ze znajomymi dominują dwa tematy: święta i Sylwester. Prawdziwy
terror, którego nie sposób obejść. Nic nie mam przeciwko świętowaniu, lubię zwykle tę bożonarodzeniową
atmosferę, ale może nie teraz gdy Belli wyraźnie więcej niż mniej, i gdy niebawem zacznie się wielka akcja pod
nazwą RODZENIE, a potem SZCZENIĘTA. Na maluchy cieszę się bardzo, myśl o porodzie jak zwykle mnie stresuje,
irytuje, nakręca bo wiadomo, że może być różnie... Naczelny beztrosko niefrasobliwy ze swoim "damy radę" (łatwo
mu mówić, psie porody zwykle przesypia), ja przygotowana na wszystkie możliwe ewentualności myślę już kategoriami
spisów. To mam, tego jeszcze nie mam, to potrzebne, to może się przydać.. I tak w koło. A Bella ma się dobrze,
mimo pokaźnych rozmiarów ciągle jeszcze żwawa i mobilna i to tak, że muszę ją hamować aby zbyt intensywnie nie
galopowała z psami. Dzisiaj została po raz drugi zaszczepiona przeciwko herpeswirozie, zniosła dzielnie bez mru mru.
Pozostaje nam już tylko czekanie.
Ostatnie komentarze