Nie wszystkie pieski rodzą się pod szczęśliwą gwiazdą. Ich życie przystaje i przystawało do różnych miar.
Marcin Sennik XVI-wieczny medyk i botanik w swoim herbarzu, czyli dziele o leczeniu ziołami, dawał recepty na leki
także ze składników zwierzęcych. Pisał, że na drżenie rąk czy nóg pomaga picie psiej krwi, na bolące miejsca
polecał smarowanie psią żółcią, a na ropiejące wrzody owinięcie ciała w psią skórę. Zalecał też na
zatrzymanie biegunki picie soku z łajna psiego, zmieszanego z winem. Straszne!!
Takich herbarzy z przedziwnymi lekami było w tamtych czasach wiele. Specjalnym uznaniem cieszyły się: "wody i
wódki z piesków młodych, zajączków, królików, bocianów itp. w alembik włożonych i wodą lub wódką
nalanych". A więc w tym celu bez skrupułów mordowano psy, pewno bezdomne. Zwierzęta te i do dzisiaj bywają
mordowane, niby w imię wyższej sprawy. Jeśli służą doświadczeniom medycznym, filozoficzne podejście do ich
życia niewiele się zmieniło od czasów Marcina Sennika. Gorzej, bo najpierw są męczennikami doświadczeń, a
dopiero się je potem zgładza. To straszne, że ciągle nie można wyeliminować zwierząt w doświadczeniach
medycznych, ale trzeba usilnie zabiegać o ograniczanie takich praktyk. Z drugiej strony wielkie koncerny produkujące
karmę dla psów testują jej wartość odżywczą na psach i innych zwierzętach, np. szczurach laboratoryjnych. Psy z
pewnością różnie reagują fizycznie a może i psychicznie na takie testowe odżywianie ale może te poczynania
uzasadniać tzw. dobro sprawy. Przynajmniej nie są usypiane tak jak szczury, u których bada się pośmiertnie wpływ
odżywiania na ich tkanki.
Ostatnie komentarze