Trochę się na blogu zrobiło cicho, ale tylko dlatego, że
niewiele się dzieje. Psy zdrowe i to najważniejsze. Simonka rośnie i ku mojemu zmartwieniu obrasta w tłuszcz. Je
niewiele, bo niewiele dostaje, gdyby mogła to pałaszowałaby ogromne ilości jadła, a jako że ma skłonności do
odkładania sadełka to i jedzenie racjonowane. Czasami wydaje mi się, że ona asymiluje powietrze i przetwarza je w
tkankę tłuszczową. Za parę dni ukończy 9 miesięcy, wzrost więc ma zakończony. Mierzyłam stworka, w kłębie
liczy sobie 45 cm. Niewielka suczka, tej samej wysokości co mama Tequilla.
Z wydarzeń wartych odnotowania to kolejna już wizyta Natalii z Doveyem (brat Simonki.) Moje psie dziewczyny ucieszyły
się z odwiedzin i przyjęły Doveya jak swojego. Jedynie Misiek nie był zachwycony, pomrukiwał nieprzyjaźnie, ale
wiadomo - on mający tu własny harem, męskiego towarzystwa nie lubi i nie ma to znaczenia, że Dovey jego synkiem.
Dorosły, drugi pies w domu to ponad siły mojego Miśka. Natalia, owszem mogłaby zostać, tu Misiek by się nie
sprzeciwił, łasił się do niej bardzo przymilnie, ale psa jej polubić nie zdołał.
A z Doveyka kawał psa, duży, w górnej granicy wzrostu shar pei, równie żarłoczny jak jego siostra, i też z
okrągłościami tu i ówdzie. Widać, Bonomielle tak mają...
Ostatnie komentarze