Byliśmy ze stadkiem w lecznicy. Naczelny ze mną, ja z Miśkiem, Zamirką i Simonką. Szczeniaki jechały samochodem po
raz pierwszy, dla Miśka to żadna nowość, bo on autem jeździ prawie codziennie. Tak przyzwyczaił siebie i nas.
Kluczyki do samochodu w dłoni, a Misiek stoi już gotowy do wyjścia. Szczeniaki natomiast nie były zachwycone
propozycją podroży. Mimo, że znają nasz samochód, mimo że przez bramę obserwują przelatujące z hukiem pojazdy,
to na widok otwartych drzwi naszego auta, oba dały nogę. Udało nam się zapakować wszystkie stwory do auta i
wyruszyliśmy. Maluchy całą drogę, około 20 minut jazdy, siedziały przytulone do siebie, z dosyć mocno stropionymi
minami. Było mi ich żal, ale to już czas na aby poznały coś więcej niż tylko nasz dom i ogródek.
W gabinecie u weta towarzystwo się odprężyło, łaziło swobodnie tu i tam, łakomie pożerało
przygotowane dla pacjentów smakołyki, podane w nagrodę za dobre zachowanie lub raczej na ośmielenie. Zamirka
wyjeżdża, więc otrzymała paszport. Dokument potrzebny psu na budę, ale właścicielowi zwierzaka owszem.
Wystawienie tego papierzyska trwało trochę, wiadomo biurokracja. Imię psa, data urodzenia, numer tatuażu, data
tatuażu, dane właściciela to tylko niektóre pozycje. A wszystkie musiało być wypisane dodatkowo na formularzach,
które z kolei zostaną odesłane do stosownych izb lekarskich.
Wypełnianie papierzysk trwało, psy w tym czasie oswajały się z lecznicą. Simonka pozwoliła
łaskawie posadzić się na stole i robiła za gwiazdę. Na koniec wizyty pamiątkowe zdjęcie stadka z doktor
Katarzyną Mróz w jej Gabinecie Weterynaryjnym Prak Vet w Oleśnicy, a potem odjazd do domu. Szczenięta nie
protestowały przed zapakowaniem ich do auta. Poznały coś nowego, zobaczyły kawałek świata i chyba się czegoś
nauczyły.
Ostatnie komentarze