Z głośnym rykiem i szczekaniem zapakowaliśmy się dzisiaj do auta z całą gromadą naszych psów
i pojechaliśmy gabinetu
gabinetu weterynaryjnego. Nie wiem kto
bywa z taką ilością czworonogów na raz - my bywamy, chociażby dlatego, że nasze shar peie lubią składać wizyty.
Nie każdy dom jest otwarty dla ludzi ze stadem psów u boku, ale gabinety weterynaryjne na szczęście tak, a
szczególnie ten nasz. Psy zdrowe, kontrola jednak nigdy nie zaszkodzi, no bo Bella wygląda na zaciążoną i trzeba
było ją pokazać, Simonka jeszcze w fazie rozwojowej więc też do kontroli, Tequilla ani w ciąży, ani w rozwoju,
ale jak tu zostawić ją w domu gdy inne jadą, Misiek natomiast przyzwyczajony, że gdzie jego pan, tam i on, mowy
więc nie było aby go nie zabrać skoro Naczelny wychodzi i to z pozostałymi psami, i ze mną na dodatek.
To niesamowite jak te moje psiory lubią odwiedziny w lecznicach! Bella bez protestów dała
położyć się na stole i obejrzeć sobie to i owo, Tequilla i Simonka zawzięcie myszkowały po kątach, Miśkowi
udało się wywlec z pojemnika na odpadki kawałek ligniny, która rzecz jasna została mu odebrana, a wszytkie psy
tuliły się radośnie do doktor Kasi. Zresztą, co ja się tu będę rozpisywać - popatrzcie na fotki!
Ostatnie komentarze