Wpisy otagowane jako mania & mo co.
Related tags
dominacja agresja charakter gryzienie obroża pies posłuszeństwo shar-pei siostry spacer dla psa spotkania rodzeństwa temperament urodziny usposobienie zabawa niszczenie psy mary lou bonomiella dziennik polski morcheeba shar pei socjalizacja przygotowania spacery zagadka zora aportowanie film piłki tenisowe pofałdowane szczenięta zabawki zdjęciaChińska porcelana Pon, cze 7. 2010
Wszyscy, którzy choć przez chwilę mieli styczność z shar-pei'ami doskonale zdają sobie sprawę, jak delikatne i
piękne są to psy. Ich postawa, intelekt, empatia biją wiele ras na głowę. Dokładnie tak samo jest z chińską
porcelaną. Należy się z nią obchodzić ostrożnie, z uczuciem, poświęcić dużo uwagi, ale przyjemność z
obcowania bezcenna i bezgraniczna, wynagradzając wszystkie wyrzeczenia po wielokroć z górką.
Poniedziałek to dzień kolejnego spotkania Mania & Mo Co. - takie swoiste poprawiny wspólnych urodzin. Czas więc poczynić pierwsze podsumowanie wzajemnego obcowania sióstr, bo gwałtowny przebieg zdarzeń mógłby z czasem zatrzeć cenne spostrzeżenia. A więc...
Mary Lou jest słodką psiną, która umie się wszystkim dzielić, przy okazji wykazując się tak niepojętą ambicją i takim zaangażowaniem w sprawy spółki, że należy jej się za to pomnik! Morcheeba to niepozorny raptus, uwielbiająca rządzić i samodzielnie podejmować decyzje, nawet te, które społecznie nie są uważane za popularne. Swoimi charakterami, obie współzałożycielki doskonale się uzupełniają, stanowiąc niezwykle skuteczny duet. Ponadto gościnność, wyrozumiałość i łatwość w podejmowaniu działań, i etyka zarządzania, wprost wskazują na klasę VIP.
Obie psinki po przywitaniu, podejmują dyskusję na argumenty. Robią to jednocześnie z taką gracją, że dumni Pańciowie spokojnie mogą dywagować, o tym co w trawie piszczy. Poziom wymiany zdań jest zawsze na wysokim poziomie i ani na chwilę nie wymaga interwencji dla ostudzenia temperamentu, co ważne żadnej ze stron. W końcu z tak dobrymi manierami, każdy cios poniżej pasa byłby passe. Swoją drogą tak szanujące się grono, absolutnie się do tego nie posuwa. Wszak na dalekim wschodzie prowadzi to do utraty twarzy - czegoś nie do pomyślenia dla naszych dziewcząt.
Oczywiście, że shar-pei to bardzo agresywne psy
Kłapią paszczami, sapią nieprzyzwoicie i pożerają dzieci. Wzrokiem!
Trudno napisać coś nowego, bo oddaję szacunek i podziwiam zaangażowanie Mani, do przełamania passy. A tu masz, Mo
uparła się, że do trzech razy sztuka. Niemniej jednak obiecuję, że przed następnym spotkaniem, spróbuję
wytłumaczyć Mo, że oddanie honorowego zwycięstwa tylko wzmocni relacje.
W takiej pogodzie, pragnienie bierze górę. Miska to kpina i stąd słuszna decyzja Edyty i Łukasza o podstawieniu wiadra. W trakcie półtora godzinnego sympozjum ubyło prawie dwa litry! Swoją drogą psinki podświadomie ustaliły o wyznaczeniu w tym miejscu oazy. Jesteśmy świadomi, że woda uspakaja i relaksuje, ale że aż tak?
Kto by jednak przypuszczał, że psinki wpadną w zachwyt pod kątem cielesnym. O ile u Mo tendencja do poznawania sprawy organoleptycznie jest mi znana, o tyle Łukasz aż się zaniepokoił zakusami Mani. Przyjmijmy zatem, że miłość współzałożycielek jest bezgraniczna i nie mają one z tym żadnego problemu.
Na koniec, z rozrzewnieniem musimy przyznać, że po takich spotkaniach aż serce rośnie. Szkoda tylko, że muszą się kończyć. Uroczyście obiecujemy, że obie strony będą dążyć do zwiększenia reprezentacji. A pamiętając cudowne odprowadzenie Mo do auta i smutne oczka Mani, patrzące jak odjeżdża, należy sądzić, że kolejne spotkania są pewne na 100%.
Poniedziałek to dzień kolejnego spotkania Mania & Mo Co. - takie swoiste poprawiny wspólnych urodzin. Czas więc poczynić pierwsze podsumowanie wzajemnego obcowania sióstr, bo gwałtowny przebieg zdarzeń mógłby z czasem zatrzeć cenne spostrzeżenia. A więc...
Mary Lou jest słodką psiną, która umie się wszystkim dzielić, przy okazji wykazując się tak niepojętą ambicją i takim zaangażowaniem w sprawy spółki, że należy jej się za to pomnik! Morcheeba to niepozorny raptus, uwielbiająca rządzić i samodzielnie podejmować decyzje, nawet te, które społecznie nie są uważane za popularne. Swoimi charakterami, obie współzałożycielki doskonale się uzupełniają, stanowiąc niezwykle skuteczny duet. Ponadto gościnność, wyrozumiałość i łatwość w podejmowaniu działań, i etyka zarządzania, wprost wskazują na klasę VIP.
Obie psinki po przywitaniu, podejmują dyskusję na argumenty. Robią to jednocześnie z taką gracją, że dumni Pańciowie spokojnie mogą dywagować, o tym co w trawie piszczy. Poziom wymiany zdań jest zawsze na wysokim poziomie i ani na chwilę nie wymaga interwencji dla ostudzenia temperamentu, co ważne żadnej ze stron. W końcu z tak dobrymi manierami, każdy cios poniżej pasa byłby passe. Swoją drogą tak szanujące się grono, absolutnie się do tego nie posuwa. Wszak na dalekim wschodzie prowadzi to do utraty twarzy - czegoś nie do pomyślenia dla naszych dziewcząt.
Oczywiście, że shar-pei to bardzo agresywne psy
W takiej pogodzie, pragnienie bierze górę. Miska to kpina i stąd słuszna decyzja Edyty i Łukasza o podstawieniu wiadra. W trakcie półtora godzinnego sympozjum ubyło prawie dwa litry! Swoją drogą psinki podświadomie ustaliły o wyznaczeniu w tym miejscu oazy. Jesteśmy świadomi, że woda uspakaja i relaksuje, ale że aż tak?
Kto by jednak przypuszczał, że psinki wpadną w zachwyt pod kątem cielesnym. O ile u Mo tendencja do poznawania sprawy organoleptycznie jest mi znana, o tyle Łukasz aż się zaniepokoił zakusami Mani. Przyjmijmy zatem, że miłość współzałożycielek jest bezgraniczna i nie mają one z tym żadnego problemu.
Na koniec, z rozrzewnieniem musimy przyznać, że po takich spotkaniach aż serce rośnie. Szkoda tylko, że muszą się kończyć. Uroczyście obiecujemy, że obie strony będą dążyć do zwiększenia reprezentacji. A pamiętając cudowne odprowadzenie Mo do auta i smutne oczka Mani, patrzące jak odjeżdża, należy sądzić, że kolejne spotkania są pewne na 100%.
Świętujemy pierwsze urodziny! Sob, cze 5. 2010
Spółka Mania & Mo działa coraz prężniej i sprawiła sobie bodaj najwspanialszy prezent urodzinowy. Dokładnie w
dniu swoich pierwszych urodzin, po długim miesiącu tęsknoty dziarskie siostry spotkały się ponownie, by jeszcze
mocniej zacieśnić więzy.
Mało powiedziane, że obu psinkom doskwierał brak drugiej połówki spółki. Pierwszy kwadrans spędziły na uroczych czułościach i szeptach na ucho. Potem zaś przystąpiły - a jakże - do ponownego ustalenia pozycji i zależności. Ambitne harce przerwaliśmy po upływie około pół godziny, aby dać im wytchnienie, bo języki były dłuższe od rzucanych cieni. W tym czasie Pańciowie ucięli sobie znaczącą chwilę na ploteczki. Potem harce rozgorzały na nowo. Po pierwszej "przegranej" na własnym podwórku, Mania mocno wzięła sobie do siebie chęć rewanżu i w słońcu była nie lada przeciwnikiem dla Mo. Siłaczka Mania była niezłomna w próbach i kolejnych podejściach, za nic mając coraz silniej operujące słońce i kolejne opróżnione miski z wodą na spółę. Chylimy czoła uporowi i woli. Co jak co, ale motywacji to rocznej Mary Lou absolutnie nie brakuje. Morcheeba zaś, śladem swojego Pańcia nie gustuje w cieple i +18 stopni odbiera jako granicę przyzwoitości. Wielokrotnie oddalała się na stronę, aby choć chwilę odsapnąć w cieniu, co siostra szybko odebrała za zmianę miejsca placu zabaw.
Zresztą, nie ma co się specjalnie rozpisywać, zdjęcia to najlepiej pokazują. Dużo by słów trzeba, być choć trochę przekazać tych ciepłych emocji i wzajemnej siostrzanej miłości.
Co tu kryć, Mania & Mo Co. ma tak silne fundamenty i jest tak wybitnie rodzinną spółką, że nie ma na nie rady. I choć Mo znów oparła się siostrze, to widać że zrobiłaby dla niej wszystko. I w takiej to oto słodkiej atmosferze dwie sunie świętowały swoje pierwsze urodziny! Tym samym przesyłamy najlepsze życzenia dla wszystkich pozostałych M-psiaków! Sto lat!
Mało powiedziane, że obu psinkom doskwierał brak drugiej połówki spółki. Pierwszy kwadrans spędziły na uroczych czułościach i szeptach na ucho. Potem zaś przystąpiły - a jakże - do ponownego ustalenia pozycji i zależności. Ambitne harce przerwaliśmy po upływie około pół godziny, aby dać im wytchnienie, bo języki były dłuższe od rzucanych cieni. W tym czasie Pańciowie ucięli sobie znaczącą chwilę na ploteczki. Potem harce rozgorzały na nowo. Po pierwszej "przegranej" na własnym podwórku, Mania mocno wzięła sobie do siebie chęć rewanżu i w słońcu była nie lada przeciwnikiem dla Mo. Siłaczka Mania była niezłomna w próbach i kolejnych podejściach, za nic mając coraz silniej operujące słońce i kolejne opróżnione miski z wodą na spółę. Chylimy czoła uporowi i woli. Co jak co, ale motywacji to rocznej Mary Lou absolutnie nie brakuje. Morcheeba zaś, śladem swojego Pańcia nie gustuje w cieple i +18 stopni odbiera jako granicę przyzwoitości. Wielokrotnie oddalała się na stronę, aby choć chwilę odsapnąć w cieniu, co siostra szybko odebrała za zmianę miejsca placu zabaw.
Zresztą, nie ma co się specjalnie rozpisywać, zdjęcia to najlepiej pokazują. Dużo by słów trzeba, być choć trochę przekazać tych ciepłych emocji i wzajemnej siostrzanej miłości.
Co tu kryć, Mania & Mo Co. ma tak silne fundamenty i jest tak wybitnie rodzinną spółką, że nie ma na nie rady. I choć Mo znów oparła się siostrze, to widać że zrobiłaby dla niej wszystko. I w takiej to oto słodkiej atmosferze dwie sunie świętowały swoje pierwsze urodziny! Tym samym przesyłamy najlepsze życzenia dla wszystkich pozostałych M-psiaków! Sto lat!
Z ostatniej chwili Czw, cze 3. 2010
Ha! Wyszło jak zwykle w ostatniej
chwili, ale jednak. Mo znów zawita w stolicy - dokładnie od piątku do poniedziałku włącznie. Zatem spodziewamy
się ciągu dalszego spółki Mania & Mo. Mania & Mo Co. Śro, maj 5. 2010

W wielkiej tajemnicy, zacierając wszelkie ślady spisku, Mo odwiedziła swoją siostrę Manię. Już na samym wstępie musimy przyznać, że Morcheeba choć słodko wygląda to raptus i terrorystka w jednym, Mary Lou zaś poza silną ciągotą do wolności ma też spore zapasy sił na ustawienie okolicy dzięki atletycznej budowie i niewiarygodnemu pyszczkowi.
Pierwsze spotkanie po dziewięciu miesiącach, na wschodnich terenach stolicy przebiegało, niczym zlot bosów mafii. Uważna obserwacja, mrożenie wzrokiem i w końcu ustalenie zakresu wpływów w zawodach na klaty. Mo górując wielkością i masą (!) przypadła władza nad terenem - podwórko i las, Mani zaś z olbrzymimi soczystymi pultachami przypadły benefity - żółta miska z wodą. Po tej wielowątkowej próbie charakterów, nawiązano tytułową współpracę.
Spacer w lesie pokazał psiny z najlepszej strony. Mania z gracją zaprezentowała talenty opanowane dzięki cierpliwości swoich Pańciów na szkoleniu i w domu, Mo skolei zaganiała plotkujące stadko, co wypraktykowała samodzielnie w czasie spacerów z dziećmi. Natomiast spuszczenie obu słodkich psinek ze smyczy, na nowo zdefiniowały plany spacerowe sporej ilości autochtonów, zupełnie nie wiadomo dlaczego
« poprzednia strona
(Strona 1 z 1, łącznie 4 wpisów)
następna strona »
1



Ostatnie komentarze