
W wielkiej tajemnicy, zacierając wszelkie ślady spisku, Mo odwiedziła swoją siostrę Manię. Już na samym wstępie
musimy przyznać, że Morcheeba choć słodko wygląda to raptus i terrorystka w jednym, Mary Lou zaś poza silną
ciągotą do wolności ma też spore zapasy sił na ustawienie okolicy dzięki atletycznej budowie i niewiarygodnemu
pyszczkowi.
Pierwsze spotkanie po dziewięciu miesiącach, na wschodnich terenach stolicy przebiegało, niczym zlot bosów mafii.
Uważna obserwacja, mrożenie wzrokiem i w końcu ustalenie zakresu wpływów w zawodach na klaty. Mo górując
wielkością i masą (!) przypadła władza nad terenem - podwórko i las, Mani zaś z olbrzymimi soczystymi pultachami
przypadły benefity - żółta miska z wodą. Po tej wielowątkowej próbie charakterów, nawiązano tytułową
współpracę.
Spacer w lesie pokazał psiny z najlepszej strony. Mania z gracją zaprezentowała talenty opanowane dzięki
cierpliwości swoich Pańciów na szkoleniu i w domu, Mo skolei zaganiała plotkujące stadko, co wypraktykowała
samodzielnie w czasie spacerów z dziećmi. Natomiast spuszczenie obu słodkich psinek ze smyczy, na nowo zdefiniowały
plany spacerowe sporej ilości autochtonów, zupełnie nie wiadomo dlaczego

Świeże
powietrze i miłe spotkanie utwierdziło dwunogi, że dwa shar-pei'e to jest to minimum, które jest na wagę złota. No
i o spółce Mania & Mo jeszcze będzie!
Ostatnie komentarze