Niepostrzeżenie minęło 11 miesięcy M-miotu, co poza serdecznościami i życzeniami wszelkiego dobrego, przy okazji
pozytywnie i ostatecznie wpłynęło na poziom wyszkolenia. Wyszkolenia młodzieży lub pańciów, co zależy od
indywidualnego przypadku.

Mo wyszkoliła pańciów. Zawsze gotowi na spacer, na zabawę, na gryzienie i drapanie, i jakiekolwiek inne psie
przyjemności. Wiola ukończyła specjalizację z wyróżnieniem w dogadzaniu kulinarnym. Dzięki temu podniebienie suni
stale doznaje rozkoszy. Ja zaś doktoryzuję się w przemieszczaniu. I właśnie o tym, na należycie umotywowany
wniosek Góry, chciałem napisać.
To co najważniejsze, bezwględne meritum,
esencja tematu, udało mi się wreszcie zwerbalizować dopiero ostatnio. Dosłownie - to ja wychodzę na spacer z Mo i
absolutnie nie odwrotnie. Stąd na uporczywe i powtarzane jak mantra pytania: czy Morcheeba ciągnie, szarpie, zapiera
się - odpowiedź jest negatywna. Czy idzie tam gdzie chce? - zdecydowanie i wyłącznie! Zdarza się jej napaść
innego czworonoga, terroryzować ludzi o zbyt wybujałej wyobraźni, zajść przechodnia od tyłu by go bezdotykowo
obwąchać, pogonić ptaka czy inny latający śmieć i absolutnie nic w tym dziwnego, bo to jest JEJ spacer i to dla
NIEJ ma być przyjemnością i atrakcją.
Mo może wszystko, a mimo to nigdy tak naprawdę
nie musiałem jej szukać, łapać, ganić i karać. Im więcej wzajemnego zaufania i szacunku tym lepiej. To że mamy
świetny teren do biegania luzem, tym łatwiej i prościej, choć nie ukrywam, że niebieska strzała pokonuje z tego
tytułu nawet 200km tygodniowo. Wraz z mijającymi miesiącami wszystko się zmienia. Mo powoli zaczyna reagować na
wołanie w trakcie gonienia saren, potrafi zrezygnować z obwąchiwania innego czworonoga, gdy bardzo nalegam, choć
jeszcze nie zawsze się z tym zgadza. Jak to wygląda widzieli ostatnio Edyta i Łukasz. Ideał to nie jest, ale
diamenty szlifuje się powoli. A wszystko zależy na ile jesteśmy atrakcyjni dla psinki w danym momencie - to clue
zagadnienia. Bo podczas wspólnego biegania, Mo towarzyszy mi truchtając przy boku, czasem mnie wyprzedzając, ale
zawsze kontrolując drogę i bezbłędnie rozumiejąc komendy: w prawo, w lewo. To w trakcie spacerów zwiedza okolicę,
przybiegając co jakiś czas po pochwały i buziaka. I choć nieraz tracimy ją z pola widzenia, nie wiedząc dokładnie
co robi, to jednego jesteśmy pewni - jest szczęśliwa.
Istotnym novum są wyjścia i w ogóle używanie obroży
(sic!), którą wykorzystujemy wbrew naszym wewnętrznym oporom i sprzeciwom. Początkowo zakładana tylko na ostatnie
spacery po 11 PM, później także w trakcie wyjazdów autem, obecnie także na wyjściach po osiedlu w ciągu dnia. I
choć, jak już wspomniałem, zajmuję się wyłącznie nadzorowaniem bhp spaceru i animacją wspólnego czasu, obroża
stanowi wydarzenie i podświadomie wpływa na postawę psinki. Niemal dumna, obnosi się po okolicy, chwaląc się swoim
dobrze wychowanym panciem, ignorując wszelkie zaczepki i przechadzając się z taką gracją i etykietą, że coraz
częściej nie zapinam smyczy. Żadna ze stron uczestniczących w spacerze nie folguje siłą i nie zniża się do buty.
W końcu mądrzy mawiają, że psiak to najlepszy przyjaciel człowieka. Nas nie trzeba do tego przekonywać i
oddalibyśmy wszystko za każdą z chwil spędzonych wspólnie i niejednokrotnie przypieczętowanych wydatnym użyciem
oblizora.
A możecie nam wierzyć, że mądrej głowie, dość po słowie!
PS Mo, jak się okazało 06-05-2010 waży 24 kilogramy, ma
już 400kg uciągu i ponad tonę ścisku w szczęce. I nieznosi czyszczenia uszu, do okazywania czego wykorzystuje
wszystkie właśnie wspomniane atuty.
Ostatnie komentarze