Zdjęłam dzisiaj Miśkowi szwy założone po zabiegu usuwania brodawki. Łapa ładnie zgojona, nie będzie śladu.
A psy otrzymały od naszych gości prezent w postaci dziesięciu piłek tenisowych. Piotr się zapalił:
- Będę je uczył aportowania.
No i uczył. Siedział sobie przy stole i ku uciesze gości i psów rzucał piłeczki jak automat. Tequilla pierwsza
zorientowała się, że za każdym razem gdy przyniesie piłkę, dostanie smakołyka. Biegała więc w te i we wte, a
Naczelny pasł ją drobno pokrojonym mięsem. Misiek za piłką pobiegł raz. Złapał, wypluł, przyszedł po mięso i
oczywiście dostał. Więcej za piłką już nie pognał. Brak motywacji. Rondel zbierał porzucone piłki i znosił do
swojego legowiska psując tym samym wszystkim zabawę. Bella ze zwieszonym łbem stała nad Rondlem i zazdrośnie
patrzyła na żółto-zielone zdobycze. Oczywiście sama za piłką nie pobiegła - nie chciało jej się.
Tyle o zabawie moich shar-pei w aportowanie. Goście odjechali, piłki psom i Piotrowi odebrałam i schowałam. Powód:
piłeczki tenisowe nie nadają się do zabawy dla psów. Ich filcowa powłoka działa na zęby jak
drobny papier ścierny, niekorzystnie wpływając na stan uzębienia. Poza tym istnieje niebezpieczeństwo, że pies
piłkę przegryzie i połknie kawałek niestrawnego tworzywa, co w konsekwencji może doprowadzić do zaczopowania
jelita.
Ostatnie komentarze