Na początku marca podjęliśmy decyzję o małym tourne po kraju, by odwiedzić rodzinę. Występek dość niecny, bo
Morcheeba niechętnie żegna się z sofą, a i nowe miejsca to nie to samo, co własne podwórko i ład, który
zaprowadziła po cieczce.
Autostrada mocno psinkę wynudziła, a resztę drogi zapamiętała ogólnie jako slalom niebieskiej strzały wokół
dziur po zimie. Łódź Mo zapamiętała miło, gościnnie i przede wszystkim przytulnie. Pokochała naszą Babcię i
aby to uczcić spała niemal na grzbiecie na środku pokoju. Totalna beztroska i błogostan. Potem przedostaliśmy się
do stolicy.
Niby jest
tu dwójka maluchów, ale jak to przedszkolaki, zajęte bardziej sobą niż czymkolwiek innym. Mo mocno ciekawiła,
ale z uwagi że istotnie zmieniła swoją posturę od ostatniego spotkania (z września), nikt nie próbował drażnić
naszej słodkiej lwicy. Pełna gracja i dyplomacja.
Co do przewagi
IQ głosy są cokolwiek podzielone.

No ale co się oszukiwać,
w domu zawsze najlepiej.
Ostatnie komentarze