
Wczorajszy dzień rozpoczął Naczelny komunikatem: Bella nie jadła. Aha, znaczy to, że za kilka, najpóźniej
kilkanaście godzin zaczną się rodzić szczenięta. Mamy jeszcze trochę czasu więc sprawdzanie czy wszystko na
poród przygotowane, wzajemne uspokajanie się, że będzie dobrze, bo to przecież nie pierwsze dzieci Belli, że
spokój najważniejszy, że wszystko pójdzie gładko, byle się nie nakręcać i nie irytować na zapas. Aby się
odprężyć biorę Miśka i idziemy na długi spacer. Potem obiad, a po nim nic się nie dzieje, Bella dalej bez apetytu
i bez jakichkolwiek oznak zbliżającego się porodu. Dopiero wieczorem psina zaczyna dyszeć, rozkopywać legowisko,
przemieszczać się raz tu, to znowu tam, nigdzie jej nie pasuje, tu niewygodnie, tam niekomfortowo. Ponad trzy godziny
trwa niepokój, Bella dyszy i prze, w efekcie jej trudu pęka pęcherz płodowy, za chwilę powinno urodzić się
pierwsze psie dziecko. Chwila przeciąga się w godzinę, brak jakiejkolwiek akcji, z nerwów jestem bliska obgryzania
paznokci. W końcu zaczyna się akcja porodowa. .. i ustaje. Piesek jest tuż tuż przy WYJŚCIU, wkładam palce w
Bellę i wyczuwam pazurki szczenięcia, nie mogę go jednak chwycić, bo za daleko, bo za ciasno... Mija następna
godzina, Bella prze, ale słabo, szczenię ciągle uwięzione, zakleszczone, nie ma mowy aby go wydobyć. Nastrój mam
bliski paniki powiązanej z rozpaczą, wyciągam Bellę z jej porodowej skrzyni aby się przeszła i poruszała,
spacerujemy po domu w te i nazad, Bella zaczyna znowu przeć, więc szybki powrót do skrzyni, i za moment JEST! Żywy,
głośno kwilący piesek. Ach jaka ulga i jaka radość! Zapisuję godzinę 22.40, kładę pieska na wagę i oczom nie
wierzę 620 gramów! No nie, tak dużego szczenięcia jeszcze u nas nie było! Oglądam go dokładnie, śliczny
chłopiec, kolor złoty. Wycieram go do sucha i przystawiam do zachwyconej mamy, widzę tę znaną mi radość w jej
oczach, napięcie moje i jej ustępuje od razu, a mały, dopiero co urodzony wie jak dostać się do maminego sutka i
po chwili już ssie. Bella odprężą się, wylizuje synka., świat znowu jest różowy i na swoim miejscu. Odpoczynek,
zachwyt nad pierwszym urodzonym i znowu parcia. Godzina 23.45, mocne parcie, rodzi się kolejne szczenię. Suczka.
Czerwona z czarną maską. Trochę mniejsza niż braciszek, ale też nie ułomek, bo o wadze 580 gramów! Bella zajęta
wylizywaniem córeczki i jakoś nie zauważa, że tymczasem wysuwa się z niej już następne dziecię... Wysuwa się,
ale nie do końca. Głowa z otwartym pysiem na zewnątrz, reszta w mamie, a ta zajęta wylizywaniem wcześniej
urodzonego dziecka i nic do niej nie dociera... Wiem, że muszę coś zrobić, muszę pomóc choć tremę mam
nieziemską. Wstrzymuję oddech, chwytam to na wpół urodzone szczenię, okręcam lekko, ciągnę.... JEST! Chłopiec!
Czerwony. Rety, znowu ogromny, 600 gramów! Żywotny, dziarski, piszczy głośno. Uff, czuję jak uchodzi ze mnie wraz
ze stresem powietrze, oglądam pieseczka, śliczny jest, przystawiam do Belli, a on natychmiast zaczyna ssać. I znowu
zachwyca mnie MATKA NATURA tak mądrze obdarowująca instynktami rodzących i narodzonych! Trzy szczenięta, czyżby to
już koniec porodu.. Nie, jeszcze jedno na pewno się urodzi, brzuch Belli ciągle napięty, ona zaś zmęczona po
ciężko rodzącej się trójce dzieci, ucina sobie drzemkę. Mija godzina, potem kolejna, Zmieniła się data. Mamy
już 2 stycznia 2010, czas 2.40. O własnych siłach przychodzi na świat ostatnie szczenię, Śliczna dziewczynka
ważąca 520 gramów! Koniec rodzenia, czworo psich dzieci, cztery zachwycające mnie i Bellę szczenięta, jedno
złote, trzy czerwone, wszystkie silne, bez wad, wszystkie zapowiadające się po mamie i tacie na piękne shar peie.
Jestem dumna z mojej Belli i bardzo szczęśliwa!
Ostatnie komentarze
sob, 27.02.2010 16:18
oj szkoda, a byłam taka ciekawa jakie moja ulubienica będzie miała maluchy, no ale podobno co się odwlecze to nie [...]
czw, 25.02.2010 17:35
o jejku to strasznie a tak się łudziłam nadzieją ,że jednak
śro, 24.02.2010 15:31
Dziękujemy bardzo i cieszymy się że zdjęcia sie spodobały
wto, 23.02.2010 22:33
Nasze oczy nie mogą się nacieszyć... Oba malce prześliczne i przesłodkie! Cieszymy się widząc taką dobrą komitywę. [...]
wto, 23.02.2010 18:18
Pani Marto! My mamy jedną Nathalinkę (Pee Pee) a broi za całe stadko! Swoją drogą ciekawe po kim taki temperamenci [...]
pon, 22.02.2010 19:44
A już nasza Nathalinka ma się bardzo dobrze, biega jak szalona, poznaje swój nowy dom. Zaczęła już broić, szczeka [...]
czw, 18.02.2010 19:21
Jakie piękne zdjęcie Simonki w śniegu. No ma się talent do fotografowania
czw, 18.02.2010 09:52
No ładnie... Trzy mioty, jeden po drugim... Zaciskamy kciuki za zdrowie Bonomiellek! Teraz już wiemy, jak Pani M [...]
czw, 18.02.2010 00:05
I po hipopotamkach nie ma śladu, teraz to już całkiem duże sharpki. To czekamy na nowe, a te "paskudy" niech idą d [...]
śro, 17.02.2010 11:28
Gratulacje, gratulacje! Maluchy słodkie jak zawsze, a tu za chwilę znów wysyp. Czekamy z niecierpliwością i ściska [...]