Spotkałam dzisiaj pana, który przed rokiem przygarnął kudlatego psiaka wałęsającego się przy stacji benzynowej.
Przywiózł go do domu, podleczył jego chorą skórę i w ogóle się nim dobrze zajął. Gdy mój Piotr mu
powiedział, że pies jest rasowy, pana jakby kto na sto koni wsadził. Po prostu poczuł się uszczęśliwiony. Od tego
czasu, ilekroć mnie spotyka, prosi abym podziękowała mężowi za tak wspaniałą wiadomość. Chodzi teraz dumnie ze
swoim rasowym psem, choć nie pamięta jaką rasę Piotr przypisał jego psu. Dzisiaj wspomniał, że byłby
szczęśliwy, gdybym pomogła załatwić rodowód dla jego pupila. Na próżno mu tłumaczę, że to jest niemożliwe.
Najchętniej oświeciłabym go, że jego pies rasowym nie jest, ale brak mi na to odwagi...
W ogrodzie pierwsze zwiastuny
wiosny: z ziemi wyłazi rabarbar. Oczywiście uwieczniłam go wraz z datą aby nikt nie posądził mnie o przewidzenia.
Nie tylko rabarbar przebił się przez glebę; obudziły się też krety i ku ogromnej radości mojego stadka, wywaliły
w samym centrum trawnika kilka kopców. Nie mam siły aby rozpoczynać ten rok od walki z kretami, udaję więc, że ich
nie widzę.
Ostatnie komentarze