
Nazbierało się trochę zaległości w blogowaniu przez tydzień pełen wydarzeń rozmaitych. Pod koniec ubiegłego
tygodnia w naszym regionie szalały burze powodując coraz to przerwy w funkcjonowaniu internetu, działaniu prądu oraz
zalewając mi ogród i niszcząc kwiaty. Nie tylko roślinność została mocno przetrzebiona , nasza wielokrotnie
naprawiana i wzmacniana altanka ku mojemu zmartwieniu, definitywnie została w drobny mak roztrzaskana przez wichurę.
Straszne były te burze...

Szczenięta miały mocno ograniczone wyjścia na powietrze, no bo mokro i strach, że mogłyby się przeziębić.
Piękna pogoda powróciła (altanka niestety nie) i malce znowu mogą sobie wybiegać z domu. Dzisiaj ćwiczyliśmy
chodzenie w szeleczkach i na obrożach. Tak na zmianę, bo tylu małych kompletów nie mam. Żadne z psich dzieci nie
protestowało, nie przeszkadzały im ani szelki, ani obróżka, ani na krótko doczepiane do nich smycze. A przy okazji
zrobiłam parę zdjęć pieskom z błękitnym niebem w tle.

W
sobotę mieliśmy przegląd hodowlany, szczenięta już są z tatuażami, za parę dni będę mogła odebrać z
wrocławskiego oddziału ZK ich metryki, a w weekend maluchy będą się rozjeżdżać do nowych domów. Na razie nie
tylko ja z Piotrem opiekujemy się rozbieganą gromadką, dzielnie sekundują nam w tym nasze dorosłe psy. Za Miśkiem
stadko chodzi krok w krok, Tequilla i Bella pilnują aby dzieciarnia nie oddalała się zbytnio i aby wszystkie były
razem, a Simonka bawi się z nimi tak, jakby sama była jeszcze szczeniakiem. Wszystkie zwierzaki szczęśliwe, aż
miło patrzeć!
Ostatnie komentarze