Łapiemy oddech po wczorajszym dniu, bo działo się i to sporo. Byliśmy z Bellą w Warszawie. Cel wiadomy: krycie
pięknym Tabaskiem. Za 60-63 dni szczenięta. Cieszę się niewynownie i jak zwykle nie mogę się doczekać. Jutro
znowu wycieczka na Mazowsze i powtórka z krycia. A w domu niepokój i chaos wytwarzane przez Miśka, który to już
kolejny raz z rzędu nie potrafi pojąć dlaczego Bella nie dla niego. Pies piszczy, skomle do Belli, a nawet próbował
w zastępstwie "wziąć sobie" Simonkę. Znowu więc mam rozdzielanie mojej psiej rodziny: Tequilla z Miśkiem, Simonka
z Bellą, ja z Naczelnym pomiędzy nimi. Nie jest łatwo. Misiek odmówił dzisiaj wyjścia na spacer, on bez Belli nie
pójdzie! Siedzi smutny w domu i tęskni... Jutro znowu będzie czuł od Belli zapach obcego mu psa, znowu będzie
poirytowany, znowu zatroszczy się abyśmy mieli bezsenną noc. Pojutrze pewnie to samo, dopiero za dwa-trzy dni wróci
wszystko do normy. Misiek się uspokoi i zapomni, ja będę liczyć dni do narodzin szczeniąt! Do czerwca!
Ostatnie komentarze