Wreszczie spokój w domu, koniec z amorami. Misiek co prawda zatroszczyl się o to abym znowu się nie wyspała, bo
przez ponad połowę nocy popiskiwał tęsknie do Tequilli. Biegał niespokojnie po schodach na górę i w dół,
wracał pod drzwi za którymi była Teqi, poskomlał i znowu kontynuował swoją gonitwę po domu. Przed świtem
uspokoił się, mnie też udalo się w końcu przysnąć. Rano pies nie przypominał już niczym erotycznie rozbudzonego
samca. Przeszło mu. Do następnych cieczek.
W domu trwają intensywne przygotowania do Świąt Wielkanocnych, a tu nagle zaskoczyła nas zima. Zmarkotniałam, bo
pomyślałam o piwoniach, które przebiły się przez ziemię już dobry tydzień temu, o forsycji, której kwiaty nagle
padły i o innych roślinach co teraz pod śniegiem. Moje shar-pei ucieszyły się ze zmiany aury, a ja uwieczniłam je
na zdjęciach.
Towarzystwo oczywiście pozować nie raczyło, rozbiegało się we wszystkie możliwe strony lub ustawiało się tyłem
do mnie, co na fotkach wyraźnie widać.
Ostatnie komentarze